Ram V przyjedzie do Polski. Urodzony w Mumbaju scenarzysta komiksowy, który pisze komiksy dla rynku amerykańskiego, i dla DC Comics, i dla Marvela, i realizuje swoje autorskie projekty dla niezależnych oficyn, i zdarza mu się zgarnąć najważniejsze branżowe nagrody w USA, będzie gościem tegorocznej edycji Festiwalu Komiksowa Warszawa (28-31 maja, Stadion Narodowy).
Jakby nie patrzeć, to jest "breaking news". W naszym kraju, na stołecznym konwencie pojawi się twórca z nazwiskiem z absolutnie pierwszej ligi amerykańskiego przemysłu komiksowego.
"Ram V to bez dwóch zdań ścisła czołówka aktywnych scenarzystów amerykańskiego rynku komiksowego. Dawno polskiego festiwalu nie odwiedziło takie nazwisko - wizyta w Warszawie wydaje się w tym roku wręcz obowiązkowa” - jak można przeczytać na Komiks ON. "Scenarzysta pochodzenia hinduskiego, który od lat podbija amerykański rynek autorskimi seriami i komiksami pisanymi dla Wielkiej Dwójki" - dodano.
Ramnarayan Venkatesan, bo tak naprawdę nazywa się Ram V, regularnie dostarcza tytuły, które cieszą się uznaniem i czytelników, i krytyków. Co więcej, w Polsce jego twórczość jest dobrze znana. To twórca, którego komiksy wydaje w naszym kraju aż pięć (!!!) różnych wydawnictw, które sięgają po różne pozycje z jego dorobku. Dostaliśmy zatem jego runy w "Venomie" i "Detective Comics" od Egmontu. Ukazały się nagrodzony Eisnerem album "Jednoręki i Sześć palców" (Lost in Time) i nominowane do Eisnera i Harvey`a "Wiele śmierci Layli Starr" (Mucha Comics). Dostaliśmy też godne uwagi "Błękit w zieleni" (KBOOM) i "Dziki ląd" (Lost in Time), a na FKW ukażą się "Rzadki smaki" (Timof Comics), nominowane z kolei do Ringo Award.
… i jakie są reakcje polskich czytelników na ogłoszenie gościa takiego formatu? Poprawcie mnie, jeśli się mylę, ale nie odbiło się ono zbyt głośnym echem. Reakcje są raczej mizerne. Wiadomo, już za sam fakt bycia scenarzystą V ma -10 punktów. Nie będzie mógł trzaskać przez trzy godziny wrysów siedząc przy stoliku, a część festiwalowiczów właśnie tego oczekuje od gości zagranicznych. Oczywiście, tu i ówdzie pojawiły się przebłyski hype`u, jest ten cytowany wyżej wpis na Komiks On, więc nie było tak, jak w przypadku ogłoszenia przyjazdu Kierona Gillena na Pyrkon, które zupełnie #nikogo.
Skąd brak zajarania faktem pojawienia się takich gości w naszym kraju? Odpowiedź wydaje mi się dość oczywista. Ani Gillen, ani V, którzy operują w estetyce komiksu amerykańskiego, są twórcami w żaden sposób nie rezonująct z czytelnikami wychowanymi na komiksach TM-Semika. Przypuszczam, że właśnie to sprawia, że ich ogłoszenie nie spotkało się z tak obojętną reakcją.
Rozumiem, że dla tego pokolenia, dla pokolenia wąsatych wujków po czterdziestce, znacznie bardziej interesującym gościem byłby taki Scott Lobdell. Bo sentyment, bo X-Men, bo lata 90-te. Obiektywnie trzeba jednak powiedzieć, że V to już twórca większego formatu, niż scenarzysta "Uncanny X-Men" i "X-Men", który był gościem 20. edycji MFKiG w 2009 roku. Z bardziej pokaźnym i różnorodnym dorobkiem, który w większości nie składa się z taśmowo tłuczonych zeszytówek z mutantami. Bardziej doceniony przez krytykę, z lepszym komiksowym CV, a już całkiem subiektywnie - ktoś, kto w roli gościa zapowiada się po prostu ciekawiej.
Nie zrozumcie mnie źle. Totalnie, jako osoba wychowana na komiksie lat dziewięćdziesiątych, na wyrywki znająca polskich "X-Menów" z tamtej epoki, rozumiem, że ogłoszenie Rama V na FKW może kogoś nie jarać. Jak ma zachwycać, skoro nie zachwyca. Rozumiem to. Jednocześnie uważam, że krytyka spod znaku "nikt ciekawy nie przyjeżdża do Polski na festiwale komiksowe" staje się coraz bardziej nieuprawniona.
Polski czytelnik komiksowy jest Polakiem. A Polak narzekać musi. Zatem do niedawna narzekał (do pewnego stopnia słusznie!) na MFKiG, że goście zagraniczni to już nie tacy, jak bywało. Że kiedyś to było. No i w tamtym roku do Łodzi przyjechali Sienkiewicz, Marini i Murphy. Między innymi. Ale narzekać trzeba, więc na początku lutego narzekał na FKW, że nic się nie dzieje, że nie nie wiadomo co z imprezą, bo komunikacja na poziomie szczątkowym. Znów - wyrzekanie było słuszne, ale pod nowym kierownictwem coś się ruszyło.
W lutym pokazano plakat, w kwietniu zaczęto prezentować gości. Postawiono na "współczesne" nazwiska. Przynajmniej na razie, po ogłoszeniu Rama V i zapowiedzeniu wcześniej Filipe Andrade. Liczę, że pojawi się jeszcze jakiś "potężny klasyk", że przyjedzie ktoś z Europy, ktoś kto robi niezalowe rzeczy, że dostaniemy jakieś nieoczywiste nazwiska. Natomiast póki co wiele wskazuje na to, że narzekanie, że "nikt ciekawy nie przyjeżdża do Polski na festiwale komiksowe" nie będzie miało żadnych podstaw, a FKW zaczęło iść w dobrym kierunku.
Jestem bardzo ciekaw jaką Ramowi V uda mu się zgromadzić widownię na Stadionie Narodowym. Ale jeszcze bardziej jestem ciekaw odpowiedzi ze strony Łodzi. Zakładam, że już w biurach na Tuwima 46 jest coś knute. Liczę, że nie tylko w ramach zdrowej rywalizacji między dwoma najważniejszymi imprezami w Polsce, nie tylko w myśl tego, że skoro w 2025 było tak dobrze, to w 2026 musi być jeszcze lepiej, MFKiG będzie chciało przebić FKW sprowadzeniem jeszcze potężniejszych nazwisk z zagranicy. Wygranym takiego wyścigu zawsze będzie polski czytelnik. Ale pewnie i tak będzie narzekał.
.gif)
.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz