sobota, 4 czerwca 2011

#773 - (R)ewolucji w DC Comics ciąg dalszy

Nikt nie potrafił dostrzec pierwszych znaków nowego. Wracający podczas "Brightest Day" do uniwersum DC Aquaman dostaje nowy miesięcznik pisany przez Geoffa Johnsa z rysunkami Ivana Reisa. Barry Allen, który ledwo co wrócił do roli Najszybszego Żyjącego Człowieka, zdążył pocieszyć się swoim własnym tytułem tylko przez dwanaście numerów. Oczywistym było, że status quo po "Flashpoint" ulegnie pewnym zmianom, ale nikt chyba nie spodziewał się, że będą one miały taką skalę. Inna sprawa, że redaktorzy i twórcy nawet nie zająknęli się, że te przetasowania będą częścią czegoś większego. Znacznie większego.

DC Comics wciąż wzbrania się przed terminem "reboot", który oznaczałby całkowicie nowy początek dla świata zamieszkałego przez Batmana, Supermana i resztę ferajny. Zamiast drugiego "Kryzysu na Nieskończonych Ziemiach" planowany jest "revamp" - głęboka rekonstrukacja, odnowienie i odremontowanie uniwersum DC. Na razie oficjalnie zaprezentowano pierwsze dziesięć nowych tytułów, które zapewne pojawią się w pierwszą wrześniową środę. Do zapowiedzianego już podczas Wonder-Conu "Aquamana" pisanego przez Geoffa Johnsa z rysunkami Ivana Reisa dołączy "Wonder Woman". Na początku wydawało się, że redaktorzy DC pozwolą, aby J. Micheal Straczynski wprowadził wojowniczą amazonkę w XXI wiek w swoim stylu, ale ostatecznie tytuł dostał się samemu Brianowi Azzarello, wspomaganego przez artystę Cliffa Chianga. I właściwie przyszły gość łódzkiego festiwalu to jedyny twórca z absolutnego topu wśród ostatnio ogłoszonych nazwisk.

Nowym on-goingiem "Flasha" zajmie się Francis Manapul, który będzie odpowiadał za oprawę wizualną, jak i za scenariusz, a asystował mu będzie Brian Buccellato. Niestety, informacje o tym, że Brian Clevinger, autor znakomitego "Atomic Robo" zabierze się za serię "Firestorm" okazały się nieprawdziwie. Nową serię z tym bohaterem będą tworzyć Ethan Van Sciver i Gail Simone, jako scenarzyści oraz Yildiray Cinar, który zajmie się rysunkami. Jest to niejako potwierdzenie tego, że Simone nie będzie pisała nowych "Birds of Prey". Inny z bohaterów przywróconych podczas "Najjaśniejszego Dnia", czyli Człowiek-Jastrząb będzie grał główne skrzypce w "The Savage Hawkman" autorstwa Tony`ego Daniela (skrypt) i Phillipa Tana (grafika). Na scenarzystę tego tytułu typowano natomiast Jamesa Robinsona.

"Green Arrowem" troskliwie zajmą się JT Krul i świetnie znany polskim czytelnikom Dan Jurgens, którzy wrócą do korzeni tej postaci. Olivier Queen znowu będzie ekscentrycznym milionerem, który w walce z przestępczym półświatkiem będzie korzystał z zielonego łuku i kołczana pełnego strzał. Jurgens również będzie trzymał pieczę nad "Justice League International", w czym dzielnie sekundował będzie mu Aaron Lopresti. Okładka pierwszego zeszytu każe przypuszczać, że w "nowym" DC znajdzie się jednak miejsce dla dwóch Batmanów. Krój nietoperzastej peleryny Mrocznego Rycerza z tego covera przypomina model, który obecnie nosi Dick Grayson. Sporym zaskoczeniem jest, że "Mr. Terrific" dostanie własny tytuł, którym zajmować się będą Eric Wallace i Roger Robinson. Nieco mniejszym - solowa seria z Kapitanem Atomem robiona przez Krula i Freddiego Williamsa II. Stawkę pierwszego rzutu zamyka "DC Universe Presents", zupełnie nowa seria, który skupi się na klikuczęściowych opowieściach przedstawiających bohaterów, którzy nie są na tyle popularni, by utrzymać własne tytuły. Pierwszą taką fabułą będzie historia z Deadmanem, którzy wcześniej przymierzany był do głównej roli w "Adventure Comics". Pisze Paul Jenkins, a rysuje Bernard Chang.

Opórcz tych tytułów, wśród pewniaków znajduje się rzecz jasna nowe wcielenie "Justice League" zawiadywane przez Geoffa Johnsa z rysunkami Jima Lee. Artyści z najwyższego mainstreamowego topu mają sprawić, że Liga Sprawiedliwości będzie czołowym tytułem w ofercie wydawnictwa i wywinduje serię na szczyt list przebojów. Oprócz tego Johns dalej będzie pisał "Green Lanterna", rysowanego przez Douga Mahnkego. Oprócz ukazywać się będą jeszcze trzy inne tytuły z Latarnikami. Do "Green Lantern Corps" powraca Peter Tomasi w towarzystwie Fernando Pasarina, a główne role w komiksie mają grać Guy Gardner i John Stewart. "Green Lantern: The New Guardians" będzie całkiem nowym tytułem, w którym pojawiać się będą reprezentanci wszystkich Korpusów pod przywództwem Kyle Raynora (?). Tony Bedard pisze, Tyler Kirkham rysuje. DC nie zapomniało również o zapowiedzianym nieco wcześniej "Red Lanterns" Petera Milligana i Eda Benesa. Wygląda na to, że jednak wszystkie ziemskie latarnie przetrwają "Flashpoint", czego nie można powiedzieć o serii "Green Lantern: Emerald Warriors".


Nadal nie wiadomo co z dwoma największymi ikonami DC Comics, Batmanem oraz Supermanen, i z ich miesięcznikami, "Action Comics" i "Detective Comics", które sukcesywanie zbliżały się do 1000 i 900 numeru. Wśród potencjalnych rysowników tego pierwszego tytułu wymienia się Ragsa Moralesa. Prawdopodobnie jeden z miesięczników Człowieka ze Stali powędruje w ręce Granta Morrisona, który w "All Star Supermanem" udowodnił, że świetnie "czuje" Kale Ela. Jeśli idzie o Mrocznego Rycerza to Jock i Greg Capullo zdażyli pochwalić się okładkami do nowych serii, a wśród scenarzystów pada nazwisko Duane`a Swierczynskiego. W rodzinie bat-tytułów z pewnością pojawi się "Batwoman", jeśli tylko J.H. Williams wyrobi się z pracą nad kolejnymi numerami - teoria o tym, że artysta umyślnie przeciągał pracę na swoim dziełem, aby zdążyć akurat na restart uniwersum, wydają mi się całkiem sensowna. Powrócić ma również "Nightwing", choć nie wiadomo, czy w tej roli nie wystąpi trzeci z Cudownych Chłopców, Tim Drake, w zastępstwie za Dicka. Największe zmiany mają dotknąć jednak Barbarę Gordon, która ma powrócić do roli "Batgirl"! Byłaby pierwsza, tak radykalna zmiana w continuity, być może wykreślająca "Killing Joke" z kanonu i stawiająca przyszłość serii "Birds of Prey", w której Barbara wciela się w Oracle, pod wielkim znakiem zapytania.

Pojawiły się również plotki, że kilka marek z imprintu Wildstorm może dostać swoją kolejną szansę. Wymienia się "Wild C.A.T.S.", "Authority", "Gen 13", a także... "Griftera". Dużo zamieszania było wokół nowego wcielenia "Teen Titans". Najpierw mieli być pisani przez Fabiana Niciezę, lecz później okazało się, że w tej roli pojawi się jednak Scott Lobdell. Niemal pewnym jest, że inna super-grupa, "Justice Society of America", również dostanie swój miesięcznik, ale prawdopodbnie bez Marca Guggenheima na pokładzie. Legion Superbohaterów ma również mieć swoje miejsce w uniwersum DC, a ich on-going łączony jest z nazwiskami Dana Abnetta i Andy`ego Lanninga. "OMAC" Scotta Kolinsa, "Vigilante" Darwyna Cooke`a? To na razie tylko spekulacje. Prawdopodobnie 13 czerwca ekipa Dana DiDio dostarczy jeszcze więcej informacji o zmianach w swojej ofercie i przypuszczam, że będą one dotyczyły Człowieka ze Stali i Mrocznego Rycerza. Natomiast na dzień dzisiejszy zarys nowego DCU wygląda mniej więcej tak...

22 komentarze:

Anonimowy pisze...

Azzarello to jedyny twórca z absolutnego topu? HAHA, dla mnie to jest on najsłabszym ogniwem, superhero to on pisać nie umie, zresztą nigdy jego komiksów nie lubiłem.

Anonimowy pisze...

Oleksak ma niestety irytującą skłonność do tego typu sformułowań tak więc nie przejmuj się zbytnio szanowny Anonimie.

A przy okazji proponuję w wolnej chwili zapoznać się z twórczością m.in. Krula, znacznie bardziej kreatywnego scenarzystę niż Azzarello.

Pozdrawiam

Lokus pisze...

Prosiłbym o jakieś źródło do tych plotek dotyczących powrotu tytułów z Wildstorm. Z góry dziękuję

Kuba Oleksak pisze...

http://www.bleedingcool.com/2011/06/01/dc-relaunch-wildstorm/

Kuba Oleksak pisze...

Pierwszy Anonimie - twórca, który stworzył "100 Naboi", rzecz momentami wybitną, zjadającą na śniadanie 90% superbohaterskiej papki, z jedną statuetką i kilkoma nominacjami, który pisał "Batmana", "Supermana" czy "Hellblazera" nie jest autorem z poziomu Vaughana, Rucki czy Ellisa? Ja rozumiem, że można nie lubić jego komiksów, ale fakt pozostaje faktem.

Drugi anonimie - JT Krul? Naprawdę? A w czym żeś ten niemal anonimowy twórca pokazał się w branży? Jakie nagrody zebrał? W czym jest bardziej kreatywny od Azza?

Misiael pisze...

http://twitter.com/#!/TomBrevoort/status/75697850104815616

godai pisze...

Akurat Batman Azzarello był taki se. Bardzo taki se.

Anonimowy pisze...

"A w czym żeś ten niemal anonimowy twórca pokazał się w branży?"

Kubo drogi, redaktorze przesławny; to że pewne zjawiska jak też i twórcy komiksu zaoceanicznego są Ci nieznani nie oznacza, że uprawnia Cie to do formułowania niesprawiedliwych tez. Zresztą na Krulu, który przebojem wdarł się na amerykański rynek, rzecz się nie kończy. Rozumiem, że w Twoim znawczym mniemaniu dorobek tego typu nuworyszy jak Jim Lee, Geoff Johns, Ethan Van Sciver, Tony Daniel, James Robinson, Peter Tomasi czy Paul Jankins nie zasługuje na dowartościowanie. Ok; rozumiem; niemniej świadczy to o Twojej kompleksowej nieznajmości amerykańskiego rynku.

Sugerowałbym również wstrzemięźliwowść w formułowaniu stwierdzeń typu: "superbohaterska papka" zwłaszcza, że sam Azzarello deklaruje się z uwielbieniem dla tej konwencji.

Kuba Oleksak pisze...

Z tego co wiem i co pamiętam, Azz wspominał, że uwielbia komiksową pulpę, która zajmuje się na łamach "First Wave" z wychodzi mu to co najmniej dobrze. Kolejna rzecz po stronie plusów. Ej zaraz, to jak z tym Krulem jest? Bo na razie nic nie napisałeś...

Być może nie znam się na rynku amerykańskim tak dobrze, jak bym chciał. Nie mam dostępu do wszystkich pozycji, z którymi chciałbym się zapoznać, często muszę się ograniczać tylko do stron przykładowych i do internetowych recenzji. Cóż, zwyczajnie mnie na nie nie stać :/

I co do Twojej niesamowicie elokwentnej tyrady, popartej licznymi argumentami - Johnsa i Lee w to nie mieszaj, bowiem cytat do którego się odwołujesz dotyczy tylko tych twórców, którzy zostali ogłoszeni ostatnio. Niespecjalnie mnie przekonałeś. Tomasi? Tony Daniel? Van Sciver? Ty tak na serio? Jeśli dla Ciebie Ci twórcy to wyższa półka mainstreamowego komiksu amerykańskiego to trudno mi z takim poglądem dyskutować. James Robinson? Ten od "Justice League: Cry for Justice" i najbardziej żenującego runu w JLA od dobrych kilkudziesięciu lat?

Wyjątkiem jest Paul Jenkins,który miał kilka naprawdę mocnych momentów ("Sentry", "Origin", "Inhumans") i ma naprawdę bogatą bibliografię, której nie musi się wstydzić. Ale dawno nie zrobił czegoś naprawdę dobrego.

Dalej czekam na jakieś sensowne argumenty do, jak przypuszczam, bezkrytycznego fana DC, który nie ma zbyt wiele styczności z innymi zjawiskami na komiksowej scenie.

Anonimowy pisze...

Powiedzmy sobie szczerze - "First Wave" miało ogromny potencjał i sam pomysł był naprawdę świetny. Gorzej niestety z samą miniserią "startową" której jakość fabularna oceniana jest zazwyczaj - wbrew Twojej opinii - jako poniżej średniej. Czy wychodzi mu to dobrze? Nie jestem pewien... Tym bardziej, że los tej inicjatywy jest już zdaje się przesądzony.

Zainteresowanym dotychczasowym dorobkiem J.T. Krula warto polecieć m.in. "Blackest Night: Titans" bardzo korzystnie wyróżniający się na tle całej oferty DC Comics w 2009 roku. Zanim parskniesz śmiechem drogi Kubo, zechciej wpierw zapoznać się recenzjami tego tytułu. Jak również "The Rise of Arsenal". Fakt, że w Twym mniemaniu tytuły te zaliczają się według Twej przenikliwej terminologi do "superbohaterskiej papki" nie oznacza, że są pozycjami nie godnymi uwagi.

Kontynuując: tak, ten James Robinson, który oprócz wspominanych "wpadek" (w końcu który z twórców nie miewa spadku formy?) ma również na koncie tak nic nie znaczące tytuł jak "Starman". Przypomnijmy, że z definicji planowany na krótką metę miesięcznik doczekał się "tylko" 84 odcinków trwając na niełatwym rynku bagatela siedem lat... Ponadto doczekał się spin-offu w postaci "JSA" (a przy okazji "Hawkmana") za sprawą którego zaśniedziali herosi Złotej Ery urośli do rangi najpopularniejszej grupy DC Comics.

O reszcie wspominanych autorów (np. Tomasi i jego wyróżniające się dokonania na łamach "Green Lantern Corps") wspominać nie będę, bo jak sam wspominałeś "nie znasz się na rynku, nie masz dostępu, korzystasz ze stron przykładowych" etc. I jest to dla mnie w pełni zrozumiałe biorąc pod uwagę rozległą ofertę amerykańskich wydawców. Pytanie tylko po co w takim razie formułujesz tak jednoznaczne opinie o autorach, których dokonań nie znasz? Mało to profesjonalne i jakby trochę nie fair... Tym samym strzelasz sobie samobója jako osoba parająca się komiksową publicystyką tracąc na wiarygodności.

Twierdzeniem, że dany autor dawno już nie napisał nic wartego uwagi w zasadzie dyskwalifikuje również Azzarello (a tym samy Twoją tezę), bo jemu również nie przytrafiło się ostatnimi czasy nic godnego uwagi.

Być może istotnie nie mam "zbyt wiele styczności z innymi zjawiskami na komiksowej scenie". Przypominam jednak, że tekst do którego się odniosłem dotyczył właśnie DC Comics.

godai pisze...

Dwa miliony much... Czy coś.

Ej, Kuba, czy ja jestem już etatowym trollem Kolorowych?

Lokus pisze...

Ja z kolei się zgodzę po trochu i z Kubą i z irytującym anonimem.

Po pierwsze: owszem, Azzarello nie ma ręki do pisania komiksów z superbohaterami. Zarówno First Wave jak i chociażby Deathblow v2 dla Wildstormu to moim zdaniem żenada nieprzeciętna, ale i tak to wciąż scenarzysta topowy.

Po drugie: "Rozumiem, że w Twoim znawczym mniemaniu dorobek tego typu nuworyszy jak Jim Lee, Geoff Johns, Ethan Van Sciver, Tony Daniel, James Robinson, Peter Tomasi czy Paul Jankins nie zasługuje na dowartościowanie."
Fatalny dobór nazwisk, bo akurat każdy (no, oprócz Tomasiego) ma krótszy lub dłuższy, ale jednak gorszy okres. Robinson ma już taki od 3 lat zresztą...

Ale nie o tym mowa. Jasne że dorobek tych panów zasługuje na uznanie, ale pisać że Robinson jest dobry, bo "kiedyś coś tam napisał co długo trwało". Jest to kompletnie bez sensu. Claremont i Loeb też kiedyś pisali wiele wspaniałych komiksów, ale TU I TERAZ obaj są fatalni.

Po trzecie: J.T. Krul owszem jest ciekawą postacią, ale nie można nie zauważyć, że po Rise & Fall nie napisał NIC, co by mogło tę historię przebić. BN: Titans czy obecne serie Teen Titans i Green Arrow i wcale nie wznoszą się ponad zwykłą przeciętność. Zwłaszcza wspomniana przez anonima miniseria z Tytanami, która owszem, była mocnym ogniwem, ale bardzo słabego Blackest Night.

Anonimowy pisze...

Podążając Twoją jak dla mnie lekko zwichrowaną logiką Lokusie rozumiem, że do grona trzeciorzędnych autorów należałoby zaliczyć również Johna Byrne'a, Franka Millera czy Granta Morrisona (a pewnie też i Jacka Kirby)...

Być może tak się sprawy mają na Ziemi-50. Tutaj raczej zwykło się doceniać twórców nie tylko za tu i teraz, ale również za ich wcześniejsze dokonania - np. Robinsona za sprawą którego popularność zyskali herosi, którym nikt już jej nie wróżył.

Krulowi dajmy jeszcze czas. Jak na twórcę o względnie młodym wieku już dał się poznać jako wybijający się scenarzysta. osobiście wiele obiecuję sobie po jego serii z Captainem Atomem.

Kuba Oleksak pisze...

Szanowny Anonimie, z którym jak sądzę prowadzę dyskusję - uwielbiam rozmowy, w których schodzimy na kompetencje swojego intelektualne swojego oponenta, o strzelaniu samobój i pisaniu tylko po to, żeby dosrać, posługując się najtańszym wydaniem erystyki, którą w taniej książce można kupić za kilka złotych, a nie rozmawiamy o tym, w czym rzecz.

Tak, nie widzę nic złego w przyznaniu się do tego, że nie mogę spytać wszystkiego i polegam na opinii tych, którzy się znają. Skoro np. Kuba Koisz, Rich Johnstone, chłopaki z Robot 6 piszą (na przykład) że Azza "First Wave jest dobre to prędzej uwierzę im, niż panu anonimowemu. O zaraz, na Worlds Collide już piszą, że WW wg Azz jest 3 najbardziej oczekiwanym tytułem revampu.

Face the fact - 90% komiksów superbohaterskich to papka niemożebna, którą ledwo da się znieść.Może dla Ciebie, jako fana DC, sądząc po Twoim wpisach, jest inaczej, ale nie zmienia to faktu, że tak po prostu jest.

I wracając do meritum - odpisując mi tak, że skoro nie znam rynku, to nie jestem godzien Twojej mądrości. Fantastyczny argument! Podobnie, jak ten, że Krul jest znacznie bardziej kreatywnym twórcą (co to ma do rzeczy?), a Tomasi się "wyróźnia". Coś nie dużo treści, jak na takiej wielkości komentarz.

To, że Twoim zdaniem ktoś pisze lepiej, jest bardziej kreatywny, jest fajniejszy nie ma żadnego znaczeni, bo Azz jest wciąż gorącym nazwiskiem na komiksowym rynku, któremu daje się mini-serię z Jokerem, podczas największej koniunktury na tego bohatera, którego zaprasza się do najciekawszego projektu DC ostatnich lat (Wendsdey Comics), bi zaproponował swoją wizję Batmana, którego się team-upeje z Jimem Lee, żeby pisał Supermana (i zrobił to całkiem dobrze!), któremu powierza się zrevampowanie pulpowej linii super-hero, który ma na koncie liczne nominacje do Eisnera...

To są fakty. Niezależne czy się komuś podoba, czy nie pisanie Azza. Niezależne od tego, czy pisze "fajnie", czy "nie fajnie", to twórca ze świecznika.

Godai - przyznam, że nie rozumiem...

Kuba Oleksak pisze...

Tfu, nie mini z Jokerem, tylko OGN.

Anonimowy pisze...

Kubo drogi

Komentarz nie wynikł z chęci dosrania komukolwiek. Jako czytelnik bloga/serwisu, który zwykłeś prowadzić zwróciłem uwagę na powtarzającą się w Twoich spisach tendencję do formułowania zbyt dalece uogólniających (a tym samym nieprawdziwych)sądów. Zwłaszcza w zagadnieniach w których zdajesz się posiadać niepełną wiedzę. Potraktuj to jako „vox populi….” i nie najeżaj się.

Recenzje z pewnością warto czytywać, ale nie ma co przesadzać z bezkrytycznym dowierzaniem ich autorom. Np. gdybym kierował się recenzją „Thora: Wikingów” Twojego autorstwa bądź też Chudego z KZ pewnie nigdy nie sięgnąłbym po ten komiks. A szkoda, bo to fajna rzecz. Tak więc sam widzisz jak to czasem bywa…

Jeszcze na koniec: skąd tak szczegółowe dane co do domniemanej papkowatości komiksów superbohaterskich? Aż tyle tego przeczytałeś? Osobiście bałbym się formułowania tak odważnych sądów. Wybacz, ale stwierdzenia typu „tak po prostu jest” nie przekonują mnie.

Kuba Oleksak pisze...

No to fajnie, że tak sympatycznie przedstawiłeś swoje stanowisko. A teraz - odniesiesz się merytorycznie do mojego "dalece uogólniającego" sformułowania? Bo na razie napisałeś,że nie bo nie i się nie zgadzasz.

Wiesz, udowadnianie, że super-hero to nie papka w 90% to jak udowadnianie, że za katastrofą Smoleńską nie stało Imperium.

Co do moich kompetencji w temacie super-hero, to uch, no nie wiem co mam powiedzieć po prostu...

Anonimowy pisze...

Spróbuję podążyć Twoim tokiem myślenia.

Rozumiem, że jeśli scenarzyście nie "przytrafi" się wybitny tytuł w ciągu np. trzech lat (jak np. wspominany Robinson) to Twoim zdaniem jego pozycja ulega degradacji? W takim razie musielibyśmy pożegnać z grona "rezydentów świecznika" również Azzarello. Od dawna nie napisał nic wybijającego się (świetny pomysł z "First Wave" niestety nie wystarczył). "Loveless" to średniak i do tego zakończony prędzej niż zapowiadano. "Joker" zbierał korzystne oceny jedynie ze względu na warstwę graficzną Bormejo. Scenariusz oceniono już znacznie mniej przychylnie. Czym w takim razie wyróżnił się w ostatnich latach ten scenarzysta, który od zdaje się odcinać kupony od "100 naboi"? Nie dostrzegam nic co miałoby szansę kandydować do miana tytułu wybitnego. Dlatego właśnie uważam że Twoja teza jest kompletnie chybiona.


Wracając na moment do zarzutu papkowatości: dokładnie ten sam "argument" można zarzucić komiksom japońskim, frankofońskim, rumuńskim, czy polskim. Pewnie dlatego, że dzieła wybitne zdarzają się nieco rzadziej niż przeciętne. Biorąc pod uwagę skalę amerykańskiego rynku i tak trafia się sporo perełek.

Kuba Oleksak pisze...

Dalej nie rozumiesz.

Ja mógłbym napisać, że wszystkie skrytykowane pozycje to dzieła wybitne i świetne komiksy.

Ale nie o to chodzi.

Z mojej strony kompletny EOT, skoro kompletnie nie rozumiesz, o co mi chodzi.

Anonimowy pisze...

Wybitnie merytorycznie Kubo...

Podsumowując proponuję na przyszłość unikać upraszczających sądów.

Pozdrawiam

Lokus pisze...

"Podążając Twoją jak dla mnie lekko zwichrowaną logiką Lokusie rozumiem, że do grona trzeciorzędnych autorów należałoby zaliczyć również Johna Byrne'a, Franka Millera czy Granta Morrisona (a pewnie też i Jacka Kirby)..."
Nadinterpretujesz niestety. Napisałem tak a nie inaczej, bo uważam że wielkość danego scenarzysty czy rysownika trzeba mierzyć całością jego osiągnięć. I tak jak Loeb i Claremont napisali wiele doskonałych komiksów, tak ich ostatnie osiągnięcia nieco burzą tę legendę. Zresztą nie tylko ja to zauważam, bo obu ich Marvel ostatnio pogonił.

Wracając do Robinsona. Nie umiem nazwać go chociaż dobrym scenarzystą, skoro ma on w swoim dorobku JEDEN dobry tytuł. Przyznaje że Starmana nie czytałem i wierzę Ci na słowo, że jest to pozycja ciekawa. Ale niestety wiem jaki szajs scenarzysta ten uprawia w obecnym JLA czy jak robił to w takich tytułach jak JL: Cry for Justice, Action Comics, BN: Superman, BN: JSA, a ze starszych WildCATS v1 (1994), Cable (1997) czy żenująco słaby Shade (1997).

I chociażby dlatego uważam go za scenarzystę słabszego niż Briana Azzarello, który ostatnimi miesiącami nie porywa swoją pracą, ale też czytając jego komiksy nie trzeba walić głową w stół ze zrezygnowaniem.

Anonimowy pisze...

Lokusie, na pewno nie brakuje Ci ciekawych lektur, ale mimo wszystko w wolnej chwili warto zapoznać się z "JSA" Robinsona. Tytuł powstawał co prawda przed dekadą (czyli według hierarchii Kuby Oleksaka ten fakt dyskwalifikuje tego autora spośród grona wybitnych scenarzystów), ale nic nie stracił ze swej jakości. Oczywiście jeśli nie ma się nic przeciwko superbohaterskiej "papce"...