wtorek, 6 marca 2012

#0984 - Zaginienie w druku

Łukasz Mazur w znakomitym tekście „Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie” pisał o komiksach, które z różnych przyczyn, nigdy nie ujrzały światła dziennego. Pisał o niedokończonych projektach i pochowanych gdzieś w piwnicach szkicach, którym nigdy nie było dane trafić na sklepowe półki w formie kolorowego zeszytu. Uznałem, że temat ten jest na tyle obszerny, że warto podjąć go w kolejnym tekście, będącym niejako kontynuacją pracy, jakiej podjął się wtedy Łukasz.

Bezpośrednim impulsem do jego napisania był artykuł (część pierwsza i druga) zbierający pasujące do powyższego opisu przypadki, jaki ukazał się na serwisie CBR. Nie łudzę się nawet, że uda mi się wyczerpać temat. Wziąłem na warsztat ledwie kilka najciekawszych przypadków, za którymi kryją się ciekawe historie. A swoją wyliczankę zacznę od tych komiksów, którym od czasu publikacji tekstu Łukasza, udało się jednak ukazać. 

Doktor, który mógł zmienić historię komiksu

Choć wielu postawiło krzyżyk na „Batman: Odyssey”, Nealowi Adamsowi udało się samodzielnie zrealizować połowę z planowanej na dwanaście zeszytów autorskiej mini-serii. Na styczeń 2012 roku zaplanowana premierę 4 zeszytu drugiego woluminu. Warto wspomnieć, że komiks spotkał się z druzgoczącą krytyką wśród fanów. Po kilku latach również Frankowi Millerowi dał radę wreszcie skończyć „Holy Terror!”. Album, który został zapowiedziany w 2006, ukazał się nakładem Dark Horse Comics we wrześniu minionego roku. Jego fabuła pierwotnie miała opowiadać o Batmanie broniącym Gotham City przed atakiem terrorystów. Po rozstaniu z DC Comics Miller musiał zrezygnować z postaci Mrocznego Rycerza i zastąpić go bohaterem zwanym Fixer, ale fabularny kościeć i treść z grubsza pozostała taka sama. A jak już jesteśmy przy Batku i Millerze – już rok temu zapowiedziano, że w 2011 roku „All Star Batman & Robin, Boy Wonder”, przemianowane na „Dark Knight: The Boy Wonder”, zostanie dokończone. Ale od tamtego czasu w tym temacie panuje cisza, a Jim Lee, który był jednym z architektów rebootu DC, ma w co ręce włożyć. Nie spodziewałbym się dalszych postępów w tym temacie. Podobne rzecz ma się w przypadku pozostałych tytułów linii „All Star”, a więc tych z Batgirl (Geoffa Johnsa i J.G. Jonesa) i Wonder Woman (Adama Hughesa), które wydają się nie pasować do obecnej linii wydawniczej Dana DiDio. Choć Hughes pytany o Dianę zaprzecza, że jest martwa – znajduje się jedynie w głębokiej śpiączce, z minimalnymi szansami na przebudzenie.

A pozostając jeszcze przy Franku Millerze – obok wspomnianego już przez Łukasza projektu „Jesus”, dla Dark Horse Comics, mającym być wierną, inspirowaną tyleż Pismem Świętym, co podaniami historycznymi biografią Jezusa z Nazaretu, warto wspomnieć o innym zarzuconym komiksie, na którego realizację dziś nie ma już żadnych szans. W seriach Marvela z datą „luty 1981” na okładce pojawiła się zapowiedz, że stery w on-goingu „Doctor Strange” przejmą scenarzysta Roger Stern i właśnie Miller, który miałby się zająć ilustracjami. Stern po latach wspomina, że jego wspólna praca z jednym z największych współczesnych amerykańskich komiksiarzy przy Mistrzu Sztuk Mistycznych skończyła się jedynie na omówienie koncepcji tego, co chcieliby ze Strange`m zrobić i jednej okładce. W końcu Marshall Rogers został przydzielony Sternowi, a Miller pracując przy „Daredevilu” dołoży pierwszą cegiełkę do rewolucji komiksowej lat osiemdziesiątych. Ciekawe jakby dziś wyglądała historia amerykańskiego komiksu, gdyby wtedy zdecydował się na rysowanie Strange`a. Inny wspólny projekt spółki Stern/Miller, mini-seria z Nickiem Fury`m, nigdy nie wyszedł poza luźne rozmowy.

Strange`owi nie poszczęściło się z Millerem, nie poszczęściło się mu również z Harlanem Ellisonem. Kiedy w 2000 roku Joe Quesada przejął władzę w Marvelu zaczął szukać twórców spoza branży, których nazwiska przyciągałyby nowych czytelników. W kwietniu na WonderConie pojawiła się sensacyjna wiadomość, że Stranege`m zaopiekuje się Ellison i John Romita Jr. O współpracy z Domem Pomysłów ten znakomity pisarz science-fiction rozmawiał już wcześniej i przymierzał się do przejęcia „Silver Surfera”, ale ostatecznie miał opowiedzieć historię o śmiertelnej chorobie Dormammu, którego śmierć mogłaby przyczynić się do zagłady całego wszechświata. Strange musi ruszyć mu na ratunek. Niestety, szefostwo Marvela bardzo szybko zdementowało rewelacje młodszego Romity, który przedwcześnie wyskoczył z luźnym pomysłem, a do współpracy Domu Pomysłów z Ellisonem nigdy nie doszło.

Kino i telewizja vs. komiks

Kolejną, bardzo ciekawą komiksową historią alternatywną są losy Człowieka Pająka. W sierpniu 2002 roku Quesada w wywiadze dla magazynu „Cinescape” zapowiedział odświeżeni linii spider-komiksów. Kevin Smith i Terry Dodson mieli przejąć „Amazing Spider-Mana”, „Spider-Man” miał powędrować na ręce innego scenarzysty związanego z branżą filmową J. Micheala Straczynskiego i Johna Romity Jra, a Paul Jenkins i Humberto Ramos mieli dostać nowy tytuł. Dwie trzecie z tych planów dało się zrealizować – JMS wylądował ostatecznie w „Amazingu” i wywrócił życie Petera Parkera do góry nogami, a Jenkins i Ramos odwalili kawał dobrej roboty w „Spectacular Spider-Manie”. Skrypty Smitha do Pajęczaka może jeszcze kurzą się w jego szufladach, a być może jakaś ich cześć została wykorzystana w mini-serii „Spider-Man/Black Cat: The Evil That Men Do”, kolejnym nigdy nie ukończonym projekcie. Nieudane podejście do Spidera zaliczył również Jeph Loeb. Wraz z J. Scottem Campbellem, który w 2006 roku, jako jeden z najgorętszych rysowników podpisał ekskluzywny kontrakt z Marvelem, mieli przejąć któryś z spider-on-goingów w 2008. Potem zaczęła się huśtawka. Rok wcześniej projekt został skasowany, tylko po to aby powrócić w 2010. Niedawno Tom Brevoort zapewniał, że nad komiksem wciąż trwają prace, ciągle jest planowany, ale wciąż jest za wcześnie, aby mówić o jakichkolwiek konkretach. Nie wierzę, żeby tego Spider-Mana udało się dociągnąć do końca, podobnie, jak loebowe projekty z „kolorowego” cyklu – „Captain Amercia: White” i „ Iron-Man: Gold”. Loeb w tej chwili pracuje w telewizyjnym departamencie Domu Pomysłów i ma inne rzeczy na głowie.

Chociaż Straczynski zamknął swój run w „ASM” (choć nie bez pewnych problemów), ma na sumieniu kilka innych niedokończonych historii. „Superman” i „Wonder Woman” to dwa bardzo dobre przykłady rozpoczęcia dłuższej fabuły i zostawienia jej innemu scenarzyście/rysownikowi, aby zająć się innymi projektami (w tym przypadku rolę nowej zabawki odgrywa „Superman: Earth One”). Wciąż nie wiadomo, jaki los czeka „Samaritan X”, ogłoszonej w marcu powieści graficznej o pracy szpitala w Gotham City. JMS potwierdza, że nie zrezygnował z tego pomysłu, zajęty innymi rzeczami, nie mógł poświęcić „SX” odpowiednio dużo uwagi. Obiecuje, że już niedługo będzie o tym komiksie głośno. Kończąc wątek o związkach ze światem filmu trzeba jeszcze napisać o Bryanie Singerze. Ojciec sukcesu dwóch pierwszych części filmowych mutantów, po premierze sequela miał wraz z Danem Harrisem i Michealem Dougherty`m miał przejąć „Ultimate X-Men”, ale niestety pochłonęła go praca nad obrazem „Superman Returns”. Obecnie pomysł, po licznych zawirowaniach w ultimateverse, nie ma szans na realizację.

Złośliwość rzeczy martwych

Zaginione w druku komiksy zdarzają się nie tylko majorsom. Jednym z najciekawiej zapowiadających się projektów, na którego publikację wciąż istnieje szansa, jest „Everest: Facing The Goddess”. Dwunastoczęściowa seria miała być opatą na faktach opowieścią o zdobywaniu najwyższej góry świata. Wydawca, Oni Press, podczas Free Comic Book Day w 2004 roku opublikowało nawet kilka plansz, ale od tamtego czasu nabrało wody w usta. Autorzy tej serii, Greg Rucka i Scott Morse (ach, już widzę tej majestatyczne pejzaże dachu świata!), nie uważają sprawy za zamkniętą. Obaj spotkali się ostatnio na którymś z mniejszych konwentów i pomysł odżył. Czy uda się go skutecznie przenieść na papier?

W kategorii zapowiedzianych, ale opuszczonych skryptów prawdziwym rekordzistą jest jednak Warren Ellis. Trudno zliczyć ile pomysłów przeleciało przez jego głowę, ile pojawiło się w formie szkicu, a o ilu pojawiła się oficjalna informacja. Po częśc winna jeste temu awaria jego dysku twardego, przez którą w 2008 roku bezpowrotnie stracił kilka ze swoich scenariuszy. W cyfrowych odmętach na zawsze pogrążyła się kontynuacja powieści graficznej „Orbiter” pod tytułem „Stealth Tribes”. Komiks miał ukazać się pod koniec 2004 roku i po ciągłym odkładaniu daty premiery zwieńczonym rzeczoną awarię wypadł z planów Vertio. Ale Ellis i Colleen Doran zapewniają, że końcu ujrzy światło dzienne. Do lamusa odłożono „The Operation” dla Oni Press z rysunkmi Phila Hestera i Andego Parksa. Obszerny preview serii ukazał się „Oni Press Color Special 2002”, w którym zaprezentowano przygody grupy tajnych agentów na tropie spraw tyle paranormalnych, co dziwacznych i humorystycznych.Dla Image Comics Ellis miał przygotować scenariusz do sequela „J.U.D.G.E”, dzięki któremu Greg Horn przebił się do Marvela. Rysownik w 2000 roku zapewniał, że przygody Victorii Grace i jej radosnej bandy psychopatów miały być kontynuowane przez scenarzystę „Transmetropolitan” i „Planetary”. Z początku Horn był zachwycony tym, co wychodziło spod ręki Ellisa, ale komiks zwyczajnie zaginął w akcji i kompletnie nie wiadomo, co się z nim dzieje.

„Morning Dragons” był jednym z najwspanialszych pitchów, jakich dokonał Jim Valentino, szefujący ówcześnie Image Comics. Japonia, 1180 rok. Kiyimori, był kapłan, a obecnie samuraj przechadza się po swojej wiosce. Nagle, na tle zachodzącego słońca widzi sylwetki dwóch smoków zbliżających się do brzegu – to drakkary Wikingów… Brzmi nieźle, co? Niestety, perspektwa robienia stustronnicowej powieści graficznej ze Stevenem Lieberem na kiepskim kontrakcie nie uśmiechała się Ellisowi i zarzucił ten projekt. Natomiast w Avatarze miała wystartować seryjna antologia zatytułowana „Night Radio”, w której młodzi scenarzyści dostaliby możliwość pokazania swoich talentów i zaistnienia na rynku. Wśród jej autorów oprócz Ellisa padały również nazwiska Matta Fractiona i Antony`ego Johnstona. Był to grudzień 2001 roku i zanim cokolwiek w tym temacie się ruszyło, to Fractionowi i Johnstone`owi udało się przebić innymi drogami.

Na tą chwilę to wszystko, ale wcale nie mam zamiaru wcale podsumowywać tematu. Materiału jest jeszcze tyle, że bez problemu wystarczy na kolejny odcinek. I wcale nie są to jakieś resztki! Zapowiadane niedawno, bo w ledwie w 2009, „Multiversity” Granta Morrisona, wspólny komiks Matta Fractiona i Fabio Moona, nowa, godna XXI wieku wersja Kapitana Ameryki Chucka Dixona i Grega Landa. I wreszcie, prawdziwa wisienka na torcie - mini-seria z Punisherem i Nickiem Fury rysowana przez Jima Lee, kreską z najwcześniejszych dziewięćdziesiątych, zanim jeszcze przejął „Uncanny X-Men”. To jeszcze nie koniec…

8 komentarzy:

Marcin Zembrzuski pisze...

Scenariusze do kolejnych zeszytów Detektywa Fella też przepadły wraz z tą awarią dysku :(

Tomasz Bednarz pisze...

Ale Ellis akurat Fell ma zamiar dokończyć w przeciwieństwie do innych porzuconych komiksów. Już napisał #10.

Co do tekstu to drobna poprawka, JMS pisał przez chwilę Supermana, a nie Action. Wydaje mi się, też że chodziło tu mniej o zmianę zabawek, a bardziej o duże ego Straczyńskiego. Jego Superman i Wonder Woman były regularnie niszczone przez komiksową prasę. Te dziełka nie podobały się ani fanom, ani krytykom, a sprzedaż leciała na łeb na szyję.

Natomiast Multiversity będzie kiedy Quitely skończy rysować swoją część. Podobnież do wakacji powinien. Wtedy reszta rysowników ma zabrać się za swoje fragmenty. Broń Boże, żeby ten projekt zaginął!;P

Ogólnie też, tekst mi się podobał :D

Kuba Oleksak pisze...

Plask! Chodziło oczywiście o "S", a nie "AC".

Marcinie - Na szczęście PODOBNO skrypty do "Fella od jakiegoś czasu są już gotowe. I tylko nie wiem na co Ellis czeka...

Tomku - Chciałbym mieć Twoją wiarę w "Multiversity", bo strasznie jaram się tym komiksem, ale powiedzmy sobie szczerze - od czasu pojawienie się pierwszej grafiki promocyjnej i zapowiedzi ile już czasu minęło? Ja rozumiem, że ambitny projekt, ale na razie słabo to wygląda.

Tomasz Bednarz pisze...

Czekamy aż Templesmith zacznie rysować te Felle, bo na razie ma zapchany grafik.

Żadnych nowych rysunków z Multiversity nie ma, to prawda. Jednak Morrison ciągle jakieś nowe wiadomości przemyca w wywiadach. Quitely rysuje strażnikopodobne 'Pax Americana', Stewart Kapitana Marvela w 'Thunder World'. Historii ma być 9 i mają się łączyć tym, że postaci z różnych światów czytają o sobie nawzajem w komiksach. Natomiast pierwsza strona opowieści rozgrywającej się na nazistowskiej Ziemi to Hitler zaczytujący się Action Comics #1 siedząc na sedesie. Jedyny problem w tej chwili to ten gad Millar, który chce podprowadzić Quitely'ego do swojego projektu dla Image. Jednak Multiversity będzie w tym roku. No nie ma bata.

Kuba Oleksak pisze...

Hej, ale ja wiem, o czym mniej więcej będzie Multiversity i przypuszczam, że Morri też to wie, dlatego opowiada o nim w wywiadach. Rzecz w tym, że próźno tego komiksu wypatrywać w zapowiedziach DC, a o ile się nie mylę po raz pierwszy o nim usłyszliśmy wczesną wiosną 2009 (kwiecień? maj?).

Co do Quitely`ego to pewnie masz na myśli "Jupiter`s Children", które również zapowiada się bardzo smakowicie i w sumie podobnie. Też ma być epicko, a Millar reklamuje tą miniówę, jako swoje opus magnum, pińcet razy lepsze od "Ultimates"...

Tomasz Bednarz pisze...

Millar ma gadane, on każdy swój projekt reklamuje w ten sposób. Za 3-4 lata, kiedy już się ta mini-seria skończy, przekonamy się czy miał rację.

Sorry że się tak rozpędziłem z tym Multiversity :D Ale no naoczni świadkowie widzieli rysunki Quitely'ego, a Morrison od roku mówi, że wakacje 2012 to jest termin którego się teraz trzymają. I twierdzi, że to napisał w przeciwieństwie do 'mam pomysł a Didio już przelicza $$$' z San Diego 2009. Dużo bardziej zaginiona jest All-Star Wonder Woman o której Morrison opowiadał, ale daty nie podał żadnej.

Nie odbieraj tego proszę jakbym się kłócił albo spierał. Po prostu sam sobie dzielnie próbuję wmówić, że w końcu się uda. Chociaż już oczami wyobraźni widzę konwent San Diego w tym roku i uśmiechniętego Morrisona zapowiadającego Multiversity na 2013...

Kuba Oleksak pisze...

Ale ja tego wcale tak nie odbieram :)

Co do Millara to masz rację, a raczej wyniki sprzedaży jego komiksów mają potwierdzają tezę o jego złotych ustach, ale wśród tych kilku projektów, nad którymi pracuje, właśnie "Jupiter`s Children" zapowiadają się najciekawiej. A co z tego będzie, zobaczymy. To przecież Mark "Taste my evil dick" Millar, który od runu w "FF" niczego naprawdę dobrego nie napisał wg. mnie.

I hej, ja też czekam na "Multiversity", w przeciwieństwie pewnie do legiony Morrison-hejterów.

godai pisze...

Haters gonna hate.