Dobrze pamiętam swoje pierwsze spotkanie z prozą Thomasa Bernharda. Była to wydana w 2004 roku pozycja pod tytułem "Wymazywanie". Siła rażenia powieści była tak silna, że przez wiele tygodni nie mogłem się otrząsnąć. Od razu rzuciłem się na inne produkcje tego autora. I to był błąd. Udało mi się przeczytać jeszcze dwie nim zrozumiałem, że Bernharda należy sobie dawkować. Nie więcej niż jedna, maksymalnie dwie, książki rocznie.
