poniedziałek, 31 grudnia 2012

#1208 - Bat-elita: część pierwsza

Powiedzieć, że figura Mrocznego Rycerza jedna z tych popkulturowych kreacji, która zapładniała wyobraźnie dziesiątek, jeśli nie setek współczesnych artystów, owocując wyjątkowymi dziełami, to banał. Ale od takiego banału wypadałoby zacząć.

Miejsce Batmana wśród klasycznych komiksów Golden Age nie podlega żadnym wątpliwością. Podobnie, jak zasługi Mrocznego Rycerza dla współczesnego komiksu. Gdyby nie Frank Miller i jego "Powrót Mrocznego Rycerza", gdyby nie "Detective`y" Engleharta i Rogersa z końca lat siedemdziesiątych i klasyczne dziś historie Alana Granta i Norma Breyfogle`a, jestem przekonany, że branża komiksowa wyglądałaby dziś zupełnie inaczej.

Dlaczego akurat to Batman stał się tak wyjątkową postacią w historii kultury popularnej i komiksu? Nawet nie będę próbował odpowiedzieć na tak postawione pytanie o fenomen bohatera stworzonego przez Boba Kane`a (i Billa Fingera), ale fakt pozostaje faktem. Alan Moore, Grant Morrison, Ted McKeever, Tim Burton, Christopher Nolan i Chipp Kidd – wszyscy oni zobaczyli w tej postaci możliwość realizacji swoich własnych, oryginalnych pomysłów. Nie opowiadali tylko o Batmanie – snuli również swoje własne, autorskie narracje. Właśnie dzięki nim można dziś mówić o pewnym zamaskowanym strażniku Gotham City, jako o współczesne ikonie komiksu, popkultury i super-hero.

Polscy czytelnicy mieli szczęście, że z gigantycznej ilości historyjek obrazkowych, w których Długouchy występuje, w Polsce ukazał się naprawdę znakomity wybór. Oczywiście, można narzekać, że wiele pozycji ze ścisłego bat-kanonu zostało pominiętych, że wciąż czekamy na "Year 100" Paula Pope`a, "Long Halloween" Jepha Loeba i Tima Sale czy, "Gotham Central" Rucki i Brubakera, ale chyba żadnemu z amerykańskich herosów polscy wydawcy nie poświęcili tak dużo uwagi. Z tego całkiem sporego grona chciałbym wydestylować esencję Batmana i zamknąć ją w 20 najlepszych komiksach

20) "Batman: Hush" - Jeph Loeb i Jim Lee, Egmont, 07/2005-08/2006.
Na samym końcu listy jeden z najbardziej kasowych komiksowych przebojów z Mrocznym Rycerzem ostatnich lat. Opowieść o domniemanym powrocie Jasona Todda do świata żywych stworzona przez dwie gwiazdy amerykańskiego komiksu Jepha Loeba i Jima Lee jest efektowną, superbohaterską opowieścią, po brzegi wypełniona wartką akcją i upstrzona mnóstwem gościnnych występów. Podkreśla przynależność Batka do regularnego uniwersum DC, co dla wielu fanów pozostaje wciąż faktem nie do przyjęcia. Zaryzykowałbym twierdzenie, że "Hush" to jeden z ostatnich tak pięknie narysowany przez Jima Lee albumów. Do poziomu swojego partnera dopasował się również Loeb, który choć kopiuje samego siebie z "Long Halloween", robi to w całkiem niezłym stylu.

19) "Ostatni Arkham" - Alan Grant i Norm Breyfogle, "Batman" #1-2/94, TM-Semic.
Historia o zamknięciu Mrocznego Rycerza w zakładzie Arkham, do którego regularnie na "leczenie" wysyła swoich najgroźniejszych przeciwników zainaugurowała serię „Batman: Shadow of the Bat” i wprowadziła postać Jeremiasza Arkhama i Zsasza. Dziś, liczący sobie 96 odcinków on-going, obok "Legends of the Dark Knight", uchodzi za jedną z najlepszym serii, w których pojawiał się Gacek, a najlepszym tego przykładem jest właśnie "The Last Arkham". Napisany z nerwem thriller więzienny to prawdziwy popis dwóch, znakomity bat-twórców – scenarzysty Alana Granta i rysownika Norma Breyfogle`a, Ten tandem jeszcze nie raz pojawi się na tej liście...

18) "Batman: Co się stało z Zamaskowanym Krzyżowcem?" – Neil Gaiman i Andy Kubert, Egmont, 04/2010.
Neila Gaiman idąc poniekąd w ślady Alana Moore`a napisał „ostatnią” historię z Zamaskowanym Krzyżowcem. W 2009 roku Batman na łamach pisanych przez Granta Morrisona historii "R.I.P." i "Final Crisis" miał wyzionąć ducha i autor "Sandmana" miał niepowtarzalną okazję pokazać jak wyglądałyby ostatnie pożegnanie w finałowych numerach dwóch flagowych bat-serii – "Batmana" i "Detective Comics". Opowieść rozgrywająca się w małym gothamskim barze okazała się niezwykła, sentymentalną podróżą w świat Mrocznego Rycerza, bardzo mocno uwikłaną w jego skomplikowaną mitologię i niełatwą historię. Moim zdaniem – nawet za bardzo, co umniejsza przyjemność obcowania z tą lekturą przeciętnemu czytelnikowi. Ale i tak warto po nią sięgnąć.

17) "Machiny" - Ted McKeever, "Batman" #2/97, TM-Semic
Kiedy "Machiny" ukazały się na łamach jubileuszowego, 75. polskiego numeru "Batmana" wzbudziły ogromne kontrowersje wśród ówczesnych czytelników, niekoniecznie przygotowanych na spotkanie z Tedem McKeeverem. Zamiast kolejnego sztampowego starcia Jokerem czy inny klasyczny bat-motyw dostali bowiem opowieść o losach niejakiego Eustachego, pracownika rzeźni, rozmyślającego nad zagadką bytu. Egzystencjalizm oprawcy trzody chlewnej, miesza się z mistycznym urban fantasy i fantasmagoryczną super-bohaterszczyzną. A wszystko to utrzymane jest w trudnej do opisania słowami estetyce McKeevera, bez wątpienia jednego z najoryginalniejszych komiksowych artystów ostatnich lat.

16) "Wizerunki" - Dennis O`Neil i Bret Blevins, "Batman" #1/95, TM-Semic
Z kolei w pięćdziesiątym semikowym "Batku" znalazła się historia z pięćdziesiątego numeru "The Legends of the Dark Knight", będąca reinterpretacją pierwszego spotkania Jokera z Mrocznym Rycerzem, opartą na historii znanej z pierwszego "Batmana". Dennisowi O`Neilowi nigdy nie udało się przekroczyć bariery dzielącej scenarzystów aspirujących do miana wybitnych, a tych którzy uchodzą li tylko za wyrobników, ale w "Images" udowodnił jak niewiele mu brakuje. Inną sprawą jest oprawa graficzna – Bret Blevins, rysownik dziś zupełnie zapomniany, w epoce Semika był jednym z najciekawszych artystów drugiej połowy lat dziewięćdziesiątych, a "Wizerunki" mogą stanowić prawdziwą ozdobę jego portfolio. 

15) "Idiota" - Peter Milligan, Norm Breyfogle i Jim Aparo, "Batman" #7-8/93, TM-Semic.
Peter Milligan zaprasza Mrocznego do sfery Idioty, psychopatycznego przestępcy, eksperymentującego z halucynogennymi dragami. Niby kolejna potyczka Batmana z kolejnym łotrem przypominającym swoim modus operandi Jokera z początku lat dziewięćdziesiątych, ale z superbohaterskiego schematu Milligan wydusił naprawdę wiele. To pierwsza wspólna pozycja rysowana wspólnie przez Norma Breyfogle`a i Jima Aparo, artystów o dwóch zupełnie różnych temperamentach. Kiedy Aparo tkwi mocno w estetyce lat siedemdziesiątych, może nawet sześćdziesiątych ze swoją bardzo zachowawczą kreskę, Breyfogle ze swoją obłędną dynamiką i komiksową ekspresją wyraźnie nadąża za trendami przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych.
  
14) "Nikt" - Alan Grant i Norm Breyfolgle, "Batman" #4/95, TM-Semic.
Ta krótka, bo licząca zaledwie 24-stronnicowa opowieść jest naładowana emocjami i autentycznie poruszająca, jak żaden chyba inny komiks z Mrocznym Rycerzem w roli głównej. Alan Grant i Norm Breyfogle opowiadając historię człowieka, który poznał tajemnicę Batmana, stawiają pytanie o sens jego misji, istnienia, zakładania maski. Ale robią to bez tandetnego filozofowania, taniego psychologizowania, bez socjologicznego zadęcia, pomimo pewnego społecznego zaangażowania, tak charakterystycznego dla twórczości Granta sprzed dwudziestu i więcej lat. Pod względem wizualnym – późny, dojrzały Breyfogle. Chyba najlepszy, jaki widziałem w epoce Semika. Palce lizać.


13) "Powrót Scarface`a" Alan Grant, Norm Breyfogle i Jim Aparo, "Batman" #11-12/93, TM-Semic.
Wydaje mi się, że niezbyt wielu komiksowych czytelników pamięta o tym komiksie, a szkoda. Grantowi udało się stworzyć rasową, gangsterską opowieść rozgrywającą się w Gothama, ze wszystkimi atrybutami tejże – sycylijscy "biznesmeni", wojny gangów, plujące nabojami thompsony w ekskluzywnych klubach i kokaina zaszywana w trupach. Nie braknie również nieco bardziej "komiksowych" elementów, z genialnie pomyślanym tytułowym villainem i jego sidekickem – Brzuchomówcą. Bat-fani skrzętnie dodadzą, że właśnie podczas "Powrotu Scarface`a" swój debiut zaliczyła Renee Montoya, która na stałe dołączyła do policyjnej ekipy Gordona, stając się ważnym elementem mitologii Batmana. I znakomite wrażenie, jakie sprawa cała opowieść psują tylko nieco drewniane rysunki Jima Aparo.

12) "Batman: Zagłada Gotham" - Mike Mignola i Troy Nixey, Egmont, 03/2004.
Mroczny Rycerz spotyka się z Lovecraftem w opowieści napisanej przez Mike`a Mignolę – to już powinno wystarczyć za rekomendację opowieści, której tytuł w oryginale brzmiał znacznie bardziej wymownie. W utrzymanym w elseworldowej konwencji "A Doom that Came to Gotham" przyprawiająca o szaleństwo mitologia Cthulhu przenika się z przestępczym półświatkiem Gotham i, zgadnijcie co, efekt jest znakomity. Mignola podążając za charakterystycznymi wątkami twórczości samotnika z Providence prowadzi przyprawiającą o dreszcz grozy historię, uciekając przy tym od wytartych schematów super-hero. A z zadania zilustrowania pojedynku Batka z przedwiecznym złem nieźle wywiązał się Troy Nixey, który imitując kreskę swojego scenarzysty, podkreśla makabryczną atmosferę komiksu.

11) "Batman/Judge Dredd: Sąd nad Gotham" - Alan Grant, Keith Giffen i Simon Bisley, "Wydanie Specjalne" #4/93, TM-Semic.
To był szok. W epoce, kiedy superbohaterowie jeszcze raczkowali, a o miszczowskich edycjach i ekskluzywnych folijkach jeszcze nikt nie marzył, ukazał się komiks, który stał się potem legendą. Przede wszystkim standard wydania komiksu w formacie graphic novel, na kredowym papierze i z lakierowaną okładką był czymś zupełnie niecodziennym. Po wtóre – był to debiut Simona Bisley`a na polskim rynku, którymi swoim rysunkami robionymi z malarskim rozmachem, pełnymi nieokiełznanej energii pokazał, jak wielka moc drzemie w medium. Przez przyzwoitość przemilczę fabułę, która choć raziła swoją crossoverową schematycznością, mogła robić wrażenie mrocznym klimatem. W 1993 roku "Sąd nad Gotham", pod względem komercyjnym okazał się spektakularną klapą i przyniósł Semikowi duże straty, na jakiś czas lecząc go z wydawania komiksów albumowych. W kilka lat później cieszył się już statusem komiksu kultowego i jednego z najbardziej poszukiwanych reliktów lat dziewięćdziesiątych. 

4 komentarze:

Anonimowy pisze...

Rzeczywiście Powrót Scarface'a wydaje się być troche zapomniany, a to bardzo dobra historia. Pewnie też umieściłbym ją wśród moich 20 ulubionych komiksów z Batmanem.

godai pisze...

Zawsze dziwi mnie popularność "Idioty". To raczej przeciętna historia, w dodatku Aparo miał tam słabszy moment.

kelen pisze...

Nigdy nie zrozumiem, dlaczego "Hush" jest tak bardzo ceniony wśród czytelników. Pamiętam, jak wszyscy go zachwalali, polecali i jak w końcu dorwałem oba tomy po polsku to strasznie się zawiodłem. Okropny nawał niepotrzebnych bohaterów, niezbyt ciekawe zwroty akcji no i beznadziejna, totalnie beznadziejna końcówka. Jedyny plus to Lee oraz moment w celi z Riddlerem.

fragsel pisze...

Co wy wszyscy z tym Idiotą? I że lepszy od Images? I Last Arkham? Jeśli już bym go tu dał to na dwudziestym. Z naciskiem na jeśli. Bo to bardzo "taka sobie" historia.