środa, 21 września 2011

#862 - Hellboy: Buster Oakley Gets His Wish

Osobiście cieszę się, że Mike Mignola właśnie uśmiercił swojego bohatera w "The Fury". Historia sensu żywota Hellboy'a, jego niepewnego udziału w Apokalipsie, od jakiegoś czasu przypominała mi telenowelę, męczącą chyba i samego autora. Wprawdzie ciągle była to rzecz ciekawa, nie schodząca poniżej pewnego poziomu, ale Mignola się tam zwyczajnie powtarzał, a komplikowanie opowieści  dawno już nie przyprawiało twarzy o wypieki. Przynajmniej nie mojej. Bo co za dużo, to nie zdrowo. Inaczej ma się jednak sprawa z one-shotami ze świata Piekielnego Chłopca.


Tam autora nic nie ogranicza - konwencje, gatunki czy okresy czasowe, w których toczy się akcja, może zmieniać jak rękawiczki. I tak też ciągle czyni, a niewątpliwa frajda, jaką przy tym ma, przechodzi na czytelnika podczas lektury. "Buster Oakley Gets His Wish" to kolejny - po świeżo nagrodzonym statuetką Eisnera "Double Feature of Evil" - dowód na to, że decyzja o skupieniu się już tylko na takich niezobowiązujących historyjkach jest decyzją jak najbardziej słuszną. Tak moim skromnym.

Hrabstwo Rooks w stanie Kansas, 1985 rok. Środkiem nocy grupka nastolatków pod przewodnictwem Bustera Oakleya odprawia satanistyczny rytuał. Mija 18 godzin. Pogrążona w rozpaczy kobieta robi na drutach, na ścianie za nią wiszą portrety krów. Jej mąż oprowadza w tym czasie Hellboya po swoim pastwisku opowiadając mu o regularnych zniknięciach jego bydła. Po chwili znajdują krowę przekrojoną na pół. A właściwie jedną z jej połówek. Gdy się ściemnia, bohater ponownie wyrusza na spacer po pastwisku, tym razem sam. Wkrótce natyka się na duchy krów. Gdy zaczynają muczeć, zapala się nad nim mocny strumień światła. Sekundę później zostaje porwany przez kosmitów.

Jak to ujął redaktor komiksu, Scott Allie, "Buster Oakley Gets His Wish" to być może najdziwniejsza opowieść w całej dotychczasowej historii Hellboy`a. Jeśli chodzi o te jego przygody, które miałem okazję poznać, to rzeczy bardziej popieprzonej wśród nich nie było. Mignola wraca tu do tego, co zdaje się kochać najbardziej - do rasowej pulpy. A właściwie to do ultra-pulpy. Całość jest strasznie groteskowa, początkowo opiera się na do bólu komicznych dialogach, następnie na ostrych punktach zwrotnych. Stężenie czarnego humoru i absurdu szybko powoduje, iż komiks zamienia się w slapstickową komedię. Miejscami kojarzyło mi się to nawet bardziej z najostrzejszymi dokonaniami Erica Powella, niż samego Mignoli. Co oczywiście nie jest żadnym zarzutem. "Buster Oakley..." to dowód na niezwykłą elastyczność twórcy Hellboy`a. I na to, że jego wyobraźnia nie zna żadnych granic.

Za całą oprawę wizualną - od rysunków przez tusz i kolory aż po liternictwo - odpowiedzialny jest Kevin Nowlan, znany choćby z serii "Superman vs. Aliens". Przyznam, że początkowo jego wyczyny nie za bardzo mi się tu podobały. Mało mroku, ładne kolory, "grzeczna kreska" - to mi do Hellboy`a pasowało, jak pięść do nosa. Ale już po lekturze byłem zachwycony. Właśnie ten "kreskówkowy" styl okazuje się tym, co do charakteru tej właśnie historii pasuje najbardziej. To w końcu rzecz bardzo umowna. Dla fanów klasy B, której to Mignola składa tu hołd, jest to pozycja obowiązkowa. Tęsknicie za horrorami science fiction z lat 50., które straszyły Was w dzieciństwie? "Buster Oakley Gets His Wish" to istny wehikuł czasu. Szalona rozrywka oferująca salwy śmiechu. Choć, jak na rzecz zaskakującą przystało, nie mogło skończyć się inaczej, niż nagłą zmianą tonacji. Ironia od zawsze była jedną z mocniejszych cech twórczości Mignoli. Tutaj przypomina, jak mocną.

3 komentarze:

tO mY: pisze...

No jak czytałem tę charakterystykę, to Zbir był pierwszą rzeczą, w której stronę moje skojarzenia powędrowały.

Marcin Zembrzuski pisze...

Znają się i lubią obaj panowie, może Mignola się zainspirował, tylko zapomniał wspomnieć;)

Anonimowy pisze...

Bardzo fajny txcik. Więcej o Mignoli i Hellboy`u poproszę, więcej!

Jacek