czwartek, 3 lutego 2011

#686 - Rok 2010 okiem wydawców

Podobnie jak w roku ubiegłym do podsumowania ubiegłych dwunastu miesięcy zaprosiliśmy rodzimych wydawców. Swoje wrażenia przedstawił nam Radosław Bolałek z Hanami, Szymon Holcman z Kultury Gniewu, Tomasz Pastuszka zajmujący się magazynem Karton, Paweł Timofiejuk z timof comics/Mroja Press oraz Robert Zaręba ze Strefy Komiksu. I podobnie jak w roku ubiegłym chcieliśmy nieco pomóc naszym wydawcom i przedstawiliśmy kilka pytań/zagadnień/rejonów, które nas najbardziej interesowały:
1. Komiksowe wrażenia z roku 2010.
2. Jak wypadł miniony rok dla Twojego wydawnictwa, w porównaniu z planami na 2010?
3. Najlepszy komiks Twojego wydawnictwa w 2010 roku to...
4. Największe nadzieje na 2011 rok Twoje wydawnictwo wiąże z...
5. Jak to właściwie jest z tym kryzysem?
Oto jak odpowiadali nasi goście (kolejność alfabetyczna):
1. Pod względem wydawniczym rok nie był wyjątkowy, był zwyczajnie bardzo dobry. Od kilku lat my, wydawcy przyzwyczajamy polskiego odbiorcę do wysokiej jakości publikacji. Tu niestety pojawia się problem, bo tytuły, które zagranicą uznawane są za bardzo dobre, u nas to są "przeciętniaki" lub wręcz "słabizny". Powtarzam się (bo mówiłem o tym niejednokrotnie), ale w Polsce sporadycznie wydaje się tytuły mniej niż "dobre". Ostatnio pracowałem przy międzynarodowej publikacji "1001 komiksów, które musisz przeczytać przed śmiercią" i bardzo dużo z listy tych komiksów mamy już wydane w Polsce, co jest pewnego rodzaju świadectwem, że jest nieźle. Problem polega na tym, że część z tych pozycji została przez tak zwane "portale branżowe" uznana za tytuły słabe i niejednokrotnie łapałem się za głowę czytając recenzje (ale do tego już się chyba przyzwyczailiśmy). Pod względem imprez, kolejny rozwojowy rok. Tu nie ma co się rozpisywać - z roku na rok jest lepiej. Dla wydawców - kolejny trudny rok, ale o tym później...

2. Plan minimum wykonany. Udało się rozpocząć inwazję na Czechy. W sumie wydaliśmy więcej tytułów niż rok temu. Pod względem ilości wydanych tytułów utrzymaliśmy 4 pozycję w rankingu wydawnictw (po Egmoncie, JPFie i timof comics). Żałujemy, że w Polsce nie rozwinęliśmy się bardziej, ale nie nastawialiśmy się na to, więc niezgodności z planem nie ma.

3. Nie lubię tego pytania, bo nigdy nie wiem jak na nie odpowiedzieć. Zawsze jest kilka obsypanych nagrodami tytułów, które nasuwają się jako pierwsze. Dla mnie jednym z wybitnych dzieł z naszej stajni jest "Pitu pitu". Wiele osób od razu pokochało ten dwutomowy zbiorek (druga część już w lutym) krótkich historii, inni ominęli go szerokim łukiem, ze względu na opinie, że nowele w nim zawarte są zbyt japońskie i hermetyczne. Nie jest to prawdą. Opowieści te są zwyczajnie oniryczne i naładowane abstrakcyjnym humorem. Fakt, bazują na japońskim folklorze, ale dla samych Japończyków większość z tych wierzeń jest nieznana, więc każdy może się nimi cieszyć. Sam autor nie zakładał, że do obioru będzie wymagana znajomość podań. Do tego dochodzi fenomenalna kreska, której próbki można było już zobaczyć w antologii "Japonia...".

4. Tym, że mimo podwyżek cen, ilość klientów nadal będzie rosła. A do tego ostatnie niedobitki, które twierdzą, że manga to zło i kicz, przekonają się, iż komiksy Made in Japan mogą być równie dobre (o ile nie lepsze) niż te zrobione w Europie czy w Stanach.

5. Kryzys jest, ale to nie jest coś, co pojawiło się znikąd. Może powiem, jak to było u nas... Pierwszy pełen rok - wiadomo, że jest trudno bo jest pierwszy. W drugim złoty poleciał na łeb, na szyję przez co koszty materiałów wzrosły niemożebnie (np. Jeny z poniżej 2 zł, skoczyły do prawie 4 zł!). W trzecim nagle skoczyły ceny papieru (ze względu na trzęsienie ziemi w Chile, gdzie są fabryki celulozy - to się nazywa globalizacja!). A teraz VAT... Co rok myślimy - "ten rok jest wyjątkowo trudny, za rok będzie już lżej", ale tak nie jest. W międzyczasie pojawiło się słowo klucz - "kryzys". Każde wydawnictwo komiksowe dostało w kość, gdy pojawiał się każdy z tych czynników, ale to ich kumulacja sprawiła, że dobrze nie jest. Do tego dwa odwieczne problemy - dystrybucja i piractwo. W wypadku pierwszego dwoimy się i troimy, żeby nasze pozycje były jak najszerzej dostępne, ale 90% nie jest zależne od nas. Natomiast piractwo jest inną kwestią. Tutaj nie wystarczy, żeby zniknęły nielegalne komiksy z sieci. To podniosłoby sprzedaż w stopniu minimalnym, ale wystarczającym do ustabilizowania się rynku. Część osób nastawiłoby się na inne formy rozrywki z nielegalnych źródeł. Dopiero całkowite zlikwidowanie piractwa (w co nie wierzę) lub znaczne jego ograniczenie spowodowałoby realną walkę o pieniądze, które ludzie wydają na kulturę lub po prostu na spędzanie wolnego czasu. Co więcej, dałoby to możliwość przyciągnięcia większej ilości osób na imprezy komiksowe.

1. Mieszane. A żeby się specjalnie nie rozpisywać – w 2010, a szczególnie jego drugiej połowie – czułem się, jak uczestnik balu na Titanicu. Pięknego balu. Ze znakomitą orkiestrą, w fantastycznym towarzystwie i drinkami gratis (no, tego elementu nie było niestety w nadmiarze; a może inaczej: tego elementu nigdy nie ma w nadmiarze). Ale poszycie statku już rozorane, woda wdziera się na pokład i za chwilę trzeba będzie się w popłochu ładować do szalup. I po tym wspaniałym balu, okazałym Titanicu zostaną właśnie te smutne pojedyncze szalupy ciskane morskimi wodami raz w tę, a raz w tę. Ale żeby było jasne – nie być na tym balu to grzech!

2. Zrobiliśmy mniej niż było w planach. A z części rzeczy musieliśmy zrezygnować, przełożyć, opóźnić, itp. Ale też zrobiliśmy tyle, że patrząc na to teraz, z pewnego niewielkiego czasowego dystansu, to jestem bardzo zadowolony. Mogło być naprawdę dużo gorzej.

3. Nienawidzę takich pytań. I z tej złości odpowiem, tak jak zawsze – kochamy wszystkie nasze komiksy. Naprawdę. Ślepą rodzicielską miłością. I tu wymieniam wszystkie tytuły, które wydaliśmy w 2010.

4. Z tym, że to zatonięcie Titanica, to tylko zły sen wynikający z potwornego przejedzenia się i opicia na cudownym balu. I zaraz wszystko wróci do normy. Komiksy będą wjeżdżały tysiącami do sklepów i wynoszone stamtąd będą przez szczęśliwych klientów (oczywiście po uregulowaniu rachunku przy kasie!). I będą to małe sklepy, duże sieci, komiksy kupione w e-handlu i ze "szczęk" pod dworcem oraz w kioskach. Bardzo byśmy sobie tego życzyli.

A tak poważnie, to mam taką nadzieję, że ta proza życia okaże się na tyle nieuciążliwa, że dalej będzie nam się chciało to wszystko robić. I że będziemy mogli to robić. Tyle i aż tyle.

5. Powyżej było trochę poezji. To teraz konkrety. Z tym kryzysem to jest tak, że od ponad roku hurtownia, która dostarcza nasze komiksy do Empiku albo wcale nam nie płaci za sprzedane egzemplarze, albo płaci w ratach. Ich dług wobec nas przekroczył już granicę przyzwoitości. Zostaliśmy postawieni przed dylematem, czy dawać im kolejne nasze pozycje i kredytować ich działalność, czy rozwiązać tę sprawę, licząc się z nieobecnością w największej sieci handlującej dobrami kultury.

Nie mamy teraz ani należących się nam pieniędzy, ani nowego komiksu w Empiku, ale też dług – który dopóki go nie odzyskamy jest dla nas pieniędzmi wyrzuconymi w błoto – nie rośnie. W pozostałych punktach sprzedaży wiele przez ostatnie lata się nie zmieniło. Jest w porządku. I jak na 38 milionowy kraj nie jest w porządku.

Co będzie dalej? Nie mam bladego pojęcia. Może się okazać, że bez Empiku cała ta zabawa w wydawanie komiksów nie ma sensu, nie kalkuluje się po prostu (byłoby to bardzo, bardzo smutne). Wtedy pewnie powiemy sobie "dość", bo nie bawi nas wydawanie w 300 egzemplarzach. Bo wtedy wydawnictwo przestaje być potrzebne, autorzy sami powinni sobie wydawać komiksy i sprzedawać je na rozmaitych imprezach i w sieci. A może jednak ta hurtownie zacznie z powrotem normalnie płacić i nie będzie strachu oddawać im komiksów?

1. Rok 2010 udowodnił, że chęci promowania i wydawania komiksów znacznie przerastają możliwości zaangażowania się w to ludzi zainteresowanych. Zdecydowana większość osób wychodzi z założenia, że krytykowanie działań tych nielicznych "coś robiących" jest wystarczającą pracą w kierunku poprawy sytuacji. Wizerunkowo najaktywniejsi okazują się ludzie, którzy nie potrafią wstać od komputera i przestać stukać przypadkowe klawisze. Skutecznie przesłaniają tych, którzy coś faktycznie robią. W tym miejscu chciałbym podkreślić "cichych bohaterów" minionego roku: Michała Słomkę, Bogdana Ruksztełło i Radka Bolałka (w duecie) oraz Andrzeja Janickiego, którzy aktywnie robią coś w temacie promocji komiksu. Jak i rysowników, którzy zazwyczaj skutecznie offline rysują komiksy. A to trochę ginący gatunek. Tu wskazanie moje pada na Januarego Misiaka, który mnie bardzo pozytywnie zaskoczył objawiając się z komiksem "Siedem tygodni".

2. Plany zawsze stawiamy przed sobą jak najbardziej optymistyczne i nie wszystkie udało się zrealizować niestety. Ale fakt pojawiania się kolejnych numerów i przezwyciężenie niezależnych od nas przeszkadzajek napawa optymizmem. Udało się wystartować z pierwszym zeszycikiem około-kartonowym ("Ratman") i okazał się to strzał w dziesiątkę.

3. Poza "Kartonem" wydaliśmy tylko "Ratmana". Na naszą niewielką skalę okazał się bestsellerem wymagającym dodruków. Jest to niebywały sukces, gdy udaje się ograniczonymi możliwościami dystrybucyjnymi upłynnić cały nakład dorównujący innym "profesjonalnym" wydawnictwom. Tym bardziej, że w związku z problemami jakie nas spotkały w drugiej połowie minionego roku, zeszyt ten nie trafił nawet do sklepiku na naszej stronie, gdzie zazwyczaj sprzedawaliśmy najwięcej naszych komiksów.
Oczywiście też dumą napawa nas każdy kolejny numer Kartonu. Bystre oko zauważy, że jakościowo jest tendencja zwyżkowa.

4. Nie mamy nadziei tylko plany. Plan, aby ożywić się w internecie, z czym ostatnio mieliśmy trochę problemów. Idąc za ciosem, planujemy odpalić porządny sklep z Kartonowymi publikacjami.

5. Dokładnie to jest tak, że kryzys ekonomiczny się kończy (chwilowe przyspieszenie jest zauważalne na rynku). Zwiększa się zatrudnienie i co raz więcej osób będzie pracować zamiast rysować, czy wydawać komiksy. To trochę tak autotematycznie. Od grudnia mój czas, jaki jestem w stanie poświęcić komiksowi, skurczył się do godzin między 22:00 a 7:00, gdy jestem w domu. Jeśli jeszcze kilku innych aktywnych komiksiarzy także "wchłonie babilon", kryzys komiksowy będziemy mieć pełną gębą. Brzmi trochę jak żart, ale tak nie jest. Ubiegły rok aktywnie starałem się udzielać w środowisku komiksowym i kończyłem go mocno pod kreską. Na szczęście w przypadku Kartonu jest sprawna ekipa, i nawet jeśli osobiście nie mam dostatecznie czasu i możliwości aktywnie się udzielać, ten projekt trwa i się rozwija (ukłony dla Piotrka Nowackiego).
Rysowanie komiksów to w większości przypadków duża frajda i to się raczej nie zmieni.
Wydawanie i promowanie komiksów to w większości przypadków męczący i niewdzięczny wolontariat.

1. Mijający rok w polskim komiksie zaznaczył się spadkiem ilości wydawanych tytułów. Ukazało się ich mniej więcej tyle ile w 2005 roku, ale nie jest to jeszcze zapewne koniec spadków, gdyż lata 2011 i 2012 przyniosą powrót rynku do stanu z lat 2006-2007. Oczywiście tylko jeśli największy wydawca – Egmont, postanowi dalej pozostać w tej piaskownicy. Tak, piaskownicy, bo właśnie takie wrażenia pozostawia po sobie rok 2010. Spada liczba tytułów, ukazują się głównie te lepsze, a coś wobec czego bezzasadnie używa się pojęcia "środowisko" wciąż pozostaje przy swoich przyzwyczajeniach – narzekania na wszystko w kółko bezustannie. Prowadzi to do postrzegania tego roku jako bardzo słabego. Pomimo wielu interesujących imprez i bardzo udanych komiksów, w dyskursie pozostało wrażenie, że rok jak to rok, był nijaki i minął nijako. Cóż wrażenie pozostanie po nim takie, co widać już po zachowaniach i wypowiedziach wielu osób zaangażowanych w działania na tym poletku, że może nie warto się wysilać. Ogólnie wygląda na to, że mamy rok przemęczenia komiksem.

2. Ubiegły rok odstaje tym od planów założonych przed nim, że nie udało się zrealizować tych projektów, które utknęły, albo z powodów nieukończenia komiksów przez autorów – "Wrota Alicji", "Dom żałoby 8", albo z powodów bardzo powolnych działań zagranicznych partnerów – "Lost Girls", "Strefa bezpieczeństwa Goražde". Na chwilę obecną jest szansa, że wszystkie te tytuły ukażą się w końcu w tym roku. Założeniem była realizacja około 20 pozycji i to się udało. Nie udało się jednak powiększyć oferty, gdyż widać wyraźne osłabienie dynamiki na rynku oraz zmalała docieralność z tytułami do czytelników niekomiksowych, w wyniku działań największej sieci sprzedaży Empiku, która uznała, że w supermarkecie kultury nie ma za wiele miejsca dla wielu dziedzin kultury (nie tylko komiksu).

3. To bardzo trudne pytanie. Bo naprawdę trudno wybrać ten jeden, czy też po jednym dla imprintu. Ale spróbujmy. "Dziennik podróżny", dlatego że nie jest to stricte komiks tylko travelogue i wydając go nie zakładałem sukcesu, właśnie z powodu odmienności od standardowego wyobrażenia o komiksie. Natomiast jest to rzecz, która w doskonały sposób pokazuje potencjał tkwiący w komiksie jako dziedzinie sztuki. W Mroji natomiast są to 5. "Rewolucje", gdyż doskonale ukazują to, że z polskim komiksem można pokazać się na świecie i znajdą się ludzie, którzy go kupią.

4. Jako że jesteśmy realistami to nie żyjemy nadziejami. Zakładamy jednak, że nastąpi w końcu stabilizacja i w tym roku uda się dotrzeć z komiksem do umysłów ludzi zarządzających w sieciach księgarskich, że jednak warto go mieć u siebie. Liczymy na to, że uda się nam zrealizować parę projektów komiksowych, w tym i kilka dosyć dużych m.in. "Lost Girls".

5. Kryzys na polskim rynku już raczej się skończył, to co obecnie obserwujemy to zbieranie się rynku po nim. Niestety czkawką kryzysu okazało się ograniczenie przez sieci handlowe sprzedające kulturę oferty, uprymitownienie jej i zawężenie głównie do dóbr środka. Do tego dochodzą zatory w płatnościach, które w 2010 roku znacznie urosły. Efektem tego jest zmniejszanie oferty przez wielu wydawców i producentów kultury, a to sprawia, że oferta ta kierowana jest coraz bardziej do zamkniętych środowisk fanowskich – w tym wypadku komiksu. A to oznacza, że jak się nie odwróci trendu, to kryzys nas dopiero czeka… za kilka lat.

W 2010 roku wydaliśmy 4 komiksy, co jest znacznym wzrostem w stosunku do 2009 roku, kiedy to w ramach "Strefy Komiksu" ukazały się tylko trzy albumy. W 2010 roku udało nam się utrzymać niskie ceny naszych komiksów, zaś ich średnia sprzedaż nie odbiegała od tej z lat poprzednich. Wygląda więc na to, że kryzys na rynku komiksowym szczęśliwie nas ominął (bądź też jest mocno przereklamowany), a to dzięki stałej liczbie czytelników, którzy w miarę regularnie kupują nasze komiksy. Jest ich wystarczająco dużo, byśmy dalej działali i wydawali komiksy czarno-białe, ale zbyt mało, aby opłacało się drukować albumy w full kolorze.

W ubiegłym roku wydaliśmy kilka wyjątkowych albumów. Mocnym otwarciem była antologia autorska Artura Chochowskiego, jednego z najzdolniejszych polskich rysowników, podsumowująca jego dotychczasowe twórcze dokonania na polu komiksu.

Kolejną pozycją była wzbogacona o dodatkowe plansze reedycja "Laleczek" Macieja Pałki, To klimatyczna, posapokaliptyczna opowieść będąca szczytowym komiksowym osiągnięciem lubelskiego twórcy.

Końcówka roku zaowocowała dwoma albumami narysowanymi przez Zygmunta Similaka: trzecią częścią "Triumwiratu" oraz drugą autobiografii, pt. "W ciemiu gwiazdy". Zarówno "Triumwirat" (pierwsza od wielu lat ukończona polska seria komiksowa) jak i "W cieniu gwiazdy" (najprawdopodobniej ostatnia część autobiografii Zygmunta Similaka) zamykają pewien etap w działalności łódzkiego twórcy.

Co nas czeka w tym roku?

Najważniejszym wydarzeniem nadchodzących miesięcy będzie zakończenie prac i wydanie na wiosnę dwóch pierwszych albumów wielotomowej sagi science-fiction "Exodus", komiksu rysowanego przez Jacka Brodnickiego na potrzeby "Magazynu Fantastycznego". Na Komiksową Warszawę planujemy druk drugiej części "Mroku", którego pierwszy tom autorstwa Nikodema Cabały, rozszedł się w rekordowym dla "Strefy Komiksu" nakładzie. Tym razem obok Nikodema w komiksie wystąpią: Artur Chochowski, Zygmunt Similak oraz Tomasz Kleszcz. Latem ukażą się dwa komiksy historyczne Zygmunta Similaka: "Zawisza Czarny" i "Bitwa pod Grunwaldem". Na jesień planujemy drugą część "Gwiezdnych bezdroży" (czytelnicy "Magazynu Fantastycznego" mieli już okazję zapoznać się z dwunastostronicowym shortem z tego albumu, pt.: "Jestem Błąd, James Błąd"). Tym razem w roli rysownika Ryszarda Dąbrowskiego zastąpi Zygmunt Similak.

3 komentarze:

repek pisze...

Ciekawy głos na koniec [?] długiego maratonu podsumowań w necie i poza.

Pozostaje mieć te same nadzieje, co wydawcy. Będzie dobrze. :)

I kupujcie ludzie, kurde, komiksy. :D

Anonimowy pisze...

Ciekawe co dalej z Komiksową Warszawą i PSK w ogóle...

M. Sledzinski pisze...

Ja tam mam Komiksową Warszawę codziennie:) Ale chciałbym bardzo, bardzo, żeby bibka się odbyła.