środa, 19 października 2011

#882 - Człowiek bez Szyi

Parodiowanie ogranych do bólu motywów znanych z komiksów superbohaterskich to jeden z najbardziej eksploatowanych tematów, nie tylko w ojczyźnie komiksu. Polska, w której ubrani w kolorowe trykoty herosi panowali niepodzielnie na rynku jedynie przez dekadę, doczekała się kilku naprawdę znakomitych realizacji tego pomysłu – żeby wymienić tylko kultowego Wilq`a braci Minkiewiczów czy Orient-Mena Tadeusza Baranowskiego. Im więcej pojawia się tego typu pozycji, tym trudniej wymyślić coś świeżego, nowatorskiego i naprawdę ciekawego. A jak poradzili sobie autorzy „Człowieka bez Szyi”?

Przygody bezszyjnego superherosa to kolejna obok „Henryka Kaydana” czy „Konstruktu” seria stylizowany na poczciwe semikowe wydawnictwo, nawiązujące jednocześnie do amerykańskiego stylu publikowania kolorowych zeszytów. W komiksie znajdą się zatem strony klubowe, kolumna z listami od czytelników, fikcyjne zapowiedzi innych pozycji z uniwersum „CbSa”. Autorzy grają na sentymentach swoich czytelników, ale bez jakiegoś konkretnego celu i z zabawy formą edytorską nic nie wynika.

Wyświechtane opowiastki o superherosach momentami aż proszą się o szyderę, ale twórcy – Rafał Kołsut, autor niesławnego „Szramy”, wspomagany przez Adama Czernatowicza i oddział rysowników – idą po linii najmniejszego oporu. Podnoszą poziom patosu do absurdalnych poziomów, topią schemat w groteskowym przerysowaniu i uciekają się do bardzo tanich chwytów. Jeśli idzie o typ humoru to myślę, że adekwatnym byłoby zestawienie „CbS`a” z parodystycznym tonem „Kleszcza”, ale to jeszcze nie ta liga. „Człowiekowi bez Szyi” brakuje lekkości, polotu, większej oryginalności. Komiks pozbawiony jest charakteru – nie ma w nim krztyny finezji (jakkolwiek rozumianej), o formalnych fajerwerkach nie wspominając. Ot, to taki komiks, który robi się na nudnym wykładzie z kumplem obok.

Pierwszy zeszyt „Człowieka bez Szyi” ukazał się w dwóch odmianach. W wersji A swoje talenty pokazali Biram Ba i Kajetan Wykurz. Temu pierwszemu przypadło narysowania najciekawszej według mnie historii, czyli „Angielskiej roboty”, epatującej mocno brytyjskim humorem. Miał szansę błysnąć, ale nie do końca mu się to udało. Wydaje mi się, że Biram nie może zdecydować się w jakim kierunku rozwijać swoją kreskę – czy pójść w kierunku przerysowania, czy może próbować swoich sił stylistyce super-hero. Mocno cierpią na tym jego prace, a rezultat dodatkowo psują nieudolnie nałożone komputerowe efekty – Biramie, nie idźcie tą drogą! Na odwrót jest we „Włóknach grozy”, w których Wykurz pokazał, że może aspirować do ścisłej czołówki rodzimych cartoonistów. Ma wszystko, czego, potrzeba w komiksowych fachu – lekką rękę, wyczucie, fajne pomysły i solidny warsztat. Jeśli będzie rozwijał się w podobnym tempie to jeden, może dwa albumy dzielą go od najlepszych. Niestety, nawet jemu nie udało się uratować dość przeciętnego scenariusza.

W wersji B Jacka Kuziemskiego rastrowe zabawy bardzo szybko zaczynają irytować. O ile początek „Dusznej sprawy” może się podobać, to im dalej, tym gorzej. W rysunkach Tomasz Kwietnia jest jeszcze dużo amatorszczyzny, poczynając od wielkości dymków, przez kompozycję kadrów czy dynamikę (a raczej jej brak). Rysownika czeka jeszcze dużo pracy w doskonaleniu swoich komiksowych umiejętności. Jak zwykle kawał dobrej roboty odwalił Igor Wolski, który jest autorem kilkustronicowego originu herosa pozbawionego części ciała łączącej korpus z głową. Wolski przyzwyczaił mnie już do pewnego poziomu swoich rysunków i nie zwykł schodzić poniżej niego.

Generalnie pod względem oprawy graficznej komiks przedstawia średnie stany polskiej produkcji zinowej, wyjąwszy Wykurza (przede wszystkim!) i Wolskiego. Nie sądzę jednak, aby ktoś kupował te zeszyty dla zapierających w dech piersiach wizualiów. Szkoda zatem, że „Człowiek bez Szyi” nie broni się humorem, który powinien być atutem produkcji Kołsuta i Czernatowicza.

11 komentarzy:

Misiael pisze...

"idą po najmniejszej linii oporu."

Ała!

Maciej Pałka pisze...

A co z trzecim numerem? Jest lepiej czy ciągle tak słabo?

Anonimowy pisze...

Trzeciego nie czytałem, skoro pierwsze mi nie podpasowały. Ale np. Gordonowi dobrze zrobiły (tu powinien być link do Dziwnych Eonów, ale mi się nie chce wstawaiać :)

Kuba

Malvagio pisze...

No, fajnie, fajnie, pożrę Twoją duszę przy najbliższej okazji. Mniam. Mały apelik: NA LITOŚĆ NEPTUNA, dlaczego wszyscy uparli się, aby umniejszać mnie do roli jakiegoś tam przydupasa? (irytująca tendencja...). To, co teraz powiem może wydać się szokujące, ale... MAMY TAKI SAM WKŁAD W SCENARIUSZE (tu nagle zapada zmrok, uderza piorun, dzieci płaczą). No, jeden raz jest wyraźnie więcej Rafała, jeden raz mnie.

A do opisywania CBS-a (włącznie z trzecim numerem) należy używać słów typu "czadowa balanga!". O.

Maciej Pałka pisze...

Czadowa w rozumieniu CO2?

Malvagio pisze...

Nie, chodzi o Czad w Afryce Środkowej. Pani moja, jakie oni potrafią tam urządzać balangi, niezapomniane wrażenie. Meksyk po prostu.

Jerzy Gordon pisze...

Kuba: Dwa pierwsze mi się podobały*, ale w trzecim widać, że formuła się wyczerpała. Jako jednorazowy (dwuzeszytowy) żart to miało sens, ciągnięcie tego to przysłowiowe szturchanie trupa gumowym fiutem.

*a ty jesteś starym, zgorzkniałym dziadem, którego nic nie cieszy.

godai pisze...

Niewiele jest fajniejszych rzeczy, niż takie szturchanie. W każdym razie w kwestii komiksu polskiego ;)

Maciej Pałka pisze...

@Godai Jakie szturchanie? Wydanie opinii po lekturze?

arcz pisze...

Mnie się najbardziej podobał #3. Pierwsze dwa dobre, ale mam wrażenie, że ekipa potrzebowała trochę czasu na rozgrzewkę i trzeci numer jest już bardzo, bardzo. Czekam na więcej!

godai pisze...

@Maciej: nie, szturchanie trupa gumowym fiutem.