Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tobiasz Piątkowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tobiasz Piątkowski. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 lutego 2017

#2304 - Bradl. Tom 1

Za serię "Bradl", która wzięła swój tytuł od jednego z konspiracyjnych pseudonimu Kazimierza Leskiego, współodpowiedzialni są Tobiasz Piątkowski (scenariusz) i Marek Oleksicki (rysunki). Pierwszy tom zawiera dwa rozdziały: "Dom pełen robaków" oraz "Zmartwychwstanie w Szpitalu Ujazdowskim". Całość liczy sobie 64 strony, sporo miejsca zajmują różnej maści dodatki. Wydawcą jest oficyna Egmont Polska, która opublikowała komiks we współpracy z Muzeum Powstania Warszawskiego.

wtorek, 28 sierpnia 2012

#1121 - Biegun

Zwykle po komiksach robionych „na zamówienie” nie oczekuje zbyt wiele dobrego. Tego typu produkcje zwykle dotowane przez lokalne samorządne, finansowane z funduszy unijnych, publikowane przez IPN lub przygotowywane z jakiejś (historyczno-rocznicowej) okazji najczęściej przechodzą bez echa. I nie ma ich co żałować, bo zazwyczaj nie przedstawiają zbyt wielkiej artystycznej wartości. Choć, rzecz jasna, zdarzają się od tej reguły wyjątki. Takim właśnie wyjątkiem jest „Biegun”.

Album autorstwa Tobiasz Piątkowskiego i Jarosława Gacha został wydany nakładem Instytutu Marka Kamińskiego. Na wieść o tym wiedziałem już czego się spodziewać – to będzie rzewna laurka na część pierwszego zdobywcy obu biegunów, w której upozowany na superherosa Kamiński będzie zmagał się z z własnymi słabościami i siłami natury, aby wreszcie zatriumfować. Jakież było moje zaskoczenie, gdy okazało się, że Kamiński ograniczył się tylko do napisania wstępu i odegrania epizodycznej rólki. Fabuła zbudowana jest bowiem wokół losów Mateusza, Janka i Tomka. Losy trójki przyjaciół z dzieciństwa zostało podzielone przez tzw. życie, ale skrzyżują się znowu, kiedy jeden z nich będzie potrzebował pomocy. Więcej z fabuły zdradzać nie będę, opis wydawcy obecny w Internecie i na ostatniej stronie komiksu zdradza z niej dość, aby trochę efekt zaskoczenia. 

Piątkowski i Gach odwalili kawał dobrej roboty. O kresce rysownika znanego z takich tytułów, jak „Alicja po drugiej stronie lustra” czy „Legend warmińskich” trudno powiedzieć coś więcej, poza tym, że jest solidnym rzemiechą. W realistycznej konwencji dość sprawnie operujący ołówkiem, choć pozbawiony jakiś szczególnych cech, dzięki którym można byłoby się zachwycać jego pracą. Niekiedy zdarzają mu się nieco słabsze kadry, ale raczej trzyma fason. Co innego Piątkowski, który wyraźnie ponad przeciętność się wybija. Trudno się jednak dziwić – to ten sam scenarzysta, który był współtwórcą znakomitych sensacji spod znaku „Status 7” („Overload” i „Breakoff”) oraz czekających o wiele zbyt długo na kontynuację „Pierwszej brygady”. Sprawnie nakreślone charaktery postaci, którym daleko od papierowości. Fabuła skomponowana z dużym wyczuciem dramatyzmu, w której retrospekcje przeplatają się ze współczesną akcją. Elementy „sponsorskie” będące miłym dodatkiem do fabuły, dołączone bardzo gustownie. Aż żal, że nazwisko Piątkowskiego tak rzadko pojawia się na okładkach komiksowych albumów, bo to ścisła, krajowa elita.

Historia Mateusza, Tomka i Janka jest typową opowieścią, która ma dodawać sił. Inspirować. Pokazywać, że nie ma rzeczy niemożliwych, do odważnych świat należy, a w Polsce B da się na chybcika zaimprowizować biegun północny. Przez obecność takiego „pozytywnego przekazu” komiks włącza się w nurt literatury przeznaczonej dla upadających na duchu. Trochę w stylu niesławnego Paolo Coelho, będącego duchową strawą dla poszukujących odpowiedz na palące pytania egzystencjalne.

Piątkowski i Gach na szczęście uniknęli mentorskiej maniery podpowiadania „jak żyć” i skupili się na opowiadaniu prostej, ale dość poruszającej (choć bez przesady) historii o sile przyjaźni, pokonywaniu przeciwności losu i odnajdywaniu swojej życiowej drogi. Zrobili to w taki sposób, że udał im się mnie przekonać, że to, co przydarzyło się bohaterom „Bieguna”, może przytrafić się każdemu. Oczywistym było, że nie unikną przy tym patosu, ale przy odpowiedniej dawce humoru, udało się utrzymać jego stężenie na znośnym poziomie.

„Biegun” komiksem wybitnym może i nie jest, ale, jak pisałem, to kawał porządnej komiksowej roboty, której autorzy nie będą musieli się wstydzić po latach. Może to jeszcze nie poziom „Tragedyi płockiej”, ale po pracę Gacha i Piątkowskiego warto sięgnąć, pomimo dość wysokiej ceny.

wtorek, 1 marca 2011

#705 - Wywiadówka: "Szatan na okładce" - rozmowa z Tobiaszem Piątkowskim

W drugiej części rozmowy z Tobiaszem Piątkowskim będzie można dowiedzieć się nieco więcej o jego rozgrzebanych projektach, w tym o niecierpliwie oczekiwanym "Hardkorze 44", o specyfice pracy nad komiksem dla dzieci i historii stojącej za niesławną i kontrowersyjną "Najczwartszą RP". Zapraszamy do lektury!
Tomek Kontny: Możesz opowiedzieć coś więcej o specyfice pracy nad komiksami dla dzieci?
Tobiasz Piątkowski: Jak widać ze storyboardów do komiksów "Hugo" nie ma różnicy w nakładzie pracy. Od pewnego czasu przyzwyczaiłem się do układu planszy "na 3 paski". Wydaje mi się, że takie zagęszczenie akcji jest strawne również dla młodszego odbiorcy. Najistotniejsze jest jasne powiązanie zdarzeń, choć nie wyklucza to inwersji czasowej, czy innych tego typu zabiegów. Ważne, by korzystając z didaskaliów "naprowadzić" czytelnika i nie pozwolić mu się zgubić. Pamiętam, że przy "Hugo" (łącznie powstało chyba ponad 240 stron komiksu drukowanego w miesięczniku "Świat przygód Hugo") szczególną radość sprawiały mi gry słowne i popkulturowe wkręty. Teraz "kiedy sam jestem dziadkiem" i czytam córce na dobranoc bardzo doceniam tych autorów, którzy pamiętają o zapewnieniu rozrywki również "czytaczowi".

Czy religijna tematyka stanowiła jakąś trudność w kontekście "Opowieści biblijnych" z Mandragory? Wcześniej stroiłeś sobie żarty z Obcego i Predatora, a tu nagle Jezus…
Trudność stanowiły terminy, nie tematyka. W samym rdzeniu pracy "Opowieści" nie różniły się od innych komiksów, a nawet były łatwiejsze. Po pierwsze wymyślić żart to nie lada problem, po drugie pracując z gotowym tekstem można włożyć więcej inwencji w warstwę narracyjną, w opracowanie ciekawego sposobu podawania zdarzeń. "Opowieści" miały wielką zaletę w postaci znanego każdemu tekstu-matki. Mogłem spróbować pokazywać to, co wszyscy znają na wylot w sposób nieszablonowy. Odcinek z Szatanem na okładce (Szatan na okładce nigdy nie zawodzi - wie o tym każdy zespół metalowy) stanowi tego dobry przykład - jak ciekawie pokazać kuszenie na pustyni? Jak to zrobić nawiązując do współczesnych symboli i sposobów komunikacji? W sumie żałuję, że projekt nie został ukończony.

Czy są szanse na kontynuacje serii "48 stron" lub "Status 7"?
Kontynuacja "48-śmiu" robi się już ze dwa lata. W praktyce oznacza to, że mamy narysowane kilka stron, kilka napisane, kilka obgadane, a końca tego wszystkiego nie widać. Obawiam się, że musielibyśmy z Robertem wziąć po 3 miesiące urlopu żeby ruszyć te kwestie na poważnie. A do tego w tle jeszcze drugi tom "Pierwszej Brygady"...
Kreowanie komiksowych odpowiedników celebrytów Wojewódzkiego i Figurskiego w "Najczwartszej RP" było wyzwaniem? Czy któryś z nich sprawdzał, czy aby jego riposty stoją na odpowiednim poziomie?
Znów odwołam się do storyboardu - mam nadzieję, że widać, że całość była solidnie przygotowana. Szczegóły były dopracowane, harmonogramy ścisłe. Co do gwiazd to mogę jedynie powiedzieć, że nie przeszkadzały. Niestety PiS zrobił nam paskudny numer i przegrał wybory, przez co zamiast undergroundowego pamfletu wyszło nam nostalgiczne wzdychanie do trupa. Szkoda - miałem nadzieję w drugim tomie przejechać się po Platformie, tym bardziej, że mamy okazję na własnej skórze spróbować jak to jest żyć w raju.

Na początku dekady powstało dużo komiksów do Twoich scenariuszy, od kilku lat publikujesz coraz rzadziej. Praca wygrała z hobby?
Niestety tak. Kiedy publikowaliśmy pierwsze dwa albumy mieliśmy z Robertem pomysł, by założyć małe studio komiksowe, regularnie publikować serie komiksowe i z tego się utrzymywać. Rzeczywistość brutalnie zweryfikowała te porywy ułańskie. Ilość pracy, jaką trzeba włożyć w powstanie albumu wymaga opieki znającego się na rzeczy, konsekwentnego wydawcy. Wydaje się, zwłaszcza patrząc na półki księgarni, że obecnie nie ma na rynku możliwości budowania tego typu projektu. Pozostają więc pojedyncze strzały, inne media, albo emerytura :)

Z Twojego biogramu na Gildii Komiksu można dowiedzieć się, że pracujesz jako conceptual designer. Czyli w gruncie rzeczy co robisz - wymyślasz?
Zapraszam na stronę www.elksushi.blogspot.com oraz www.rosenbot.pl. Tam można zobaczyć, co robiłem/robię zawodowo. Mam na koncie 2 książki z labiryntami, grę komputerową o żądnych władzy pingwinach, czołówki do Szymona Majewskiego, teledysk Maryli Rodowicz, a i piankę do cappuchino zdarzyło mi sie doklejać. Projektowałem świat marzeń sennych wielkiej Owcy i znerwicowane lampki biurkowe oraz miasta pełne zabieganych cyferek czy wnętrza do potańcówki przy bezalkoholowym szampanie. Postacie, tła, pojazdy, budynki, scenariusze do czołówek programów...

Rysujesz. Myślałeś nad komiksem z własnym scenariuszem i rysunkami?
Tak, to wspomniany projekt dziecięcy. Pomimo znaczącej poprawy widzę dużą lukę na rynku historyjek obrazkowych dla dzieci. Pojawiło się kilka ambitnych wydawnictw, ale to kropla w morzu potrzeb. Wystarczy popatrzeć na przepaść między "Where the Wild Thigs are", a stertami przepaskudnych, Andersenopodobnych koszmarków czy Disneyoklonów zalegających na półkach księgarń. Nie musimy być graficznym śmietnikiem, o ile dzieci wcześnie dostaną wartościowe wzory.

Na jakim etapie znajdują się prace nad filmem "Hardkor 44"? Scenariusz jest już pewnie gotowy.
Scenariusz, owszem, przybrał kształt zbliżony do ostatecznego. W związku z tym nasza (czyli Łukasza Orbitowskiego i moja) rola skończona i możemy zająć sie innymi projektami. A że dobrze nam sie pracowało, to i w tle powstała całkiem śmiała koncepcja pożenienia rosyjskiego romansu ze sztuką filmową spod znaku George'a A. Romero. Więcej szczegółów oczywiście nie zdradzę...

poniedziałek, 28 lutego 2011

#704 - Wywiadówka: Jazda obowiązkowa z Tobiaszem Piątkowskim

Już niewiele tekstów z Wywiadówki zostało do wznowienia na łamach Kolorowych Zeszytów. Dzisiaj przypominamy rozmowę jaką Tomek Kontny przeprowadził z Tobiaszem Piątkowskim, znakomitym scenarzystą, znanym z komiksów sensacyjnych z serii "Status 7" ("Breakoff" i "Overload") oraz "48 Stron", cyklem wybornych parodii znanych z popkultury postaci, motywów i wątków.

Tomek Kontny: Jak zaczęła się Twoja przygoda z komiksem? Co pchnęło cię do pisania scenariuszy komiksowych? I dlaczego akurat komiksowych, a nie filmowych czy teatralnych?
Tobiasz Piątkowski: Zaczęło się w szkole średniej - trafiłem do klasy plastycznej, gdzie wśród innych utalentowanych osób znalazł się również Robert Adler - obecnie jeden z najlepszych rysowników komiksowych w Polsce. Komiksami interesowałem się od dzieciństwa, w kioskach pojawiały się coraz ciekawsze wydawnictwa zachodnie, mieliśmy wiele pomysłów do zrealizowania. Komiks najlepiej się do tego nadawał - stosunkowo prostymi środkami można w nim kreować światy rozmachem dorównujące filmowym, operować obrazem, słowem, rytmem i kompozycją plansz. Spróbowaliśmy, potem trafiliśmy do miesięcznika "Reset", gdzie pozwolono nam szaleć do woli i na dodatek płacono za efekty. Chwilę później okazało się, że mamy 2 pełnometrażowe albumy...

Które dzieła wywarły na Ciebie największy wpływ, kto jest Twoim pisarskim wzorem? Opowiedz o swoich inspiracjach, również tych pozakomiksowych.
Zupełnie nie wiem, co odpowiedzieć. Oprócz religijnej czci dla Mike'a Mignoli i Andreasa mógłbym wymienić setki inspiracji. Właściwie wszystko potrafi zainspirować - od artykułu w "Europie", przez fatalny niskobudżetowy film sci-fi w środku nocy, po któryś z dziesiątków blogów o kinie grozy lat 60-tych. Od strony technicznej najwięcej czerpię z kina - nie na darmo storyboardy do filmów mają formę komiksową. Kino uczy operować kadrem, opowiadać sprawnie historię, dozować napięcie, panować nad wątkami itp.

Trzy najlepsze komiksy, które przychodzą Ci do głowy zawsze, kiedy ktoś budzi Cię w nocy i zadaje takie głupie pytanie?
"Rork" Andreasa, "Hellboy" Mike'a Mignoli, "BLAME" Tsutomu Nihei.

Pamiętasz swój pierwszy scenariusz? O czym był, jak oceniasz go z perspektywy czasu?
Niestety, nie pamiętam. Od pewnego momentu ilość stron, które napisałem, zaczęła iść w setki i przysypały one zapewne marne początki.

Pierwsze scenariusze pisałeś intuicyjnie, czy opierając się o teoretyczną, książkową wiedzę?
Nie wspierałem się teorią, szukałem swoich pomysłów na opowiadanie historii. Zasady poznałem, kiedy już wszystkie złe nawyki były zbyt silne, żeby je zwalczyć. Choć uważam się za tradycjonalistę i w scenariuszu zawsze staram się dbać o rzetelność konstrukcji i podania fabuły.

Masz jakieś własne, specyficzne metody pracy nad scenariuszem? Opowiedz o kolejnych etapach pisania.
Nie wiem właściwie jakie są niespecyficzne - ja zaczynam zawsze od podziału na rozkładówki, potem w ramach planszy robię proste storyboardowe szkice kadrów - gdzie kto stoi, gdzie jest kamera, z której strony coś się pojawia. Nie jest to zobowiązujące dla rysowników, ale znacząco pomaga, oraz ułatwia najnudniejszą dla mnie część pracy, czyli opisywanie kadrów. Potem dialogi i gotowe - można wysyłać. W miarę jak się starzeję, zmienia się moje podejście do tekstu w komiksie. Kiedyś uważałem, że powinno go być jak najwięcej, część literacka dominowała nad graficzną. Prawdopodobnie było to związane z jakimś pisarskim niespełnieniem. Teraz zaczynam wręcz unikać dialogów, rezygnuję ze stylizacji języka, oczyszczam formę, badam ile można przekazać samym ujęciem, detalem, scenografią.

Masz jakieś ulubione cechy, którymi zwykłeś obdarzać wymyślone postacie, ulubione motywy, do których wracasz w kolejnych scenariuszach?
Często pracuje na zlecenie, robię rzeczy dla dzieci, na licencji itp. Wtedy się ograniczam, staram się ciekawie opowiedzieć historie w ramach potrzeb klienta. W komiksach autorskich dość często operuję parą bohaterów. Kontrastowe zestawienie postaci jest zawsze atrakcyjne i pomaga określać świat z odmiennych perspektyw.

Piszesz scenariusze w postaci luźniejszych opowiadań czy precyzyjnie rozpisanych kadrów? Opracowujesz storyboardy czy tylko sugerujesz rozmiar kadrów?
O metodzie pracy już pisałem. Mogę jedynie dodać, że zależy ona również od sytuacji. Z Robertem pisaliśmy komiksy razem, od razu na planszy, w rozmowie dopracowując dialogi. Kiedy nie mam bezpośredniego kontaktu z rysownikiem muszę planować precyzyjniej.

Częściej planujesz całą historię w głowie, a dopiero potem siadasz do rozpisywania jej na kadry, czy pozwalasz jej żyć, rozwijać się wraz z każdą kolejną stroną bez całościowego planu?
Zawsze muszę znać cel opowiadanej historii, puenta określa sposób prowadzenia wątków. Zazwyczaj plan ogólny mam w głowie, kiedy siadam do rozrysowywania plansz.

Jakie rozwiązania scenopisarskie – w stylu bohatera budzącego się na ostatniej stronie i stwierdzający, że wszystko było snem - wyjątkowo grają Ci na nerwach?
Nie lubię rzeczy źle opowiedzianych. Jeśli sama historia nie jest błyskotliwa, ale zaprezentowano ją sprawnie mogę wiele wybaczyć. Nie lubię też bezmyślnego okrucieństwa, choć w sumie wysłałem na tamten świat dziesiątki postaci. Niestety, często wpadają mi w ręce komiksy, w których znęcanie się nad bohaterami stanowi temat sam w sobie, nie służy niczemu.

Ciężko określić ilość czasu, którą spędza się pracując nad scenariuszem. Pamiętasz jakieś ekstremalne sytuacje, kiedy pisanie tekstu trwało bardzo krótko lub wyjątkowo długo?
Mój rekord to 22 strony w półtora dnia, ale miałem wcześniej przygotowany storyboard i żona podawała mi napoje regeneracyjne. Nie powiem co to był za komiks. Kłopoty mam wtedy, kiedy storyboard jest gotowy, historia jest poukładana, a ja muszę usiąść i przelać to, co mam w głowie, na zrozumiałe opisy - to dość mechaniczna robota.

Czas leci, a scenariusz się nie klei – co robisz? Masz jakieś sposoby na radzenie sobie z pisarską blokadą?
Najlepsza metoda to odpuścić i pozwolić, by termin przybliżył się niebezpiecznie - to niezwykle mobilizuje i jakoś wszystko magicznie układa się na miejscu. Kosztem są zazwyczaj niedospanie i nerwowość.

Gotowy scenariusz starasz się traktować jako zamkniętą całość, czy raczej poprawiasz go do samego końca prac nad komiksem?
Nie wracam do zamkniętych projektów. Nie wtrącam się przesadnie do realizacji, uznaję, że rysownik ma prawo do interpretacji mojej pracy na swój sposób. Dla mnie najważniejsza jest świadomość, że na poziomie scenariusza zrobiłem wszystko jak najlepiej oraz, że w jakiś sposób jest to oryginalne na tle poprzednich realizacji. Podobno Lars von Trier pozwala producentom robić wszystko ze swoimi filmami, o ile ma gwarancję otrzymania jednej kopii w wersji reżyserskiej. Rozumiem go chyba.

Który moment komiksowej kariery wspominasz najlepiej?
Kariera to duże słowo. Najmilej chyba wspominam pierwszy wyjazd na festiwal do Łodzi, jeszcze w ogólniaku. Oglądaliśmy wtedy wystawę plansz Przemka Truścińskiego - był dla nas gwiazdą. Teraz, po ponad dekadzie, robię z Przemkiem trzeci komiks...

Jakie masz plany na przyszłość?
Drugi tom "Pierwszej Brygady", mam nadzieję, realizacja projektu "Hardkor44" i może wreszcie uda mi się napisać i zilustrować książkę dla dzieci. Córka będzie dobrym recenzentem.