poniedziałek, 28 grudnia 2009

#336 - Kolec - Graphicus, czyli arktyczny wywiad.

W przerwie między tworzeniem kolejnych stron do nadchodzącego albumu z przygodami Kapitana Sheera Marcin Podolec (kolec), przepytał Bartka Kuczyńskiego (Graphicusa) publikującego od kilku lat na swojej domowej stronie komiks "Arctic". Panowie rozmawiali o medycynie, kolaboracjach, publikacjach i własnych historiach. O biustach też. Zapraszamy więc na wywiad, po lekturze którego polecamy również przypomnieć sobie opublikowany u nas jakiś czas temu epizod "Kapitana Sheera", a w tęsknocie za minionymi świętami przypomnieć okazjonalną kartkę stworzoną przez Bartka! (a.)

kolec: Pamiętasz, jak się poznaliśmy? Ja miałem zielone oczy i perspektywy, Ty wąsy i ramoneskę ...
Graphicus: Pamiętam, jakby to było wczoraj… moment, przecież to było wczoraj? (niezupełnie… - k.) Miałeś zieloną kartę, a nie oczy! A dla kogo ten wywiad? Urząd imigracyjny? Tak w ogóle to pamiętam. W każdym razie tak mi się wydaje… wiesz, w pewnym wieku wspomnienia są rzeczą umowną. To było chyba jak przymierzałem się do kupna tabletu? Po raz kolejny zresztą.

Dokładnie. Zagadałeś do mnie (ewidentnie szukając męskiego ramienia) tak po prostu, bo rysuję komiksy. Często zdarza ci się zagajać do komiksiarzy?
Jasne, bardzo często, zresztą nie tylko do komiksiarzy. Jestem może nieśmiały, ale lubię poznawać nowych i ciekawych ludzi (tu zacząłem zastanawiać się, czy okazałem się człowiekiem ciekawym – k.). Jak już przełamię nieśmiałość to jest już ok i rozmawiam zupełnie swobodnie. Nie bez znaczenia jest też fakt, że zazwyczaj otaczam się pięknymi kobietami, które przyciągają uwagę komiksiarzy i pozwalają mi zacząć znajomość z flanki. Tak było z Danym, Scottem Lobdellem i wieloma innymi. Poza tym w moim zawodzie muszę być raczej kontaktowy.

No właśnie, jesteś lekarzem. Powiedz, w Polsce komiks to choroba zakaźna? Łatwo jest się zarazić?
Cóż, występuje w dużym odsetku populacji wrodzona oporność i tylko długa i nawracająca ekspozycja może coś poradzić, czy to z samym komiksem, czy też z innymi nosicielami. Sam bez skrępowania staram się przekazywać dalej, choćby tolerancję, a jeśli się uda to i może jakiegoś rodzaju polubienie. W mojej pracy koledzy wiedzą że rysuję. Wiele razy widzieli mnie rysującego na dyżurze, więc korzystając z chwilowego zainteresowania, starałem się wyjaśniać, jak to jest z komiksem i z tym co robię. Nagle się okazywało, że ktoś chce pożyczyć moje zbiory "Calvina i Hobbesa", prosi, żeby kupić "Funky'ego Kovala" na festiwalu w Łodzi, że zna kogoś ze środowiska, bo razem np. do liceum chodzili. Niestety nie jest to jednak tak zaraźliwa pasja jak bym chciał.

Czujesz się kompetentny by uzdrowić polski komiks?
Hehe (enigmatycznie zahehecił Bartek – k.). Co ja biedny mogę? Nie czuję nawet takiej inspiracji, a poza tym, czy on jest chory, żeby go uzdrawiać? Jest może problem z rynkiem i spojrzeniem na komiks przez osoby niemające z nim do czynienia. Czasem wydaje mi się, że brakuje dobrych scenarzystów, bo rysowników mamy wielu świetnych. Ale po takiej konstatacji zazwyczaj trafiam na świetną historię i sam już nie wiem, jak to jest. Parę miesięcy temu byłem w Brukseli i oczywiście pierwsze miejsce, jakie chciałem znaleźć, to sklep z komiksami. Zapytałem kolegę, który tam mieszka, gdzie takie coś znajdę. Co prawda sam nie wiedział, ale rzucił temat w towarzystwo (mieszane polsko-zagraniczne, ludzi pracujących w komisjach europejskich). Zamiast spodziewanego i znanego z Polski "A ja wiem? Nie znam się." od razu każdy stwierdził, że wie gdzie są dwa, trzy, a inni, że chętnie się też przejdą, bo i tak muszą jakiś prezent kupić. Takie coś mi się marzy.

Mówisz, że komiks w Polsce ma się nieźle i trafiasz na dobrze opowiedziane historie - których polskich autorów i jakie albumy cenisz najbardziej?
Nieźle, jak na warunki które mu stwarzamy, my zapaleńcy. Cóż, uwielbiam klasyki, czyli "Wilqa", "Jeża Jerzego" (może też dlatego, że tak mam na drugie) (a ja czuję się jakoś powiązany z kolcami Jerzego – k.), czekam też na zbiorcze wydanie "Osiedla Swobody". Lubię historie Skutnika, tak samo oczarowała mnie ostatnio "Łauma" KRLa. Młodzi rysownicy webkomiksów, którzy powoli wychodzą z internetu na papier też są warci uwagi. Są także ludzie ze starszego pokolenia, których naprawdę sobie cenię i lubię do nich wracać: do Rosińskiego, Polcha za starych czasów, nieodżałowanego Christy - uwielbiam ich warsztat i historie, które opowiedzieli. Lubię też komiksy mojego przyjaciela Roberta Wagi, pierwszego Laureata Grand Prix Konwentu w Łodzi, strasznie żałuję, że Robert już nie tworzy. Nie mógłbym też zapomnieć o Januszu Wyrzykowskim, Robercie Adlerze, których kreska mi bardzo przypasowała.

Pomimo tak solidnych wzorców, Twoja kreska niezmiennie kojarzy mi się z frankofońskimi komiksami humorystycznymi - to chyba one wpływają na Ciebie mocniej, niż rodzima twórczość?
Staram się nie wzorować na żadnym konkretnym twórcy czy komiksie, marzy mi się mój własny niepowtarzalny styl, ale z pewnością nie jest to dla mnie priorytetem. Przede wszystkim chciałbym opowiadać swoje historie, a to czy sposób, w jaki rysuję przypomina to czy tamto, no cóż… Mam wiele komiksów, a jeszcze więcej przeczytałem od momentu zainteresowania się tą dziedziną sztuki i pewne rozwiązania stylistyczne mogły, albo musiały przesiąknąć do mojego sposobu rysowania. Bardzo lubię nasze europejskie dziedzictwo komiksowe. Miałem z nim kontakt prawie od początku i stanowi dla mnie jakiś tam wzorzec przedstawiania opowieści, ale raczej pobieżny niż konkretny.

Opowiadanie swoich historii to marzenie - podejrzewam - większości twórców. Czy za "swoje" historie uważasz też komiksy, które rysujesz do scenariuszy innych osób? Ile Bartka jest w komiksach, które tworzysz z kolegami?
Cóż, zazwyczaj rysuję do własnych scenariuszy, współprace dotychczas zdarzały mi się sporadycznie. Rysowanie swoich historii jest jak najbardziej marzeniem twórcy, ale ma swoje minusy - czasem brak dystansu do tego co się wymyśliło. Niewątpliwie jednak jest tam najwięcej mnie. Jeśli rysuję do czyjegoś scenariusza, też staram się dać najwięcej z siebie, zwłaszcza jeśli mam większą swobodę w interpretacji tego, co zostało napisane. Jestem ogólnie mało konfliktowym człowiekiem, więc wydaje mi się, że współpraca jest dość znośna dla scenarzysty. Taki komiks jest może nieco mniej mój, ale z "burzy mózgów" i wzajemnych sugestii może wyjść o wiele więcej, niż gdyby każdy robił tylko swoją historię. Współprace wychodzą chyba najlepiej przy okazji konkursów. Chyba jedynym przykładem współpracy poza konkursowej był "Kapitan Komiks" na Motywie Drogi. Kmh (Konrad Hildebrand) rzucał problem i pisał, jak by chciał, żeby to wyglądało. A ja rysowałem.

Z niezłym skutkiem, rzekłbym. Który zrobiony przez Ciebie komiks był największym wyzwaniem?
To chyba najtrudniejsze pytanie… Każdy komiks jest dla mnie wyzwaniem dopóki siedzę przed białą kartką. Jak już zacznę rysować, jakoś idzie. Ale myślę, że największym problemem był dla mnie komiks ilustrujący opowieści typu noir (Chandler itd.), który rysowałem dla koleżanki do magazynu "Images". To taki periodyk wydawany przez Collegium Europaeum Gnesnense. Problemem tam był czas. W trzy dni musiałem narysować trzy strony, obrobić komputerowo (myszką… paskudne czasy) i szczerze mówiąc nie jestem teraz zadowolony z efektu. Gdybym mógł, zrobiłbym to inaczej. Była to historia zupełnie odmienna od tego, co rysowałem dotychczas. I to też było wyzwanie.

A właśnie, jak wspomniałeś wyżej, poznałem Cię kiedy byłeś w trakcie poszukiwań tabletu (dość rozpaczliwych). Jak Ci się na nim pracuje? Tablet wydaje Ci się teraz rzeczą niezbędną przy każdym nowoczesnym MPK?
Bardzo rozpaczliwych! To było moje marzenie od wielu lat, niedostępne z wielu przyczyn. Pracuje mi się dobrze, chociaż jeszcze się uczę korzystać z jego możliwości. Tablet na pewno jest nieoceniony przy obróbce komiksu, ale ołówek, tusz i papier są jak dla mnie niezastąpione (Bartek jest romantykiem i sentymentalistą – k.). Rysując tradycyjnie człowiek się bardziej skupia. Czuje większy kontakt z tym, co tworzy. Tablet nas rozleniwia. Ostatnio rysując komiks z jakichś dziwnych przyczyn narysowałem kadry w odwrotnej kolejności. Było to co prawda w ołówku, ale i tak nie chciało mi się narysować poprawnie, bo "komiks musi przejść przez komputer". Przyznam, że czasem irytują mnie "komputerowe kolory" i lubię przeczytać coś zrobionego tradycyjnie.

Co do postępu – od jakiegoś czasu siedzisz nad nową wersją swojej strony...
Heh, chcę zrobić coś mniej topornego w obsłudze od tego co jest teraz, coś bardziej nowoczesnego i dwujęzycznego. Ale po pierwsze moja znajomość html nie jest już wystarczająca, a po drugie nie mam już niestety tyle czasu, żeby się tym samemu zająć, poczytać, pouczyć i popróbować. Wolę w tym czasie narysować komiks, a i praca nie jest tu bez znaczenia.

Na nowej stronie będzie jeszcze miejsce dla Twojego sztandarowego komiksu - "Arctica"?
Oczywiście, że będzie. "Arctic" będzie zajmował nawet ważniejsze miejsce niż teraz. Strona nie powstała z początku z myślą o komiksie internetowym, tylko jako strona domowa z kilkoma rysunkami...

"Arctic" to jeden z niewielu netkomiksów niepojawiających się na topliście. Jak wiadomo - pokora przychodzi z wiekiem... Poważnie jesteś tak stary, by nie mieć pociągu do sławy, komentarzy, setek odwiedzin...?
Nie czuję się stary! Lubię, jak ludzie odwiedzają i czytają "Arctica", jeszcze bardziej lubię, gdy jest jakiś odzew. Ale do sławy mnie nie ciągnie. Zawsze lubiłem po prostu robić swoje. Toplistom po prostu nie i wierzę. Może to błąd, ale zawsze uważałem, że najlepsza reklama to dobre słowo od kogoś, kto już spróbował.

O tak, to zdecydowanie błąd. A więc człowieku błądzący - dokąd właściwie zmierzasz? Dlaczego zamiast bawić dzieci swoimi historyjkami komiksowymi wolisz odsysać tłuszcz i poprawiać biusty atrakcyjnym pacjentkom? Czyżbyś był zwyczajnie... wyrachowany? Poukładany? Albo, nie daj Boże... trzeźwo patrzysz na świat?!
Myślę, że jest dobrze tak jak jest. Gdybym mógł wybrać ponownie, znów wybrałbym bycie lekarzem. Dzięki temu pasja może pozostać pasją. Lubię i to, i to co robię.

W sensie: biusty lubisz?
Jak każdy (śmiech). Ale jestem profesjonalistą! Ok, tak naprawdę to nie robię jeszcze biustów. Ale za kilka lat…

Masz w domu taką honorową półeczkę, gdzie trzymasz swoje publikacje – jest ona niejako podsumowaniem Twoich komiksowych inicjatyw. Myślę, że opowiedzenie o niej będzie dobrym zakończeniem wywiadu. Jesteś dumny z tej swojej półeczki? Chwalisz się znajomym?
Nie mam aż tak zatrważającej ilości publikacji. Najwięcej miejsca powinny zajmować stare numery "Pulsu AM", mojej uczelnianej gazety, gdzie byłem grafikiem i dzięki temu miałem okazję puścić tam wiele żartów rysunkowych, a nawet i regularną serię komiksową. Mam tam też różne projekty okładek, logotypów, reklam (zazwyczaj uczelnianych albo robionych dla znajomych), dwuplanszówkę opublikowaną w "Krakersie" (świętej pamięci, ale to nie moja wina… mam nadzieję). Miałem też kilka rysunków w książce medycznej… No i jestem w ostatnim katalogu MFKiG.
_____________________________

Rzeczy z wywiadu wycięte:

1. Kurde, mam wrażenie że moje odpowiedzi są strasznie chaotyczne…

2. Argh, nie tak powinno pójść!

3. Od męskich wolę jednak stanowczo damskie ramionka ;)
4. To odpowiedź? Ja już jestem, choinkę stawiałem.
/ Za moich czasów sie to inaczej nazywało, a nie stawianie choinki…

4 komentarze:

Rob pisze...

Graphicus to moim skromnym zdaniem jeden z najlepszych i jednocześnie najbardziej niedocenianych cartoonistów na naszym poletku.

Maciej pisze...

Spoko wywiadzik :)

jaszczu pisze...

Fajny wywiad, panowie.

@Rob, a czym przejawia się niedocenianie Graphicusa jako cartoonisty na naszym poletku?

pszren pisze...

no super się to czytało!