czwartek, 28 czerwca 2012

#1065 - Bat-czwartki 04 : Fluorescent Adolescent ("Batman Forever")

W 1995 roku Backstreet Boys szturmowali listy przebojów ze swoim pierwszym singlem. Prym na rynku wydawniczym wiodły magazyny młodzieżowe, które prześcigały się w ilości drukowanych plakatów coraz to nowych idoli, których nazwisk dziś nikt już nie pamięta. Trafiały one na ściany pokoi nastolatków, wpisując się na stałe w krajobraz lat 90-tych. W tych samych kioskach, co "Popcorn", "Dziewczynę", czy "Bravo" można było również kupić komiksy z Batmanem wydawane przez TM-Semic. Zrządzeniem losu rok '95 był dla polskich fanów Mrocznego Rycerza szczególnie dramatyczny – Batman, postrach przestępców, największy detektyw świata, nikł w oczach w serii "Knightfall". Wkrótce mieliśmy zobaczyć go leżącego ze strzaskanym kręgosłupem w kałuży krwi. O ironio, w tym samym czasie na ekrany kin wszedł "Batman Forever".

Batman z filmu Joela Schumachera jest okazem zdrowia. Nie męczą go zawroty głowy, nie słania się na nogach z wyczerpania. W niczym nie przypomina swojego odpowiednika z kart komiksów, który jest bliski załamania nerwowego. W odróżnieniu od niego jest jeszcze młodzikiem, który ledwo co postawił pierwsze kroki w kostiumie nietoperza. Przypomina nastolatka u progu dojrzewania – jest zdezorientowany i zagubiony, obce są mu wybory, jakie niesie ze sobą dorosłe życie. W pierwszej kolejności musi skonfrontować się z samym sobą. Dopiero później przyjdzie pora na psychopatycznych osiłków.

W "Batmanie" Tima Burtona Wayne, zabijając Jokera w symboliczny sposób przecina pępowinę, która łączyła go z nieformalnym "ojcem". Mimo to jest wciąż dzieckiem, które do końca nie rozumie, konsekwencji swoich poczynań. Burton stawia go przed dylematem czy wieść normalne życie, czy poświęcić się walce z przestępczością, ale bohater nie jest jeszcze w stanie wybrać. W "Batmanie" udaje mu się uniknąć konfrontacji z samym sobą  – jako Batman pokonuje Jokera i zostaje zaakceptowany przez mieszkańców Gotham w roli obrońcy miasta; jako Wayne zdobywa serce Vicky Vale, która zgadza się dzielić życie z superbohaterem. Ta idylla nie trwa długo. W "Powrocie Batmana" bohater napomyka jedynie, że związek z blondwłosą dziennikarką się nie udał. Być może Vale miała dość życia z dużym dzieckiem? Wayne musi więc poszukać sobie nowej partnerki. Selina Kyle od razu przyciąga jego uwagę, ponieważ tak, jak on "bawi się" w przebieranki. Przy niej nie będzie musiał więcej udawać, ani ukrywać swoich neuroz. Kyle odrzuca jednak jego awanse, czym robi Wayne'owi przysługę. Ich związek opierałby się bowiem nie na akceptacji i wzajemnym zaufaniu, ale podobieństwie – oboje cierpią na rozszczepienie osobowości, oboje pragną zemścić się za swoje krzywdy. Wayne w dziecinny sposób chciał rozwiązać swój problem wiążąc się z kimś o identycznej osobowości. Jednym słowem, wybrał drogę na skróty. Wayne z "Batman Forever" jest już dojrzalszy i wie, że w ten sposób niczego nie osiągnie.
   
Bohater burtonowski był bardziej Batmanem, niż Wayne`em. W "Batman Forever" proporcje są bardziej wyrównane. Z początku bohater stara się wybrać między jednym, a drugim, ale ta droga prowadzi donikąd. Porzucając kostium Batmana nie pozbędzie się swojego wewnętrznego Nietoperza. Głód wrażeń, pragnienie walki jest w nim głęboko zakorzenione, znacznie głębiej niż trauma spowodowana śmiercią rodziców. Scenarzysta Akiva Goldsman idzie w ślady Franka Millera i powtarza za autorem "Powrotu Mrocznego Rycerza" diagnozę, według której ON był w Wayne'ie od dziecka, tragiczna śmierć rodziców tylko przyśpieszyła JEGO przyjście na świat.
   
W podświadomości bohatera zalęgło się przeświadczenie, że to on jest winien śmierci swoich rodziców i to każe mu co noc występować na ulicach Gotham w przebraniu Batmana. Ale w rzeczywistości prawda jest taka, że Wayne'owi taki tryb życia odpowiada. Lubi, wręcz lubuje się w gromieniu przestępców. Żyje zemstą, to utrzymuje go przy życiu. Śmierć Jokera nie przyniosła mu upragnionej ulgi. Wręcz przeciwnie. Wayne u Schumachera jest znacznie bardziej złożonym bohaterem, niż u Burtona, ale w istocie został obdarzony mentalnością przeciętnego nastolatka, który przeżywa piekło okresu dojrzewania.

W "Batmanie", na chwilę przed pierwszym pojawieniem się bohatera, dwóch złodziejaszków wymienia między sobą plotki o rzekomym pogromcy przestępców przebranym za nietoperza. Nikt nie wie, jak wygląda, a mimo to wszyscy się go boją. W "Batman Forever" bohatera nie otacza już tajemnica, gdy więc Robin poda się za Batmana nikt mu nie uwierzy. Przestępcy wiedzą jak wygląda prawdziwy Rycerz Gotham. Jest teraz gwiazdą.

W filmach Burtona obecność Batmana i jego przeciwników odstrasza ludzi. Gotham pustoszeje, stając się polem walki między zaprzysięgłymi wrogami. Batman, Joker, Pingwin są niczym bogowie z greckiego panteonu, którzy zstąpili na ziemię. Zwykli śmiertelnicy nie są godni ich oglądać. W "Batman Forever" przed budynkiem banku, w którym Two Face przetrzymuje zakładnika, zbiera się tłum gapiów. Gdy Batman pojawia się na miejscu, wpatrują się w niego jak urzeczeni. Wychowani przez media, domagają się spektaklu, rozrywki. Batman jest w ich oczach współczesnym gladiatorem, zakutym w lateksową zbroję. Z cichego introwertyka zmienił się w gwiazdora, symbol seksu. Batman z filmów Burtona był ikoną popkultury, w filmach Schumachera jest  idolem nastolatków – bohaterem na miarę czasów, w których prym będą wiedli Backstreet Boys, Spice Girls i Britney Spears.

3 komentarze:

Anonimowy pisze...

"które prześcigały się w ilości drukowanych plakatów coraz to nowych idoli, których nazwisk dziś nikt już nie pamięta."
"w filmach Schumachera jest idolem nastolatków – bohaterem na miarę czasów, w których prym będą wiedli Backstreet Boys, Spice Girls i Britney Spears."
no to pamiętamy tych idoli, czy nie?

ale poza tym całkiem porządny tekst...

m010ch pisze...

Może i porządny, ale nie na temat. To jest recenzja Batman Forever? Bo tekst składa się głównie z odniesień do Batmanów Burtona i wygląda jak wstęp do faktycznej recenzji, której już nie znalazłem :/

Kuba Oleksak pisze...

Moloch, wydaje mi się, że teksty Łukasza trudno nazwać recenzjami. Może dlatego, że oczekujesz od nich czegoś innego, nie dostajesz tego. Łukasz skupia się na analizie rozwoju postaci Batmana i trudno dziwić się jego odwołaniom do poprzedniego filmu, który przecież na bardzo długo zdefiniował postać Batmana, nie tylko w kinie. Tym bardziej, że Schumacher wyraźnie odżegnywał się od wizji Burtona i w takim kontekście "Forever" był przez Łukasz oglądany.