Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Robert Jazze Niederle. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Robert Jazze Niederle. Pokaż wszystkie posty

sobota, 7 lutego 2009

#122 - MIKSTURA, czyli koMIKS i literaTURA

„Mikstura, czyli komiks i literatura” zrobiła zawrotną karierę wśród niemieckojęzycznych czytelników, jeśli wierzyć notkom prasowym, wydawcy i samemu autorowi. Na rynku ukazało się właśnie rodzime wydanie książki wzbogacone o polskie akcenty. Do panteonu największych pisarzy dołączyli krajowi klasycy - Witold Gombrowicz z „Dziennikami”, Sławomir Mrożek z „Opowiadaniami” i „Solaris” pióra Stanisława Lema. Kolejna trójka uzupełnia listę płac wśród rysowników i są to Przemysław Truściński (adaptacja „Złego” Leopolda Tyrmanda, komiksowy „Wiedźmin”) Krzysztof Ostrowski („Plastelina” i wokal Cool Kids of Death) i Maciej Szymanowicz (nawias pusty). Książka Roberta Jazze Niederlego to dzieło na wskroś interdyscyplinarne i komparatystyczne. Muszę przyznać, że przepis na „Miksturę” wydał mi się szalenie interesujący, gdyż z wielkim zainteresowaniem śledzę wszelakie spotkania literatury, szczególnie tej z najwyższej półki, z jak najszerzej pojmowanym komiksem. I pewnie z tego powodu moje rozczarowanie było jeszcze większe. Bo „Mikstura” to straszna kupa jest. Niezrażony niepochlebnymi opiniami, jakie można było spotkać w sieci dałem szansę Niederlemu i okrutnie się zawiodłem.

Opis każdej z 55 lektur obowiązkowych ogranicza się do krótkiego, w założeniach ironicznego i zabawnego komentarza, jednostronicowej ilustracji, bądź obrazkowej historyjki uzupełnionej o muzyczną polecankę. Niestety, problemem z pisaniem o literaturze, jest to, że tą literaturą znać trzeba. Chociaż pobieżnie. Wielokrotnie miałem wrażenie, że rysownik nie widział na oczy książki, którą ilustruje swoją pracą, a sam Niederle albo jej zwyczajnie nie przeczytał, albo kompletnie nic z niej nie zrozumiał. Jego komentarze są drętwe, żarty, zamiast zabawne, są żałosne i przypominają wynaturzenia słabo rozgarniętego licealisty, a ironia jest z dupy. Interpretacje poszczególnych utworów, tak w warstwie tekstowej, jak i wizualnej, są powierzchowne, nieciekawe i często nie mają nic wspólnego z książkami, których dotyczą.

Nie dziwi mnie, że przy układaniu kanonu Niederle łaskawszym okiem spojrzał na literaturą austriacką i niemieckojęzyczną w ogóle, wszak książka skierowana jest do przeciętnego Hansa czy Juergena. Spieranie się z autorem o panteon najwybitniejszych osiągnięć literackich w historii ludzkości, to zajęcie o tyle wdzięczne, co z góry skazane na niepowodzenie. Skoro Jelinek jest, to czemu nie ma Wisławy Szymborskiej? No dobra, to jeszcze mogę wytłumaczyć wspomnianym austrocentryzmem , ale skoro na liście znalazł się Nietzsche, to czemu nie ma na niej Platona albo Monteskiusza, jak już zdecydowaliśmy się wprowadzć na Parnas filozofów? Skoro jest Oskar Wilde, to czym wytłumaczyć brak Jorisa Karla Huysmensa? Gdzie podziali się Balzak, Hugo, Rabelais, Racine, Moliere, Rousseau, Rimbaud, Ionesco - czy Niederle wie, że literatura francuska nie ogranicza się tylko do tego ateisty Woltera, Camusa i „Małego Księcia”? O braku tak „niszowych” zjawisk jak złoty wiek hiszpańskiego teatru, polski romantyzm czy znakomity, skandynawski modernizm wspominać nie wypada przy braku reprezentantów średniowiecza czy baroku.

Jak piszę, spór o kryteria selekcji i sam kanon do niczego mnie nie zaprowadzą. Natomiast o wiele bardziej boli mnie subiektywizm znamionujący kiepskie oczytanie w literaturze światowej, okropna i nie dająca się niczym wytłumaczyć poprawność polityczna – o ile z każdej innej książki autor robi sobie niewybredna często żarty (także z „Biblii”), o tyle komentarz ilustrowany i werbalny odnośnie „Koranu” przypomina raczej utrzymaną w przesadnie życzliwym tonie encyklopedyczną notkę o tym, jaką to wspaniałą religią jest islam, a muzułmanie to otwarci i światli ludzie. Na domiar złego, jeśli bym się postarał pewnie znalazłbym ideowy klucz w tej wyliczance, który pasowałby do miałkiej, liberalno-lewackiej dziurki. Bleh.

Oczywiście w tej beczce dziegciu można znaleźć kilka kropel miodu. Krótka forma Nicolasa Mahlera to chyba najjaśniejszy punkt książki, przy opracowaniach Szekspira i Thomasa Bernharda nawet się uśmiałem, polscy graficy również stanęli na wysokości zadania. Niestety, to trochę za mało aby uratować „Miksturę”, która jest książka zwyczajnie słabą.