środa, 9 lutego 2011

#692 - Wywiadówka: Jazda obowiązkowa z Dennisem Wojdą

Aby umilić nieco oczekiwanie na premierową odsłonę Wywiadówki i zmobilizować Tomka Kontnego by doprowadził rozmowę z Michałem Gałkiem do końca, przenosimy się w czasie i wracamy do lipca 2010 roku, kiedy w roli odpytywanego wystąpił Dennis Wojda. Drogi czytelniku, zanim zaczniesz narzekać, że "publikujemy odgrzewane kotlety" pamiętaj, że część składu Kolorowych Zeszytów musi przetrwać sesję w przerwach między pisaniem kolejnych tekstów!
Tomek Kontny: Jak zaczęła się Twoja przygoda z komiksem? Co pchnęło cię do pisania scenariuszy komiksowych? I dlaczego akurat komiksowych, a nie filmowych czy teatralnych?
Dennis Wojda: Jako dziecko dużo czytałem, zarówno książek, jak i komiksów. Pewnie marzyłem o tym, by móc samemu wymyślać historie. Świat wyobraźni jest mi bardzo bliski i zawsze pchało mnie do pracy twórczej. Jak Gawron mnie poprosił o scenariusz nie mogłem odmówić. Było to konkretne zamówienie wydawnictwa Pol-Nordica na stworzenie nowej serii w piśmie "Kelwin & Celsjusz". I tak powstało miasteczko Mikropolis.

Jeśli chodzi o scenariusze filmowe i teatralne mam kilka pomysłów – zarówno na film animowany, jak i na sztukę. Czas pokaże, co z tego wyniknie.

Które dzieła wywarły na Ciebie największy wpływ, kto jest Twoim pisarskim wzorem? Opowiedz o swoich inspiracjach, również tych pozakomiksowych.
Jako dziecko uwielbiałem przygody Tintina. Powinienem powiedzieć, że nadal uwielbiam. Ostatnio czytam Tintiny swojemu synkowi i większość albumów nadal trzyma poziom. Jako nastolatek czytałem bardziej ambitne komiksy – głównie europejski underground. Pochłaniałem wszystko, co było dostępne na rynku szwedzkim. W tym samym czasie odkryłem kino studyjne Szwedzkiego Instytutu Filmowego (SFI), gdzie poznałem filmy Murnaua i Langa, francuską nową falę, neorealizm włoski. Oglądałem głównie filmy z lat 50. i 60. Z polskich twórców najbardziej cenię sobie Polańskiego i świętej pamięci Stawińskiego. Chyba jestem strasznie retro, jeśli chodzi o gust.

Trzy najlepsze komiksy, które przychodzą Ci do głowy zawsze, kiedy ktoś budzi Cię w nocy i zadaje takie głupie pytanie?
Tintin "Kierunek Księżyc"/"Spacer po Księżycu" (koniecznie razem!), "Jimmy Corrigan" Chrisa Ware'a i dylogia "Maus".

Pamiętasz swój pierwszy scenariusz? O czym był, jak oceniasz go z perspektywy czasu?
Pierwszy prawdziwy scenariusz, jaki napisałem, to pierwszy odcinek serii "Mikropolis". Pamiętam, że miałem spore kłopoty z tekstem. Najpierw pisałem po szwedzku, następnie tłumaczyłem na angielski i na koniec moja dziewczyna pomagała z tłumaczeniem na polski. Uf! Z kolejnymi odcinkami było tak samo! A jak oceniam ten pierwszy odcinek? Podoba mi się, mimo, że tam nie ma żadnych postaci. Nie mieliśmy czasu na wymyślenie bohaterów – była tylko koncepcja na miasteczko.

Pierwsze scenariusze pisałeś intuicyjnie, czy opierając się o teoretyczną, książkową wiedzę?
Zdecydowanie intuicyjnie! Wiedziałem jak mają wyglądać listy dialogowe (grałem w teatrzyku szkolnym) i dodałem opisy scen. Jednak ważniejsze od techniki jest to, o czym się pisze.

Masz jakieś własne, specyficzne metody pracy nad scenariuszem? Opowiedz o kolejnych etapach pisania.
1. Etap zgłębiania: Czytam, oglądam, wczuwam się w temat. 2. Etap wymyślania: Przed zaśnięciem układam sobie w głowie historię. 3. Etap drabinki: Zapisuję historię w formie drabinki scenariuszowej (w punktach), co przypomina układanie puzzli. 4. Etap dialogów: Dodaję dialogi do drabinki. 5. Etap testowy: Proszę znajomych o opinię. Dobrze jest odłożyć scenariusz na pewien czas i potem do niego powrócić świeżym okiem.
Masz jakieś ulubione cechy, którymi zwykłeś obdarzać wymyślone postacie, ulubione motywy, do których wracasz w kolejnych scenariuszach?
Mam tendencję do przedstawiania relacji dziecka z dziadkiem lub babcią. Dzieci inaczej patrzą na świat. Staruszkowie pewnie też... Lubię też pisać historie osadzone w Warszawie.

Piszesz scenariusze w postaci luźniejszych opowiadań czy precyzyjnie rozpisanych kadrów? Opracowujesz storyboardy czy tylko sugerujesz rozmiar kadrów?
Ostatnio piszę "Mikropolis" w formie opowiadań. Właściwie są to tylko dialogi z krótkimi opisami. Gawron tak woli, bo daje mu to większe pole do interpretacji. Jeśli współpracuję z innym rysownikiem daję oczywiście więcej opisów. Takie scenariusze są bardziej precyzyjne. Czasami robię dokumentację fotograficzną.

Częściej planujesz całą historię w głowie, a dopiero potem siadasz do rozpisywania jej na kadry, czy pozwalasz jej żyć, rozwijać się wraz z każdą kolejną stroną bez całościowego planu?
Historia układa się w głowie. Często nie mam pomysłu na zakończenie historii i muszę sprawdzić różne rozwiązania w trakcie pisania. W moim projekcie "366 kadrów" nie mam scenariusza, ale mimo tego staram się układać wszystko w logiczną całość.

Jakie rozwiązania scenopisarskie – w stylu bohatera budzącego się na ostatniej stronie i stwierdzający, że wszystko było snem - wyjątkowo grają Ci na nerwach?
Sny są bardzo inspirujące! Czasami chciałbym się tak obudzić i odkryć, że to wszystko było snem. W komiksach nudzi mnie rozwiązanie z zapętleniem historii. Trzeba mieć na to dobry pomysł. Nie może to być jedyny powód powstania historii.

Ciężko określić ilość czasu, którą spędza się pracując nad scenariuszem. Pamiętasz jakieś ekstremalne sytuacje, kiedy pisanie tekstu trwało bardzo krótko lub wyjątkowo długo?
Jak robiłem komiks "Tabula Rasa" pisałem jeden odcinek tygodniowo dla Gazety Wyborczej. Tak samo było z paskami w albumie "Przewodnik turystyczny". Często pisałem je w pracy, jak tylko miałem wolną chwilę. Powiedziałbym, że to jest szybkie pisanie – mało czasu na wymyślanie i jeszcze mniej na napisanie. Długo pisałem komiks "Telefon" dla Ostrowskiego. Musiałem sporo książek przeczytać na temat powstania warszawskiego. Ale najdłużej powstaje scenariusz do albumu "Terra Incognita" o miasteczku Mikropolis. Piszę go już kilka lat i od czasu do czasu coś poprawiam albo dodaję. Moje założenie komiksu "366 kadrów" było takie, że będę poświęcał maks 20 minut dziennie na wymyślenie i narysowanie jednego kadru. Odkąd mam dwójkę dzieci jestem strasznie zabiegany i nie mam prawie wolnego czasu. Zdarza się, że rysuję kadr danego dnia o 5 rano albo w czasie przerwy w pracy, jak jem kanapkę.

Czas leci, a scenariusz się nie klei – co robisz? Masz jakieś sposoby na radzenie sobie z pisarską blokadą?
Trzeba zjeść dobrą kolację, wypić wino i... pójść spać. Następnego dnia pójdzie lepiej! Czasami pomagają kąpiele albo jazda na rowerze.

Gotowy scenariusz starasz się traktować jako zamkniętą całość, czy raczej poprawiasz go do samego końca prac nad komiksem?
Jak już oddaję scenariusz w ręce rysownika nie mam powodu by do niego wracać. Czasami mam szansę zobaczyć jak praca rysownika postępuje i wtedy zdarza się, że coś zmieniam w dialogach. Ale samej historii już raczej nie zmieniam.

Który moment komiksowej kariery wspominasz najlepiej?
Jak już wiedzieliśmy, że Siedmioróg wyda "Przewodnik turystyczny" to poczułem ogromną satysfakcję. To było coś niesamowitego! Ze smutnych rzeczy najbardziej pamiętam jak zgubiłem oryginalną planszę Mikropolis. Odebrałem ją w siedzibie Gazety i poszedłem do supermarketu kupić coś do jedzenia. Planszę zostawiłem w wózku na zakupy. Osoba, która ją znalazła, zostanie kiedyś milionerem.

Jakie masz plany na przyszłość?
W najbliższym czasie wakacje nad morzem. Przeczytam zaległości książkowe. Mam też na głowie projekty, o których wcześniej wspominałem. Postaram się też dotrwać do końca projektu "366".

1 komentarz:

godai pisze...

E, kotlet.