czwartek, 3 grudnia 2009

#315 - Powers

Przez cały listopad rozpisując się o "Kapitanie Żbiku", podjąłem jakby przez przypadek temat "jak nie należy robić komiksu sensacyjnego", ponieważ prawie cała seria to antyteza dobrej komiksowej roboty. Dlatego dzisiaj, w ramach swoistego epilogu, podzielę się z Wami moimi odczuciami, jakie naszły mnie po lekturze pierwszego trejda serii "Powers", o jakże intrygującym tytule "Who Killed Retro Girl?". Nie chcę jednak zdradzać odpowiedzi na te pytanie, gdyż dzisiaj interesuje mnie bardziej czy Brian Bendis (scenariusz) i Michael Oeming (rysunek) zwyczajnie dali radę?

Świat przedstawiony w "Powers" to właściwie ten sam, który odwiedzamy za każdym razem, gdy sięgamy po "trykoty" ze stajni Marvela bądź DC. Pełen jest postaci z mocami po obu stronach barykady i "zwykłych" ludzi, którzy starają się przeżyć na ich ringu. Jednak tym razem cały ten bałagan widzimy z perspektywy policjantów, dla których - właśnie z powodu świata przepełnionego superbohaterami - jest mnóstwo roboty. I już w tym miejscu nasuwa się coś, za co można pochwalić nie tylko pierwszy trejd, lecz całą serię. A mianowicie sposób w jaki przedstawiona została policyjna robota. Dzień pracy detektywa Christiana Walkera i Deena'y Pilgrim nie jest przepełniony pościgami i strzelaninami, lecz żmudnym zadawaniem w kółko tych samych pytań i frustrującymi gierkami z podejrzanymi typami. Ta przygnębiająca monotonia bardzo rzadko przerywana jest jakąś stereotypową "akcją", lecz wtedy narracja przyspiesza jak po zastrzyku z adrenaliny i jest to odczuwalne także dla czytelnika. A kiedy serce przestaje szybciej bić, nie zawsze oznacza to dla detektywa Walkera, że zna już rozwiązanie zagadki. Czasem pozostaje mu tylko czekać na zbieg okoliczności, ponieważ niektórych zagadek nawet ekipa z "Kryminalnych Zagadek Nowego Jorku" nie jest w stanie rozwiązać. I właśnie dlatego czytając "Who Killed Retro Girl?" ma się wrażenie, że uczestniczy się w prawdziwym śledztwie.

Lecz czym byłoby "Powers" bez tytułowych mocy, czyli superbohaterów? Tu nie należy spodziewać się niczego nowego. Dewiacje, żądza sławy i pieniędzy, megalomania oraz zapędy do bycia "sędzią i katem" - to wszystko już było, więc Bendis w kreacji tych postaci niczym nie zaskakuje, podobnie jak Oeming w graficznym przedstawieniu tychże. Dlatego na stronach "Powers" ujrzeć można wariacje na temat Daredevila, Flasha czy Savage Dragona. Lecz nie zapominajmy, że tutaj trykot jest tylko tłem, więc i silenie się na oryginalność nie ma zbyt wielkiego sensu. Jednak dobór superbohaterów w pierwszym trejdzie zasługuje na podkreślenie. Po pierwsze, przez całą historię, nie licząc końcowej interwencji TripHammera (męskiej personifikacji testosteronu), przewijają się tylko kobiety w trykotach. Po drugie, tytułowa postać to damski odpowiednik Supermana, czyli tego "pierwszego" - najpotężniejszego superbohatera. Już samo imię bohaterki jest bardzo celną "interpretacją" postaci Supermana, a co dopiero fabuła "Who Killed Retro Girl", która jest ciekawą wariacją historii o śmierci Supermana - od sceny medycznych badań ciała martwej, po przyczyny i konsekwencje jej śmierci. Całe te sfeminizowanie świata peleryn jest nie tylko ciekawe, ale i żartobliwie przewrotne, dlatego podczas lektury jest czymś więcej aniżeli tylko pretekstem do śledztwa.
Jednak dla mnie największą ciekawostką w "Powers" jest strona techniczna komiksu - narracja i grafika.
 
Michael Oeming fantastycznie posługuje się realistycznym cartoonem. Kiedy chce postaci są niczym żywcem wyjęte ze standardowego komiksu o trykotach, i możemy wtedy podziwiać dopracowane kadry. Innym razem rysunki wyglądają niemal identycznie do tych, które można było zobaczyć lata temu w klasycznych kreskówkach na Cartoon Network ("Jam Łasica", "Krowa i Kurczak", "Laboratorium Dextera"). Jednak najbardziej zachwyca nie zmienność jego kreski, lecz umiejętność z jaką rozrysowuje statyczne sceny przesłuchań bądź telewizyjnych programów. Cała seria jest nimi przepełniona, więc Oeming naprawdę się napracował by nie zanudzić czytelnika.
 
To, co wyczynia Brian Bendis w "Powers", również zasługuje na pochwałę. W "Who Killed Retro Girl?" nie tylko ciekawie wprowadza na scenę główne postaci serialu, lecz również, co już wspomniałem, przekształca koncept śmierci bohatera, i trzeba przyznać, że robi to z pazurem. Najlepsze jednak z całego komiksu są dialogi. Rozpisane są tak naturalnie i ciekawie, że chłonie się je prawie jak te z filmów Tarantino. I chwała im za to, gdyż dzięki temu nie razi ich, momentami przytłaczająca, ilość. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że te "zachmurzenie" stron komiksu jest swoistym "pęknięciem" w naprawdę dopracowanej strukturze "Powers".
Czas powrócić do pytania postawionego na samym początku. Czy "Who Killed Retro Girl?" to dobry komiks sensacyjny? Szczerze mogę napisać, że Bendis i Oeming dają radę, nie tylko z tym trejdem, ale i całą serią. Ciekawe postaci, interesujące śledztwa (nie zawsze w pełni poważne) i ta atmosfera żmudnej policyjnej roboty. Do tego wszystkiego świetne dialogi oraz zabawa z konwencją superbohaterską, dzięki czemu otrzymujemy komiks, który nadaje się do solidnego poczytania, a nie szybkiego przekartkowania....

7 komentarzy:

Blacksad pisze...

Rewelacyjna seria - tak rysunek jak scenariusz. Nie można zapomnieć o dodatkach - listy fanów do Bendisa, albo "Coloring/Activity Book" z poradami dla dzieci, które mają kontakt z peleryniarzami ("kostium nie kostium, nigdy nie rozmawiaj z nieznajomymi", albo co zrobić, jeśli członek rodziny nagle zaczyna wykazywać supermoce). Konsekwencja i realizm na każdym kroku. W grudniu ma być już trzeci tom HC!:)

Christof pisze...

No właśnie się zastanawiałem czy to zamawiać bo kreska z tych, które lubię plus Bendis. Teraz mam pewność :)

Misiael pisze...

Najpierw NYX, potem Mesiah CompleX, a dopiero potem, pomyśli się do Powers (jeśli mi narządów wystarczy)

arcz pisze...

Hmmm. Widzę, że jest to kolejny tytuł, który najwyraźniej muszę dopisać do swojej długiej listy zakupów..

A jak wygląda "Powers" pisane już dla Marvela? Bo słyszałem, że w porównaniu z pierwszą serią jest to niezła kupa.

tranway pisze...

@ Blacksad - no już nie wiedziałem, jak napisać o tych dodatkach :) Ale jest tak jak mówisz, są świetne. Właściwie nie powinno się traktować ich jako dodatki, tylko normalny element komiksu (patrz #13 z "Little Deaths").
A jak się moi drodzy "Powers" mają do "Gotham Central"?

holcman pisze...

Dwa haceki od dłuższego czasu stoją na półce i czekają na lepsze czasy.

julek pisze...

Misial - ja bym zaproponował zupełnie odwrotną kolejność :)