piątek, 26 sierpnia 2011

#842 - Corto Maltese: Etiopiki

"Corto Maltese" to jeden z tych tytułów, które znać trzeba. Seria autorstwa Hugo Pratta powszechnie uchodzi za jedno z najwybitniejszych komiksowych osiągnięć w światowej skali, ale – wstyd się przyznać – byłem bardzo długo niewrażliwy na literacko-marynistyczny urok pewnego zawiadiackiego poszukiwacza przygód. Za nic nie mogłem przekonać się do komiksu, bo jak miał zachwycać, skoro nie zachwycał? Ale, na swoje szczęście, przy okazji albumu "Etiopiki" przełamałem się. Ujrzałem i było mi dane. Wreszcie, nauczyłem się kochać "Corto".

"Etiopiki" to trzeci z kolei album wydany na polskim rynku, a piąty w ogóle traktujący o przygodach marynarza pozbawionego linii szczęścia na swojej dłoni. W przeciwieństwie do poprzednich albumów – "Ballady o słonych morzach" i "Na Syberii" – w "Etiopikach" zebrano cztery krótsze historie, w których Corto zapuszcza się na kontynent afrykański. Mają one mniejszy ciężar faktograficzny i historiozoficzny, a są bardziej uniwersalne. To wciąż opowieści o wielkiej przygodzie w egzotycznych krainach, w której odbija się ta prattowska ciekowość świata. Autor do przygodowej konwencji podchodzi z dystansem i szacunkiem. Jak zawsze unika sztampy, lubi łamać schematy, puścić oczko dla czytelnika. Jego opowieści pozbawiona są tego irytującego infantylizmu, a przy tym staroświeckie, w najlepszym tego słowa znaczeniu. Dalekie od przejażdżki filmowym rollercoasterem w guście "Piratów z Karaibów", czy nawet Kina Nowej Przygody w stylu "Indiany Jonesa".

Przypadkom Corto znacznie bliżej do książek jego ulubionych literatów, a więc Jacka Londona, Josepha Conrada, Hermana Melville`a czy Roberta L. Stevensona, nieco mniej do Tomasza Morusa od "Utopii". Ci którzy w młodości zaczytywali się Szklarskim, na wylot znają "Wyspę Skarbów" czy "Robinsona Crusoe" odkryją w komiksie Pratta nie tylko tego samego ducha przygody, ale zobaczą, że Corto dorósł wraz z nimi. W "Etiopikach" próżno szukać eskapizmu, typowego dla komiksowych przygodowych. Te cztery historie, choć pełne realizmu i niebanalnego humoru historie, nasycone są jakąś tajemniczą metafizyką. Da się w nich usłyszeć echa szekspiryzmu, szczególnie w zamiłowaniu bohaterów do przemocy, rozchwianiu emocjonalnym i ich przywiązaniu do zemsty. Pratt przemierzając wraz z Corto oceany i obce lądy tak naprawdę przygląda się temu dziwnemu zwierzęciu, jakim jest człowiek. I może to banalnie brzmi, ale przekonajcie się sami, jak sugestywnie i z pozoru mimochodem Prattowi udaje się dotknąć swojego czytelnika. Przypomnieć mu o tych "pytaniach przeklętych", o rzeczach najważniejszych, które zostają jeszcze w głowie długo po lekturze. To udaje się tylko największym…

… a niewątpliwe Hugo Pratt mistrzem komiksu jest i basta! Pewnie dzisiaj, album wydany w 1972 nie robi takiego wrażenia, jak te czterdzieści lat temu, ale to nie dlatego, że się zestarzał. Po prostu następcy Pratta z Frankiem Millerem na czele, garściami czerpali z jego dorobku. I bardzo sumiennie odrobili prattowskie lekcje. Jego swobodny sposób prowadzenie narracji, graficzny montaż kadrów czy metody budowania napięcia i oddawana emocji to są dzisiaj komiksowa norma. Jednak wciąż jego ekspresyjność, specyficzny surowy liryzm, którym subtelnie nasyca swoje ilustracje pozostają nie do podrobienia. Mam wielką słabość do klasycznego, komiksowego stylu Alexa Raymonda czy Miltona Caniffa, a Pratt w prostej linii jest spadkobiercą tej estetyki.

Nie wspomniałem jeszcze o unoszącym się nad "Etiopikami" nastroju nostalgii. O wyśmienitych, skrzących się humorem dialogach, fantastycznie nakreślonych bohaterach, o nieobecności Rasputina, o i wielu innych walorach "Corto Maltese". Pozostawiam wam przyjemność ich odkrywania.

9 komentarzy:

godai pisze...

A nie "Etiopiki"?

Krzysztof Ryszard Wojciechowski pisze...

:D

"Corto i Etiopki" to dobry tytuł na Pornola... aż chce się jednym tchem wymienić z Rocco w Polsce.

Krzysztof Ryszard Wojciechowski pisze...

... a wracając do tematu: to świetny oldskulowy komiks! Też polecam!

Swoją drogą zawsze wydawało mi się że prace Mignoli mają coś w sobie z kreski Pratta.

Marcin Zembrzuski pisze...

Tak szczerze, to przyznam, że tekst mi się nie do końca podoba (za dużo przymiotników i rzeczowników mających definiować jego cechy), ale z drugiej strony jest naprawdę bardzo zachęcający do zapoznania się z komiksem. Brzmi zajebiście.

Krzysztof Ryszard Wojciechowski pisze...

Marcin - wydaje mi się że dla ciebie to może być zbyt duży oldskul. Ale mogę się mylić. Równie dobrze możesz się w tym zakochać z miejsca... Jest tu masa cytatów a z racji tego, że to rzecz w duchu powieści przygodowej to można mówić przedsionku steampunka, do tego dochodzi masa autentycznych postaci wplątanych w przeróżne intrygi.

Ja sam mimo że podchodzę do Corto jak do ramoty, z dużym dystansem - pierwsze spotkanie z tą serią miałem nie do końca udane - to zawsze jestem mile zaskoczony...

Marcin Zembrzuski pisze...

To, co piszesz, brzmi wyłącznie zachęcająco;)

Krzysztof Ryszard Wojciechowski pisze...

No ale czasem gdzieś się tak nieprzyjemnie rozleci i jakoś tak przypomni że "to tylko stary komiks"... To chyba jest tak że czasem Pratt ma świetne pomysły i je marnuje, popada w naiwną gatunkowość która jest bardzo trudną do przełknięcia bo nie przystaje do świetnie przemyślanej reszty - tła historycznego itd. Tak zmarnował mającą niesamowity potencjał historię "Corto na Syberii".

Marcin Zembrzuski pisze...

W każdym razie przygody Corto trafiają właśnie na moją listę "a must have". Inna sprawa, że ta lista coraz dłuższa, a pieniądze dziwnym trafem nie mnożą się jak króliki.

Kuba Oleksak pisze...

Marci, przygodę z Corto warto zacząc od "Ballady", bo "Etiopki" to album dość nietypowo.

Trochę się na naszych kolorowych Anonimach zawiodłem, bo myślałem, że za tą wpadkę z "Etiopkami" poużywają sobie na mnie bardziej :)