czwartek, 27 grudnia 2012

#1203 - Najlepsze z najlepszych 2012

Jak zwykle koniec roku to świetna okazja do wszelakiej maści podsumowań. Tym razem nasze rozrachunku z 2012 rozpoczynamy od mojego zestawienia dziesięciu najlepszych komiksów, jakie ukazały się mijającym powoli roku. I patrząc na to zestawienie nie sposób oprzeć się wrażeniu, że to był naprawdę dobry rok!

10) "Opowieści wojenne, tom drugi" Garth Ennis, Cam Kennedy, Carlos Ezquerra, Gary Erskine, David Lloyd (Mucha Comics, USA)

Garth Ennis pokazuje grozę wojny w całej jej okazałości. Jasne, że robi w pewien wpisany w komiksową konwencje sposób, ale w niczym nie umniejsza to jego pracy. Pokazuje heroizm, okrucieństwo i strach. Ludzi i śmierć. Mówi o niemożności jednoznacznej oceny tego, co się wydarzyło z dzisiejszej perspektywy. Więcej – wcale się do tego nie kwapi. Choć odrobił lekcje, odwiedził niejedną bibliotekę w poszukiwaniu książek do bibliografii, nie zapomina, że robi komiks akcji, który rządzi się swoimi prawami. I cholera, świetnie mu to wychodzi. (czytaj recenzję Kuby Oleksaka)

09) "Szkicownik Śledzia" (ATY Wydawnictwo, PL)

W zeszłym roku "Szkicownik" poświęcony KRL`owi był bardzo bliski dostania się na moją listę, ale się nie udało. W tym roku nie mam najmniejszych wątpliwości, że drugie wydawnictwo tego typu zasługuje na wyrazy najwyższego uznania. Chłopaki z ATY odwalili kawał dobrej roboty, zbierając w jednym miejscu mnóstwo szkiców, ilustracji, anegdotek, zarzuconych projektów jednego z najwybitniejszych współczesnych polskich twórców komiksowych. Tę "tajną historię" kariery Śledzia czyta się naprawdę z zapartym tchem, w czym z pewnością pomagają odautorskie komentarze głównego bohatera publikacji. I szkoda tylko, że takie rzeczy robione są hobbystycznie przez grupkę fanatyków po godzinach, bez żadnego wsparcia, a ich niewielki nakład nie pozwala im odbić się szerszym echem. Bo "Szkicownik" to rzecz nie tylko dla fanów, ale przede wszystkim żmudna komiksowa robota u podstaw, którą ktoś powinien robić.

08) "Zabójczy żart" Alana Moore i Brian Bolland (Egmont, USA)

Pierwszy (z trzech) komiksów Alana Moore`a w moim zestawieniu. Do tej pory w moich rokrocznych podsumowaniach nie brałem pod uwagę reedycji, ale dla "Zabójczego żartu" postanowiłem zrobić wyjątek. W końcu komiks, który ukazał się na początku lat dziewięćdziesiątych nie miał szans załapać się do żadnego z moich zestawień, a jest to przecież jeden z komiksów, który w pełni na to zasługuje (na liście pojawi się jeszcze jedno wznowienie, ale jego przypadek jest nieco inny), choć z dzisiejszej perspektywy nie oceniałbym go tak entuzjastycznie, jak wtedy, kiedy po raz pierwszy wpadł w moje ręce. Negatywnie odbieram również odnowioną szatę graficzną, która zatraciła psychodeliczny duch oryginału, który przy każdej lekturze przyprawiał mnie o ból brzucha.

07) "Wszystko zajęte" Marcin Podolec (Kultura Gniewu, PL)

"Wszytko zajęte" mogło przejść do historii polskiego komiksu, jako kolejny album, który nigdy nie powstał. I całe szczęście, że tak się nie stało, bo to znakomita rzecz, najlepsza w dorobku Marcina Podolca. Ani krztyny przesady nie ma w słowach Igorta, który w Łodzi nazwał ten komiks pracą na prawdziwie europejskim poziomie. Wierzcie Szymonowi Holcmanowi, który mówi, że nie wydaje autorów krajowego formatu, tylko rzeczy, które bez wstydu można pokazywać na każdym festiwalu, na każdym kontynencie. Ale nie, to jeszcze nie jest arcydzieło. Choć było blisko. Jestem ciekawe, jak wysoko Podolec ustawi poprzeczkę następnym albumem... (czytaj recenzję Kuby Oleksaka).

06) "Goliat" Tom Gauld (Centrala, EU)

Gauld po lekturze tego komiksu urósł w moich oczach jeszcze bardziej. Co prawda miałem nadzieję, że pośród tych skromnych rysunków natrafię na jakąś spektakularną planszę naszpikowaną detalami, lecz autor skrupulatnie trzymał się zasad rysunkowego ascetyzmu. Jednak mam nadzieję, że to nie ostatni długi komiks jego autorstwa i że w następną podróż zabierze mnie choćby na Marsa w klimatach Raya Bradbury'ego albo w czasy średniowiecza na pole bitewne apokaliptycznej armii szkieletorów. Oczywiście, trzymam również kciuki za wydawnictwo Centrala, które wówczas będzie musiało ten komiks wydać! (czytaj recenzję Bartłomieja Basisty)

05) "Liga Niezwykłych Dżentelmenów: Stulecie - 2009" Alan Moore i Kevin O`Neill (Egmont, USA)

Nie mogło być inaczej - trzeci tom "LXG" musiał pojawić się na mojej liście. W poprzednich lata gościły na niej dwa pozostałe albumy tej znakomitej opowieści Alana Moore`a i Kevina O`Neilla. W 2010 "1910" zajął miejsce siódme, a rok później "1969" było na drugim. Mag z Northampton po raz kolejny udowadnia, że jest jednym z najwybitniejszych współczesnych twórców, nie tylko komiksowych. Za kilka lat z niejaką dumą będziemy mogli opowiadać swoich dzieciom i wnukom, że żyliśmy w tych samych czasach, co twórca "Strażników", "V jak Vendetta" czy "From Hell". Szkoda, że to już koniec. Nadzieja, że Tomasz Kołodziejczak jednak zdecyduje się na wydanie "Black Dossier", brakującego ogniwa pomiędzy dwoma pierwszymi tomami sagi, a "Stuleciem", wciąż nie gaśnie we mnie.

04) "Kajtek i Koko w kosmosie" Janusz Christa (Egmont, PL)

I kolejna reedycja, która jednocześnie może być moim przyznaniem się do błędy. Nie doceniłem tego komiksu, gdy przygotowywałem retrospektywne podsumowanie 2001 roku, a powinienem, bo to jedna z tych (niewielu) pozycji, której czas dodaje jedynie smaku. Z tych wszystkich Kokoszów, Tytusów, Żbików i innych staroszkolnych produkcji, które pamiętam ledwie lub wcale, arcydzieło Janusza Christy zaskakuje dziś nie tylko ogromem pracy autora, ale także świeżością zastosowanych patentów, potęgą wyobraźni, fantastyczną oprawą graficzną, generalnie - wszystkim! Od lektury tej sporych rozmiarów cegły komiksowej po prostu nie można się oderwać. Christa to obok Rosińskiego i Baranowskiego jeden z trzech najwybitniejszych polskich klasyków komiksu, a"Kajtek i Koko w kosmosie" to jego opus magnum.

03) "All-Star-Superman" Grant Morrison i Frank Quitely (Mucha Comics, USA)

Grant Morrison na łamach "All Star Superman" udowodnił, że da się napisać znakomitą, ocierającą się wręcz o geniusz opowieść o Człowieku ze Stali, uchodzącym za bohatera ze wszech miar nudnego, z którego nic ciekawego nie da się wycisnąć. Morrison w wyborny sposób przerobił kiczowate dziedzictwo Złotej (znacznie mniej) i Srebrnej Ery (więcej) na mięsisty i niebanalny, choć w banale zanurzony, komiks. Urzekający, subtelny, nostalgiczny. W nowoczesnej formule pogodził staromodne elementy ze swoją nieokiełznaną i fantastyczną wyobraźnią. Na nowo odkrywał świat Supermana, świetnie się przy tym bawiąc, jak przypuszczam. W zamiana za to został obsypany nagrodami Eisnera i zyskał szacunek nie tylko wąskiego grona komiksowych geeków. Wstyd nie znać, nie sposób się nie zachwycać.

02) "Habibi" Craig Thompson (Timof, USA)

Prawie siedmiuset stronicowe "Habibi" to przypowieść o parze niewolników połączonej ze sobą miłością i przeznaczeniem. Historia Dodoli i Zama to piękna panorama kultury islamu, może zbyt często przepełniona bólem wyrzeczeń i okrucieństwem, ale nadal zapierająca dech w piersiach. Thompson zabiera nas w podróż po arabskich pustyniach, haremach i pałacach Sułtanów. Obdarowuje nas opowieściami niczym z Księgi tysiąca i jednej nocy. Wszystko precyzyjnie przypieczętowane długą, siedmioletnią pracą nad tym albumem. (czytaj recenzję Bartłomieja Basisty)

01) "Zagubione dziewczęta" Alan Moore i Melinda Gebbie (Timof/Mroja Press, USA)

„Zagubione dziewczęta” to bez wątpienia arcydzieło sztuki komiksowej, które pod skorupą pornograficznych treści opowiada o odkrywaniu swojego seksualnego ja, ukazując przy tym problem ludzkiej komunikacji. Na niwie opowieści obrazkowych Moore chciał podnieść pornografię do rangi sztuki i udało mu się to. Zdaję sobie sprawę z tego, że wiele osób może nie przebrnąć przez tak dużą dawkę obsceny, ale jestem pewien, że Ci, którzy przeczytają go do końca, będą zachwyceni. Ja jestem! Poza tym nie ukrywajmy, nastały czasy, gdzie seksualność jest wszechobecna i nachalna, a społeczeństwo ma większą swobodę, niż za czasów rzymskich bachanaliów. (czytaj recenzję Bartłomieja Basisty)

Większość pozycji z mojej listy pochodzi z rynku amerykańskiego (aż sześć sztuk) i solidarnie okupują one podium. Polacy dostarczyli trzy pozycję, więc mamy i tak większy dorobek, niż reprezentanci reszty Starego Kontynentu, których honoru broni jedynie Toma Gauld. Jeśli idzie o wydawców to można powiedzieć, że panuje równowaga. Egmont dostarczył na listę najwięcej, bo trzy komiksy. Wiele mówi się o kryzysie w jaki popadł największy komiksowy edytor w naszym kraju i choć rzeczywiście jego oferta nie prezentuje się tak okazale jak dawniej, to Kołodziejczak ma jeszcze kilka przebojów w zanadrzu.

Za plecami wielkiego E uplasowali się Timof i Mucha Comics z dwoma tytułami, a po jednym rodzynku mają Centrala, Kultura Gniewu i ATY. Mimowolnie udało mi się zachować pełną różnorodność – od rodzimych klasyków, przez najnowsze przeboje zza Oceanu, aż po bardzo współczesny komiks polski i światowy, od super-hero przez erotykę, komiks wojenny, przygodowy, intertekstualny, aż po rzeczy religijne. Ta różnorodność doskonale oddaje obecny stan polskiego rynku. Peryferyjnego, w stosunku do "big markets" zlokalizowanych w Japonii, Ameryce czy francuskojęzycznej części Europy, ale dojrzałego, o bogatej ofercie, w której każdy miłosnik kolorowych zeszytów może znaleźć coś dla siebie (o ile oczywiście posiada dość głęboką kieszeń). Kryzys? Jaki kryzys?

13 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Nie da się tego ukryć, to był fantastyczny rok na naszym ryneczku. A patrząc na to, co już dziś zapowiadają nasi wydawcy na 2013, wcale nie będzie gorzej. W moim zestawieniu znajdą się przynajmiej 4 komiksy z Twojego zestawienia, co znaczy, że masz dobry gust:)

Anonimowy pisze...

Brak Rozmówek Polsko-Angielskich dyskredytuje ten ranking, przykro mi.

Anonimowy pisze...

Obecność dziesięciu bardzo dobrych tytułów w pełni kompensuje brak "Rozmówek..." na których świat na szczęście się nie kończy drogi Karolu.

Jarek Obważanek pisze...

Brak „Rycerzy świętego Wita” dyskredytuje ten ranking, przykro mi.

Anonimowy pisze...

Kultura Gniewu wydała w tym roku takie komiksy jak "Prosiacek X", "Rozmówki..." i "Rycerze św. Wita". Wszystkie te tytuły pobiło dość przeciętne "Wszystko zajęte".

Anonimowy pisze...

Brak Batmana: Nawiedzonego Rycerza dyskredytuje ten ranking, przykro mi.

Brak Ryjówki Przeznaczenia dyskredytuje ten ranking, przykro mi.

Brak Daytrippera dyskredytuje ten ranking, przykro mi.

Itd. itd - można tak jeszcze bardzo długo. Świadczy to tylko o tym, że przynajmniej dla czytelników (bo jak dla wydawców to nie mam pojęcia) był to bardzo dobry rok. Było w czym wybierać, a ranking jest ok.

Anonimowy pisze...

Brak braku dwóch reedycji dyskredytuje ten ranking, przykro mi.

Anonimowy pisze...

Ten ranking dyskredytuje się sam...
i was też, Anonimki;)

Anonimowy pisze...

Zapomniałeś dodać "przykro mi" anonimowa marudo.

Anonimowy pisze...

Brak "przykro mi" dyskredytuje Anonimowego, przykro mi.

godai pisze...

Obecność podpisu i awatara dyskredytuje mnie.

Maciej Pałka pisze...

Przykro mi ale to był zbyt dobry rok.

Agnes pisze...

Ranking ok, a komentarze paradne :)
Na Habibi czaję się i czaję, ych, zaiste, głęboką kieszeń trzeba mieć...