niedziela, 20 listopada 2011

#905 - Trans-Atlantyk 163

Po swoich dość odważnych wypowiedziach na temat terroryzmu i muzułmanów, Frank Miller nie omieszkał wyrazić swojego zdania na temat protestujących na nowojorskiej Wall Street okupantów. Autor "Powrotu Mrocznego Rycerza", "300" i "SinCity" nazywa ruch Occupy Wall Street bez ogródek "zadymiarzami, złodziejami i gwałacicielami, wychowanymi na hippisowskiej nostalgii, którzy w swoich działaniach kierują się pokręconym poczuciem słuszności". Dalej opisuje ich jako uzbrojoną w iPhone`y i iPady bandę rozpuszczonych bachorów, którym przypomina, że Ameryka znajduje się w stanie wojny z terrorem. Ruch OWS porównuje niemal do zdrajców, którzy zamiast wspierać swoją ojczyznę w tym trudnym dla niej momencie, nadużywają swoich praw do wolności wypowiadania się. I kończy - "wszystkim klaunom, którzy atakują Amerykę radzę, aby wrócili do swoich domów na przedmieściach i grali dalej w "Lords of Warcraft" (pisownia oryginalna), a jeśli mają odwagę i chcą naprawdę coś zmienić, to niech zaciągną się do wojska".

Nie takich wypowiedzi spodziewałem się po twórcy, który w latach osiemdziesiątych zasłynął z niezwykle przenikliwych i trafnych obserwacji społecznych obecnych w jego komiksach. Podobne zdanie mają zresztą inni ludzie związani z amerykańskim środowiskiem komiksowym. Na głowę Millera posypały się gromy, szybko stał się obiektem kpin. W jego obronie stanął Mark Millar. Scenarzysta "Wanted" i Kick-Ass" przyznaje, że kompletnie nie zgadza się z wypowiedziami jednego ze swoich ulubionych twórców, ale nie godzi się, aby z tego powodu wylewać na niego kubły pomyj i mieszać z błotem, albo wręcz odmawiać mu prawa do opinii, jakkolwiek głupia by ona nie była, jak to się dzieje na komiksowych forach za Oceanem. Bo tak naprawdę tymi wypowiedziami największą krzywdę Miller wyrządza sobie sam.

W ciągu ostatnich dni w Domu Pomysłów doszło do kilku, zaskakujących przetasowań. Oprócz reorganizacji struktury zarządu Marvel drastycznie ogranicza swoją ofertą chcąc najwyraźniej skupić się na swoich najpopularniejszych i najważniejszych seriach, kasując zapowiadane mini-serię i ograniczając liczbę on-goingów. Ofiarami tej polityki stały się serie kobiece - "X-23" i "Ghost Rider". Pozycja pisana przez Marjorie Liu skończy się w styczniu wraz z numerem 20, a ostatnie wcielenie Ducha Zemsty przetrwa jedynie 9 miesięcy i nie doczeka filmowej premiery "Ghost Rider: Spirit of Vengeance". Na pocieszenie Ghost Riderka ma dostać swoją rolę w crossoverze z Venomem w roli głównej. Los skasowanych serii podzielą "Iron-Man 2", "Black Panther: Man Without Fear", a więc komiksy z czarnoskórymi protagonistami. "Villains For Hire" zostało zredukowane tylko do mini, podobnie jak "Alpha Flight", które z serii limitowanej miało stać się on-goingiem, a "Destroyers", "Victor Von Doom" nie dostaną nawet szansy trafienia na rynek. W tym gronie tyko "PunisherMAX" w lutym dobiegnie swojego kresu w sposób naturalny, zgodnie z planem Jasona Aarona. Zdjęcie z ramówki miesięcznika z Pogromcą ma być początkiem dużych zmian w imprincie MAX. Wygląda na to, że imperium Joe Quesady robi czystki przed kontratakiem na pozycje DC Comics zaplanowanym na 2012 rok.

Pisząc o przetasowaniach w zapowiedziach Marvela, nie można jednak zapominać o rotacji wśród scenarzystów i rysowników w seriach Nowej 52. Wystarczy spojrzeć na ruchy kadrowe, które będą miały miejsce w lutym. Wiele z tych zmian wymuszonych jest napiętym grafikiem, ale niektóre ruchy sprawiają niepokojące wrażenie. Ideą rebootu DC Comics było odnowienie niektórych tytułów i bohaterów. Wiadomo, że takie operacje wymagają nieco czasu i nie da się ich zrealizować dosłownie kilkoma numerami, czego redaktorzy DC wydają się nie rozumieć, skoro tak szybko pogoniono Gail Simone z "Fury of the Firestorm", George`a Pereza z "Supermana", J.T. Krulowi odebrano "Green Arrowa", a twórców "Blackawks" zmienia się jak rękawiczki. Ronowi Marzowi w styczniu, po numerze piątym zostanie odebrany on-going "Voodoo", po którym schedę ma przejąć Josh Williamson i nadać serii nowy kierunek (czytaj - plotki o crossoverze z "Grifterem" i "Stormwatch" mogą się potwierdzić), bowiem dotychczasowy nie odpowiadał redaktorom.

Po serii trzech powieści graficznych, dwóch książkach i jednej filmowej adaptacji, znana także polskiemu czytelnikowi "Droga do Zatracanie" zmierza ku swojemu końcowi. W listopadzie ukazał się album będący ostatnim aktem sagi Maxa Allana Collinsa mającej swój początek w 1998 roku. W wydanym w imprincie Vertigo Crime "Return to Perdition" główne skrzypce grał będzie Michael Satariano Jr, wnuk znanego z pierwszej części Micheal O`Sullivana, który po powrocie z Wietnamu pracuje dalej dla rządu, jako specjalista od brudnej roboty. Jego zadaniem będzie wyeliminowanie szefa mafii, którym jest John Looney. Kiedy Satariano przeniknie do półświatka w bolesny sposób nauczy sie, że niemożliwa jest ucieczka od własnej przeszłości. Jakkolwiek byśmy próbowali zacząć od nowa, ona zawsze wróci i trzeba będzie spłacić stare długi. 192 czarno-białe stron w twardej okładce za prawie 20 dolców.

Walka o fotel prezydencki największego mocarstwa na świecie jeszcze się nie rozpoczęła - kandydaci do wyścigu pod tytułem Amerykańska Prezydencja 2012 z ramienia Demokratów i Republikanów nie są jeszcze znani, ale na scenie pojawił się ktoś spoza politycznego establishmentu, kto chciałby zająć miejsce Baracka Obamy w Białym Domu. Jest nim Scott Adams, twórca popularnego "Dilberta" i zapewnia, że jego potencjalni kandydaci nie muszą się martwić brakiem jego politycznego doświadczenia, całkowitej nieobecności kręgosłupa moralnego i ideowego oportunizmu. Ale zaraz - przecież to walor typowy dla każdego rasowego politikiera! Pamiętacie może jak w jego albumowych "Dilbertach" pojawiała się możliwość zapisów do jego kasty rządzącej? Mieliśmy swoją szansę...

I jeszcze coś na deser - w sieci zadebiutowały oficjalne teasery filmowych "Mścicieli" i nie mogę sobie odmówić przyjemności pokazania ich w pełnej krasie:

Pierwszy...

... i drugi:

7 komentarzy:

Krzysztof Ryszard Wojciechowski pisze...

Frank popada chyba w jakąś psychozę...

Anonimowy pisze...

Rzeczywiście nie popieranie lewackich wynaturzeń to psychoza...
plaaski

pstraghi pisze...

@Anonimowy

Nie podpisujesz się, bo sam zdajesz sobie sprawę z tego, jak głupie jest to, co napisałeś?:)

Krzysztof Ryszard Wojciechowski pisze...

Przekonania nie mają tu nic do rzeczy. To jakiś groteskowy bulśit. Za przeproszeniem - iście komiksowy(w złym tego słowa znaczeniu:). Jak to czytałem to przypomniało mi się "Z punktu widzenia nocnego portiera" Kieślowskiego: http://www.youtube.com/watch?v=D9dJ4yvy7G4

Kuba Oleksak pisze...

O, na Komiksomanii też jakiś anonimek wydaje się mieć równie krytyczny stosunek do tych "lewackich wynaturzeń"

godai pisze...

No cóż, ja też uważam wszystkie te marsze za pozbawione sensu. Oczywiście daleko mi do stanowiska FM (który faktycznie głupieje z wiekiem), ale są lepsze sposoby i na walkę z czymś i na nudę, niż okupywanie trawnika.

Captcha mówi: flaimm - coś mi się zdaje, że proroczo :D

Misiael pisze...

@Captcha mówi: flaimm - coś mi się zdaje, że proroczo :D

Mi mówi "vamit".