niedziela, 31 lipca 2011
#820 - Komix-Express 99
napisał Kuba Oleksak o 17:00
Etykiety: Komix Express 7 x skomentowali
sobota, 30 lipca 2011
#819 - Trans-Atlantyk: San Diego Comic Con 2011 Special (cz.2)
napisał Kuba Oleksak o 18:40
Etykiety: podsumowanie, San Diego Comic Con, San Diego Comic Con 2011, Trans-Atlantyk 2 x skomentowali
piątek, 29 lipca 2011
#818 - Trans-Atlantyk: San Diego Comic Con 2011 Special (cz.1)

napisał Kuba Oleksak o 18:00
Etykiety: podsumowanie, San Diego Comic Con, San Diego Comic Con 2011, Trans-Atlantyk 0 x skomentowali
środa, 27 lipca 2011
#817 - Highschool of the Dead, tomik 1
W porównaniu do Kirkmana i jego "Trupów" podejście Daisuke Sato i Shouji Sato do klasycznego motywu jedzących ludzkie mięso nieumarłych jest biegunowo inne. Manga ich autorstwa to prawdziwa popkulturowa orgia ogranych schematów. Krwawa, rozerotyzowana, infantylna. Kpiąca sobie jakiegokolwiek umiaru. "Highschool of the Dead" utrzymane jest w młodzieżowej stylistyce (wszak to shonen!), a na kartach komiksu nie braknie trupiaków, samurajskich mieczy, skąpych mundurków szkolnych wypełnionych falującymi biustami, krótkich spódniczek, spod których prześwitują białe majteczki, ukazujące się oczom czytelnika podczas scen uciekania, walczenia, szukania schronienia. Czyli właściwie przy każdej możliwej okazji. A prawdziwym symbolem "HsotD" jest zombiak powoli wgryzający się obrośnięte tłuszczem mięso zlokalizowane w okolicach nad wyraz bujnie rozwiniętych partii piersiowych urodziwych licealistek.
Manga narysowana jest w nowoczesnym stylu – kreska Shouji Sato jest swobodna i pełna energii, a jednocześnie soczysta. Artyście, który swój warsztat doskonalił tworząc produkcje spod znaku hentai i dojinshi, nabierał biegłości w rysowaniu kobiecych krągłości, które w pełni możemy podziwiać w "HsotD". Niestety, kieszonkowy format nie pozwala moim starym oczom w pełni nasycić się oprawą wizualną - wszystko jest po prostu strasznie małe.
Aż dziw bierze, że nikt do tej pory nie wpadł na tak genialny w swojej prostocie pomysł połączenia zombiaków, delikatnej estetyki gore z erotyką w dopuszczalną dawką nagości dla przeciętnego nastolatka. Koncept zombie high school drama to przecież murowany hit, przy odrobinie promocji. I taki los spotkał właśnie "Highschool of the Dead". Cóż z tego, że komiks pełen jest seksistowskich stereotypów, jego przyszła fabuła pewnie zamknie się w klasycznym schemacie survival horroru (chyba, że scenarzysta będzie chciał czymś zaskoczyć i szykuje jakieś niespodzianki w kolejnych tomikach), a i ona nie jest tak ważna, jak pantsu, fan-serwis i rozwałka. Manga odwołuje się bezpośrednio do swojego modelowego odbiorcy, któremu do pełni szczęścia wystarczą cycki, posoka i postacie, z którymi będzie mógł się identyfikować. W pełni spełnia swoje eskapistyczne, rozrywkowe zadanie, będąc popkulturą w czystej, wręcz modelowej postaci.
napisał Kuba Oleksak o 08:00
Etykiety: Daisuke Sato, Japonia, lokalne, mainstream, manga, recenzja, Shouji Sato, Waneko 5 x skomentowali
wtorek, 26 lipca 2011
#816 - Hiroszima 1945. Bosonogi Gen, tom 1
Symbolem sprzeciwu wobec wojny jest ojciec Gena. Daikichi Nakaoka nie godzi się z zarządzeniami powszechnej mobilizacji, nakazem ślepej wiary w zwycięstwo i boskość cesarza. Nie boi się mówić o tym, co wielu dla własnego bezpieczeństwa woli po prostu przemilczeć. W swojej pacyfistycznej postawie, w swojej krytyce ówczesnej władzy jest nieugięty, czym ciągle sprowadza kłopoty na swoich bliskich. Naznaczonej piętnem zdrajców i prześladowanej przez lokalne władze rodzinie Nakaoka żyje się jeszcze ciężej, niż pozostałym. Ale to właśnie dzięki niezłomnej postawie i żelaznej woli wpojonej przez ojca Genowi uda się przeżyć po wybuchu.
Pierwotnie manga drukowana było w czasopiśmie "Shonen Jump" w latach 1973-1974. Do dziś jest to największy magazyn komiksowy przeznaczony dla młodych chłopców i nie można się dziwić, że "Bosonogi Gen" utrzymany jest w konwencji opowieści dla dzieci. Stąd slapstickowe żarty i groteskowa brutalność. Podczas lektury uderzający był rozdźwięk, pomiędzy nuklearnym dramatem, a zupełnie niepoważną, zahaczającą o infantylizm, formą. Drażniła mnie naiwność tego komiksu, tanie melodramatyczne efekty, humor godny szkolnego podwórka i wreszcie jego ideologiczna łopatologia, a z drugiej strony byłem pełen podziwu jak te dwa, skrajnie różne tendencje udało się pogodzić Keijiemu.
W polskim wydaniu zmieniono okładkę, zastępując autorską grafikę zdjęciem wybuchającego "Little Boy`a" nad japońskim miastem. Jak sądzę Waneko jeszcze mocniej chciało podkreślić poważny temat, jaki zajmuje Nakazawę Keijiego. Jestem nawet w stanie taki zabieg zrozumieć, w przeciwieństwie do modyfikowania tytułu mangi. Do oryginalnego "Hadashi no Gen" dodano przedrostek "Hiroszima 1945", przekraczając moim zdaniem cienką edytorską granicę tego, czego robić się nie powinno. Zamiast majstrować przy tytule warto było mocniej przyłożyć się do korekty i strony językowej utworu. W moim egzemplarzu trafił się również chochlik, który w druku dwukrotnie powtórzył finałową sekwencję. Właśnie, zakończenie – w amerykańskiej edycji pierwszy tom kończy się w zupełnie innym miejscu, niż polska wersja. Mam wrażenie, że te kilkadziesiąt stron z jakichś powodów nie zmieściły się w rodzimym wydaniu, a powinny. Scena poczęcia brata Gena na zgliszczach świata po atomowej apokalipsie w sposób naturalny dopełnia pierwszy akt, dopisując symboliczną kodę i tym samym diametralnie zmienia wymowę finału, którego brakuje w rodzimym wydaniu.
napisał Kuba Oleksak o 08:00
Etykiety: autobiografia, historyczny, Japonia, lokalne, manga, Nakazawa Keiji, recenzja, Waneko 0 x skomentowali
poniedziałek, 25 lipca 2011
#815 - Trzy palce
napisał Maciej Gierszewski o 08:00
Etykiety: Ameryka, humor, lokalne, recenzja, Rich Koslowsky, Timof i cisi wspólnicy 15 x skomentowali
niedziela, 24 lipca 2011
#814 -Trans-Atlantyk 147
napisał Kuba Oleksak o 14:06
Etykiety: Trans-Atlantyk 0 x skomentowali
#813 - Komix-Express 98
napisał Kuba Oleksak o 10:20
Etykiety: Komix Express 156 x skomentowali
czwartek, 21 lipca 2011
#812 - Uzumaki - Spirala
Motywem przewodnim niezwykłych wydarzeń dotykających małe senne miasteczko jest tytułowa spirala. Na początku zdaje się być obsesją, chorobą psychiczną, czymś, co trawi ludzi od wewnątrz... jednak dość szybko przybiera fizyczne kształty, w końcu zaczyna też wpływać na faunę i florę, a nawet na architekturę. Jeśli miałbym się skłaniać ku jakimś głębszym interpretacjom fabuły - co jednak wydaje mi się niepotrzebne - to powiedziałbym, że to komiks o przemianie, przeistoczeniu. Łączyłoby go to zresztą jeszcze mocniej z Burnsem i jego "Black Hole"... jednak epizodyczność i schematyczność, charakterystyczna dla mniej wyszukanych tworów, sytuuje go w trochę innym miejscu. Mimo, że "Uzumaki" to oczywiście komiks tożsamy z egzotyczną z pozoru mangą, to zdaje się być w odbiorze niezwykle łatwy i uniwersalny. Oprócz "kobiet-owadów" kojarzących się odrobinę z japońskimi demonami, nie dostrzegłem tu też szczególnych nawiązań do kultury Japonii. Mimo schematyczności, "Spirala" jest mniej osadzona w popkulturowych "strukturach", niż, dajmy na to - oparty w dużej mierze na cytacie - "Dylan Dog". Fabularnie jednak to rzecz do bólu pretekstowa, wulgarna w swej programowości, usprawiedliwiająca niedorzeczności konwencją i nie mająca aspiracji wykraczania poza gatunek - niemniej trzeba przyznać, że w kategoriach horroru jest niezwykle (jak na komiks) skuteczna i nie do końca bezwartościowa od strony artystycznej ...Dla mnie najciekawsze plastycznie momenty to te, w których spirala jest jeszcze chorobą duszy i w warstwie graficznej staje się pewnym łącznikiem z pracami malarzy, na których twórczości piętno odcisnęła choroba psychiczna (Van Gogh, Louis Wain, Munch)... Oprócz tego znajdziemy tu kilkukrotnie odwołania do różnych nurtów w sztuce: od ekspresjonizmu, przez impresjonizm, surrealizm, po secesję. Odwołania te - w późniejszych epizodach co prawda mniej widoczne, a pod koniec zastąpione przez powodujące wyobcowanie lovecraftowskie zagrywki z krajobrazem i architekturą - dość kontrastująco zostały połączone z typowym realistycznym mangowym rysunkiem. Autor posiłkuje się tymi na wskroś europejskimi i jakby wyrwanymi z innych epok stylistykami ( egzotycznymi już nawet nie tylko dla Japończyka, a dla "przeciętnego czytelnika") , gdy chce sportretować rzeczy - dla świata opisywanego - niezwykłe. Dym lecący z krematoriów jest jak niebo z "Krzyku" Muncha, złowieszcze grzyby przypominają secesyjne lampy, a wykręcane przez "chorobę spirali" oczy przywodzą na myśl "Psa andaluzyjskiego". Trzeba w tym miejscu wyraźnie zaznaczyć, że artyzm nie jest jednak celem nadrzędnym autora i owe stylistyki stanowią funkcje stricte użytkową!

napisał Krzysztof Ryszard Wojciechowski o 19:30
Etykiety: horror, Japonia, JPF, Junji Ito, lokalne, mainstream, manga, recenzja 13 x skomentowali
środa, 20 lipca 2011
#811 - CMP: Konstrukt #1-3


napisał Marcin Zembrzuski o 08:00
Etykiety: Czarna Materia Prezentuje, Jakub Kiyuc, lokalne, mainstream, Małgorzata Pomian, Polska 10 x skomentowali
wtorek, 19 lipca 2011
#810 - Wiedźmin: Racja stanu

napisał Kuba Oleksak o 11:00
Etykiety: adaptacja, Arkadiusz Klimek, Egmont, Komiksowe Hity, lokalne, Michał Gałek, Polska, recenzja, Łukasz Poller 13 x skomentowali





