wtorek, 14 stycznia 2014

#1485 - Rok 2013 według twórców (1)

Dziś czas na twórców. W pierwszej trójce czwórce zameldowali się Maciej Pałka, Wojciech Stefaniec, Mateusz Skutnik i Daniel Gizicki. Każdy z nich na swój sposób rozprawia się z 2013, a wszystkim im bardzo dziękuje za przesłanie tych kilku słów.


Maciej Pałka (klik klik):

Coroczne podsumowania na Najkolorowszych są dla mnie bardzo przydatne. Zerkam sobie co tam napisałem rok temu i mogę się do tego ustosunkować z perspektywy czasu.

Rok temu zasygnalizowałem, że największym obecnie dylematem jest dla mnie wybór między „byciem twórcą, a byciem działaczem”. Tak więc w 2013 dziarsko chwyciłem w dłoń tablet i... rysowałem. Pocisnąłem trzy fabuły o Sztukmistrzu z Lublina. Dwie ukazały się drukiem: zeszyt „Lublin. Location 2.0” pojechał na targi technologii CEBIT do Hanoweru jako reklamujący Lubelszczyznę folder. Z kolei albumik „Sztukmistrz z Lublina?” posłużył za materiał promocyjny dwóch letnich lubelskich festiwali (Carnavalu Sztuk-Mistrzów i Festiwalu Śladami Singera).



Trzeci, pełnometrażowy album będący przewodnikiem po Lublinie śladami Jaszy Mazura i dopełniający ubiegłoroczny „Spacer z Czechowiczem” na pół roku wylądował w szufladzie czekając aż uda mi się przełamać nieoczekiwany impas. Tak jakoś bowiem wyszło, że na dobre wróciłem do pisania scenariuszy i borykam się z tym ciężkim zajęciem walcząc z różnymi blokadami. Ratują mnie improwizowane pseudo-autobiograficzne nowelki, które na razie w większości lądują w szufladzie czekając na włączenie do mojej „Wielkiej Polskiej Powieści Graficznej”. Tomisko pod takim tytułem mam zamiar skompilować i może wydać w przyszłym roku. Prawdopodobnie na MFK planuję też wydać „Pogromcę Pornografów” czyli kolejny odcinek przygód Benka Dampca, który też już zdążyłem narysować. Wcześniej wyjdzie „Herma świętego Zygmunta”, gdzie wyrzuciłem tablet w kąt i wróciłem do tradycyjnych narzędzi. Jest to komiks ze scenariuszem Bartka Biedrzyckiego i opowiada o średniowiecznej rzecznej... pielgrzymce. W czerwcu powinien też ukazać się „Duch Wolności” czyli „dukajowska” (skrót myślowy może wprowadzać w błąd, przepraszam) wariacja na temat wyborów z 4 czerwca 1989.

Teoretycznie plany komiksowe na przyszły rok mam więc w dużej mierze zrealizowane. Do tej pory nigdy mi się nie zdarzyło, że miałem gotowy album i żadnych terminów nad głową. Przyszła więc pora, aby obudzić w sobie tego nieszczęsnego działacza. Dziesiątek warsztatów (od przedszkolaków po seniorów) prowadzonych w Domu Słów – Pracowni Komiksu nawet nie liczę. Zacząłem od spotkań z Szawłem Płóciennikiem i Danielem Chmielewskim w ramach „Seminariów z wyobraźni” we współpracy ze stowarzyszeniem fantastyki „Cytadela Syriusza” (organizatorem Lubelskich Spotkań z Komiksem). Takich małych działań mam zamiar zrealizować w przyszłym roku więcej. Mam nadzieję, że z moich planów wyjdzie jak najwięcej – a choćby i cokolwiek.

Wojciech Stafaniec (klik klik):

Pozytywy: Wydawcy / Autorzy / Krytycy.
Wydawcy, że się nie poddają. Zaimponowali mi przede wszystkim tym, że powiększają swoja ofertę o nowe działy dziecięce i naukowe. Cieszy mnie szczególnie ta druga półka. Można powiedzieć, że nie lada wojna odbyła się na tej płaszczyźnie. Ale to dobrze. Tak powinno to wyglądać, ale przy mniejszej dawce emocji. Krytycy mi zaimponowali chęcią pisania tekstów i książek o komiksie. Co do autorów - niesamowite polskie komisy ukazały się w tym roku. Brawo! Najważniejsze, że mogą robić to co chcą i jak chcą, nie tak, jak chce ktoś inny.

Negatywy: Wydawcy / Autorzy / Krytycy.
Wydawcy wypuszczają nadal za mało autorów polskich. Ale pytanie brzmi, czy to ich wina, czy twórców? Może jest za mało autorów? Może za mało tworzą? Może to, co tworzą nie jest wystarczająco dobre? Kto wie… A może poszukuje się nie tych co trzeba? Na siłę, dla rzekomych „nowych środków wyrazu”. Może komiks w Polsce za bardzo zaczyna udawać sztukę współczesną, gdy jeszcze w ogóle nie stał się sztuką? Może to wina tego, że jest więcej krytyków niż twórców i powoli zamieniają się miejscami? Krytycy mówią to co maja robić twórcy, a twórcy krytykują innych twórców nie chcąc narazić się krytykom. Takie relacje burzą środowisko. Dzielą je i zatruwają zawiścią. 

Mateusz Skutnik (klik klik):

2013 to rok, w którym przyszedł Maszin i rozjechał wszystko.

"Maczużnik" Daniela Gutowskiego i Michała Rzecznika. Komiks tak upalny, jak sierpniowe popołudnie, tak ciężki jak filmy Lyncha i tak narysowany, że El Borbah Charlesa Burnsa się chowa. Podczas lektury trzeba się opędzać od komarów których w tym bagnie nie brakuje. Zrozumienie języka komiksu - to jedno. Zrozumienie celu koloru w komiksie, to zupełnie inna sprawa. Komiks to nie kolorowanka, w "Maczużniku" chłopaki dobrze o tym wiedzą, zastosowanie koloru w ramach konstrukcyjnych albumu świadczy o głębokim zrozumieniu medium. Jeżeli do tego dołożyć świadomość wydawniczą (coś, czego przyznam szczerze, mi brakuje), ogarnięcie sposobu wydania albumu, łącznie z najdrobniejszymi szczegółami edycji - innymi słowy - jeżeli widać twórcę nie tylko na kartach komiksu, ale również w sposobie wydania - to mamy mocnego kandydata do najlepszego komiksu roku. 

"Nieznany geniusz", Agnieszki Piksy i Mikołaja Tkacza. Komiks po prostu piękny. Jeżeli ktoś powie że rysunki są brzydkie - znaczy że nie rozumie czym jest komiks. Komiks nie jest rysunkami. To już drugi raz kiedy Kolekcja Maszina zaskoczyła mnie swoją odwagą i bezkompromisowością. Tutaj historia która toczy się w albumie idealnie pasuje do rysunków Piksy. Albo odwrotnie, Agnieszka idealnie dopasowała kreskę do historii. Pamiętacie ten wywiad w którym Grzegorz Rosiński mówił, że jak mu kazali malować abstrakcyjnie na studiach to malował tyłem i lewą ręką? No właśnie. 

A potem przyszedł Świdziński. 

"A niech cię, Tesla!" jego autorstwa to komiks w którym po obejrzeniu pierwszych sześciu stron dostajesz już obuchem przez łeb i tak już to leci do końca. To historia o małych, śmiesznych hipkach. Kilka kresek, ot, ludzik gotowy. W warstwie graficznej, ma się rozumieć. Bo w samym komiksie już tak prosto nie jest. Jest wręcz odwrotnie. Tesla jest mostem który łączy wysmakowaną grafikę "Maczużnika" z graficznym szaleństwem "Nieznanego Geniusza". Jest tym złotym, maszinowym środkiem, komiksem dobrym, mądrym i fachowo zbudowanym, a jednocześnie - komiksem o małych, śmiesznych hipkach. 

Tak więc - Maszin przyszedł w tym roku i pozamiatał. Wszystkie trzy komiksy trzeba koniecznie przeczytać. Prawdopodobnie w kolekcji Maszina ukazały się jeszcze inne komiksy, niestety przeczytałem tylko te trzy, i wszystkie trzy okazały się genialne. Można spokojnie powiedzieć, że maszinowcy wiedzą co robią. To widać. 

Jeszcze jedna rzecz, która zadziała się w tym roku. Stefaniec, który nie potrzebuje scenarzysty. Ukazały się dwa jego albumy, "Noir", napisany przez Łukasza Bogacza i "Ludzie którzy nie brudzą sobie rąk" - album który jest spin-offem "Noir", album, który Stefaniec napisał sobie sam. I okazuje się, że "Ludzie…" jest dwa razy lepszy od "Noir". Disclaimer: to tylko moja prywatna nic nie znacząca opinia. Stefaniec udowadnia, że może spokojnie tworzyć komiksy autorskie. Tak mi się nasunęło, że scenarzyści komiksowi to czasami tacy nurkowie z dawnych lat, z tymi ciężkimi żelaznymi butami, bańką na głowie i tak dalej. Nurkują w te głębiny komiksowego medium i wygrzebują na dnie co tam się nadarzyło. Stefaniec w tym medium czuje się jak ryba w wodzie. Swobodnie, bez skrępowania może popłynąć gdzie chce, poskubać co chce. I tak robi. 

Ja sobie i pozostałym komiksiarzom życzę w 2014, niech każdy z nas znajdzie jakąś łódkę i popłynie na te szerokie wody oceanu komiksowego. Może uda się dogonić ten jacht na którym maszinowcy już dawno popłynęli. Choć pewnie nie.

Daniel Gizicki (klik klik)

2013 upłynął mi bardzo szybko, bo po prostu miałem dużo pracy. Przygotowaliśmy pierwszy album z cyklu "Postapo" (rys. Krzysztof Małecki, wyd. Dolna Półka), pracowaliśmy z Basią Okrasą nad komiksem "Gilles McCabe", wydaliśmy "Festa" razem z ekipą z Województwa Śląskiego. Poza tym napisałem i ogarniałem trochę innych rzeczy - co wymagało ode mnie systematyczności i pracowitości (i o dziwo podołałem). A jako, że moja codzienna praca jest także absorbująca, jakoś tak mało czasu było na to i tamto. Dlatego, trudno mi robić podsumowania najlepszych komiksów wydanych w Polsce, bo po prostu jeszcze nie zdążyłem ich przeczytać. Bardzo podobało mi się "Fugazi" Marcina Podolca, który pokazał klasę po mieliźnie jaką było "Wszystko zajęte". Bardzo podobały mi się także obie główne imprezy komiksowe czyli FKW i MFKiG, bo to po prostu świetna okazja do spotkania się ze znajomymi, a przede wszystkim  z czytelnikami.

Nie podobały mi się natomiast różne wydarzenia. Czarny PR który urządzili sobie twórcy komiksu "Rycerz ciernistego krzewu" czy konkurs przy MFKiG na żenujący, narzucony przez sponsora temat. Dziwi mnie także, że żadne z polskich wydawnictw nie wydało jeszcze komiksów "naszych" wydanych za granicą - chodzi mi o Roberta Adlera i Marka Oleksickiego. Cieszę się natomiast z książki "Komiks w szponach miernoty" Jerzego Szyłaka, w której celnie i merytorycznie choć nie bez dozy uszczypliwości autor wypunktował nijakość naukową łódzkich sympozjów i kuriozalną teorię story artu. Wiele osób wskazuje na wagę przebudzenia się segmentu polskiego komiksu dla dzieci i być może mają rację. Nie wiem, nie interesuję się tym za bardzo. Podoba mi się kierunek w którym idzie dawna Komiksomania, podoba mi się komiks internetowy "Jagoda wolałaby nie zostać pożarta tej nocy". Fajnie, że Wydawnictwo Komiksowe ruszyło z serią "Dawny komiks polski" a Timof wziął się za publikację książek teoretycznych (Centrala też). Szkoda tylko, że to kolejny rok, w którym nie ukazało się trzecie "Na szybko spisane".

2013 był dobrym rokiem. Dlatego że wyszło "Postapo: Nienormalna normalność", które zebrało pozytywne recenzje i dobrze się sprzedało. Co dalej z tą serią? Pracujemy z Krzyśkiem Małeckim nad następnym tomem. Aktualnie napisany scenariusz obejmuje 3 rozdziały czyli mniej więcej jakieś 66 stron. Jeszcze trochę dopiszę, żeby objętościowo 2 tom był zbliżony do pierwszego. Ponadto planuję edycję cyfrową w kolorze i w różnych... (czytaj dalej na blogu Daniela)

9 komentarzy:

Mateusz Skutnik pisze...

"W pierwszej trójce zameldowali się Maciej Pałka, Wojciech Stefaniec, Mateusz Skutnik i Daniel Gizicki."

takiej trójki, jak ta czwórka to nie ma ani jednego.

Tomek pisze...

Oczywiście, kimże jestem żeby polemizować,panie Mateuszu, ale...
"Jeżeli ktoś powie że rysunki są brzydkie - znaczy że nie rozumie czym jest komiks." Czyli jak mniemam, 90 %czytelników komiksów na świecie nie wie, co czyta, optymistycznie zakładając, bo zbliżałbym się bardziej do pułapu 98 %. Ale,rozumiem, nie każdy musi być obdarzony tak głębokim artyzmem, żeby w tym...czymś dostrzec piękno. Jeszcze bardziej podoba mi się zdanie: "Komiks nie jest rysunkami." Więc czym? Film nie jest zatem obrazem, a książka tekstem? Jeśli komiks nie jest rysunkiem, to czym?

Mateusz Skutnik pisze...

A widzisz znowu zapomniałem tam dopisać że to tylko moja prywatna opinia.
Chodziło o to, że brzydkie rysunki nie są wyznacznikiem złego komiksu.
Komiks z brzydkimi rysunkami nadał może być dobry.
Ja dostrzegam piękno w tym komiksie, nie w tych rysunkach.
"Komiks nie jest rysunkami" - już śpięszę wyjaśnić.
Komiks jest opowieścią, która dzieje się pomiędzy rysunkami. Fabuła komiksu odgrywa się nie na kadrach, ale pomiędzy nimi. Kadry to tylko takie znaki przystankowe. Komiksu ani się nie czyta ani nie ogląda, komiks dzieje się pomiędzy. To trochę trudno tak na sucho wytłumaczyć.
Według mnie.

Jeżeli ten mój tekst z artykułu oderałeś jako bufonadę to pewnie dlatego że jestem bufonem, za co przepraszam.
Pozdrawiam, ms.

Tomek pisze...

A widzisz, to niedobrze, bo potem czuję się jak człowiek, który nie rozumie komiksów ;]

Nie odebrałem jako bufonady, po prostu te dwa elementy na mnie zadziałąły do tego stopnia, że musiałem je skomentować. Idealnie ujął to parę akapitów wcześniej Wojtek" Może komiks w Polsce za bardzo zaczyna udawać sztukę współczesną, gdy jeszcze w ogóle nie stał się sztuką?". Ciągłę promowanie takiego komiksu przez znanych ludzi komiksu powoduje coraz większą marginalizację tego medium w naszym kraju, tak sądzę. Bo taki komiks łatwiej zrobić, ale trudniej z nim do kogoś trafić. Tak sądzę po raz drugi ;]I nie ma mnie za co przepraszać.

Maciej Pałka pisze...

Jest taki stary dowcip:
- co kupimy Tomkowi na urodziny?
- może książkę?
- niee, książkę to on ma.

Nie wydaje mi się, czy rozwijająca się nisza komiksów innych niż "realistyczny mainstream" przekłada się na marginalizację komiksu w naszym kraju. Uważam, że jest wręcz przeciwnie. Są to rzeczy skierowane do innej grupy odbiorców. Komiksy z Wielkiej Kolekcji Komiksów Maszina nie zabierają czytelników z Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela. To są dwa zbiory, które w jakimś tam miejscu się przecinają.

Co do promowania "takich komiksów" to wystarczy zerknąć na różne podsumowania roku aby zobaczyć, że uznanie zdobyły przeróżne rzeczy: od Marvel Zombies przez komiksy dla dzieciaków po totalnie hermetyczne Przygody Nikogo.

Anonimowy pisze...

Dorabianie ideologii do po prostu słabych rysunków to kiepski parawan dla warsztatowych braków.

Mateusz Skutnik pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Mateusz Skutnik pisze...

"Ciągłę promowanie takiego komiksu przez znanych ludzi komiksu powoduje coraz większą marginalizację tego medium w naszym kraju, tak sądzę."

Ale ja nigdzie nie napisałem że to takie ooo artystyczne i wysoka sztuka. Wręcz przeciwnie. To komiks jest. Wydaje mi się że to całe gadanie o sztuce powinno odejść w cholerę, na co to komu. Ten komiks broni się (według mnie) jako komiks, nie jako sztuka na do datek nie daj boże galeryjna (tfu).

"Dorabianie ideologii do po prostu słabych rysunków to kiepski parawan dla warsztatowych braków."

Story of my life!

Anonimowy pisze...

dobrze ze sa miejsca w których czytelnicy o rożnych poglądach moga wymienić się opiniami nawet gdy jest to pierwsza trojka zlozona z czterech osob