Daniel Gizicki: Ejno, ale z komiksów wyżyć się nie da (chyba, że się jest Raczkowskim), a z tymi konkursami to... Panie! To by trzeba każdy konkurs wygrywać! A tu albo jakieś dziwaczne ograniczenia albo "niezbyt kompetentni jurorzy", albo tematy jakieś takie, no dla mnie przynajmniej mało atrakcyjne. Te wszystkie konkursy organizowane przez urzędy miejskie i inne instytucje z księżyca dla nas komiksiarzy, to moim zdaniem moda. I wkrótce przeminie.
RW: Dlaczego uważasz, że przeminie? To znaczy ja widzę w ich działaniu podobny schemat. W znakomitej większości konkursy organizowane przez instytucje są konkursami na konkretny temat. Prace te mają w tym momencie pewne przeznaczenie edukacyjne, jak w konkursie ekonomicznym FOR czy niedawnym podkarpackiego urzędu marszałkowskiego. Organizatorzy konkursu sięgają po komiks jako medium z prostej przyczyny - uznają tę formę za atrakcyjną i wyjątkowo przystępną dla odbiorców, szczególnie tych młodszych. Jest tutaj takie pewne upupianie komiksu jako sztuki, przyznaję.
DG: Upupianie to określenie z taką piękną tradycją... Uważam, że przeminie, bo się znudzi organizatorom. To nie są miłośnicy komiksu, którzy chcą pomagać w propagowaniu tego medium czy dać możliwość do "dorobienia sobie" autorom. Być może się mylę, ale ja to widzę tak: w pokoju w urzędzie marszałkowskim/miejskim/whatever gdzie jest komórka odpowiedzialna za tego typu inicjatywy, siedzi sobie pani Hania i pan Michał i w roku 2010 wymyślili konkurs na komiks, a w 2011 stwierdzą "dobra, komiksy mieliśmy w zeszłym roku, teraz zróbmy konkurs na krótkometrażowe filmy". Zostaną te stałe konkursy - czyli branżowe zmagania MFKowe, Powstanie i pewnie ten FOR, a reszta się wykruszy. Być może na ich miejsce wskoczą inne, na przykład jakąś rocznicę będzie obchodzić Słupsk albo Puławy to sobie zrobią konkurs na komiks.
RW: Prawdą jest to, że sporo z tych konkursów komiksowych jest wybitnie rocznicowych - jak np. tegoroczne konkursy o Grunwaldzie (z kilka ich naliczyłem) czy też przedstawienie obrony Płocka. Ale np. zobacz - konkurs na komiksy z okresu Powstania Warszawskiego jakoś się już od kilku lat trzyma - powiedziałbym nawet, że poziom prac z roku na rok wzrasta. Kiedyś to było wydarzenie, gdzie ludzie masowo produkowali pompatyczne gnioty - do tego stopnia, że zainspirowało to nawet Michała Rzecznika i Jacka Świdzińskiego do stworzenia prześmiewczych "Przygód Powstania Warszawskiego", chyba jednego z najlepszych polskich undergroundowych komiksów ostatnich lat. A teraz, muszę przyznać, podczas Komiksowej Warszawy przeglądałem antologię z ostatniej edycji - i całkiem, całkiem, niebanalne podejście, świetny poziom artystyczny.
DG: No to prawda - ten album wymiatał! Może by dało radę namówić chłopaków żeby poparodiowali te wszystkie komiksy o Grunwaldach? Nie no jasne, że poziom wzrasta - to dobrze, ale popatrz też na to, że często te różne jednorazowe konkursy wygrywają osoby kompletnie nieznane w środowisku i potem o tych osobach się więcej nie słyszy. Jako przykład; firma odzieżowa House zrobiła jakiś konkurs i go wygrała Katarzyna Łozicka - nota bene moja koleżanka z klasy w liceum (świat jest mały). I co? Słyszałeś o jakimś jej innym komiksie? Albo popatrz na liczbę wyróżnionych w konkursie Gutka i Wysokich Obcasów. Wyróżniono kupę ludzi a widziałeś jakieś inne komiksy większości z nich?RW: No nie, nie widziałem. Podobnie jak brałem udział w konkursach organizowanych przez FOR, wraz z Marcinem Podolcem i Bartkiem Kuczyńskim - wśród laureatów i wyróżnionych było sporo znajomych i znanych komiksiarzy, ale też bardzo dużo osób, o których słyszałem po raz pierwszy i pewnie po raz ostatni. Ale czy udzielanie się w środowisku jest akurat jakimś wyznacznikiem jakości twórczej? Nie twórzmy zamkniętej sitwy, że jak ktoś nie udziela się na forach i twitterach, to jest już kompletnie bezwartościowy jako twórca. Inna sprawa, że pewnie i tak dla wielu z tych wyróżnianych osób komiks nie stanowi sposobu na życie, a jedynie incydentalną przygodę z szansą na zarobienie paru złotych... a czasem i paru tysięcy złotych, bo trzeba przyznać, że niekomiksowe instytucje potrafią sypnąć groszem na nagrody.
DG: Ale ja wcale nie chcę tworzyć zamkniętej sitwy! Co Ty mi tu w usta wkładasz? Bardzo dobrze, że tacy przypadkowi ludzie startują bo czasem robią ciekawe rzeczy i super że niekomiksowe instytucje nie żałują funduszy. Mówię jeno, że chciałbym, żeby tacy ludzie też robili komiksy potem. O! Dlatego dla mnie najciekawszym z konkursów jest stricte komiksowy konkurs przy MFK (i nie zgadzam się z Maciejem Pałką, że stracił na prestiżu), bo tam potykają się ze sobą ludzie, którzy przede wszystkim chcą robić dobre komiksy a nie tylko startują dla ewentualnej wygranej i wiążących się z tym profitów. Chodzi mi o to - że popatrz na laureatów konkursów w Łodzi i innych. Ci pierwsi to często ludzie z masą publikacji, albumami na koncie itd. Dużo mniej jest takich z przypadku. Tam ludzie przysyłają komiksy, żeby się pokazać jako komiksiarze a nie po to, żeby zgarnąć kilka patyków. Inna motywacja – a przynajmniej tak sądzę. Zresztą popatrz - Paweł Zych był laureatem MFKi – potem wydał album, tak samo Łukasz Ryłko czy Kajetan Wykurz. Ja to rozumiem jako konsekwentne działanie – wysyłam pracę na konkurs, jak się spodoba i coś zwojuję (lub nie) to się i tak pokazałem i mogę spróbować przepchnąć swój album. A ci ludzie "z przypadku" (z całym szacunkiem), no cóż, powątpiewam czy zechcą potem jeszcze wracać do komiksu, zrobić album itd.
RW: Może tak, może nie. Takie konkursy niejako zapraszają do zapoznania się z medium jakim jest komiks, do swoistego romansu z nim. Co później z tego wyjdzie - czas pokaże. Z innej beczki - spotkałem się z opiniami, że branie udziału w takich konkursach to swoiste kurwienie się, zwłaszcza jeżeli temat wydaje się na pierwszy rzut oka zupełnie bezsensowny - albo też w wymaganiach wyraźnie określona jest linia programowa, jaką powinna spełnić nadesłana praca.
DG: Kurwienie się? W sensie sprzedawanie swojego talentu/pracy za kasę? A to nie jest normą? Jak pracujesz w gazecie i napiszesz artykuł o jakiejś tam inicjatywie prezydenta miasta, którego nie lubisz a sama inicjatywa Cię mało obchodzi, to też się kurwisz? Bez sensu.
RW: To chyba chodziło o robienie rzeczy wbrew sobie lub własnym przekonaniom. Np. że robisz komiks promujący jakieś zagadnienie z którym kompletnie się nie zgadzasz. Chyba.DG: Dlatego ja sobie takie konkursy odpuściłem. Szkoda mi czasu na robienie komiksów o emeryturach, giełdzie czy powstaniu, bo mnie to nie bardzo kręci. A poza tym odnoszę wrażenie, że tam jakoś dziwnie w tych konkursach jest. Chodzi mi o to, że owszem w jury siedzą ludzie z branży ale i ci nie z branży i czasem laury zdobywają prace, przy których wyrobiony czytelnik komiksów by się nawet nie zatrzymał.
RW: No coś w tym jest. Często wygrywają lub wyróżniane są prace o naprawdę znikomej wartości artystycznej, które w jakiś sposób ujęły niekomiksową część jury. Co nie znaczy, że tylko takie prace tam są wyróżniane, zdarzają się też komiksy rewelacyjne, kilka prac z ostatniej edycji konkursu FOR dosłownie mnie zmiażdżyło. Ale to prawda, mam wrażenie, że często nagradzane są przede wszystkim dobre chęci, zapał i nierzadko też młody wiek.
DG: No właśnie mnie śmieszą nieco ograniczenia wiekowe w niektórych konkursach. Jeśli prace mają przysyłać ludzie do 18-20 roku życia, to organizatorzy sobie sami strzelają w stopę. I skazują na niezbyt wysoki poziom zgłoszonych komiksów. Bo takich Marcinów Podolców czy Igorów Wolskich to w tym kraju jakoś nie ma zbyt wielu. Z drugiej strony zaczyna pomału kwitnąć funkcja ghostwritera...
RW: Myślisz? Takich konkursów stricte dla młodzieży jest bardzo mało, zaś nagrody na nich raczej niewielkie i rzeczowe. Ghostwriterzy... czy ja wiem? To chyba raczej rzadkie jak do tej pory, niewiele konkursów ogranicza liczbę autorów do jednego, jak na razie.
DG: I oby nie było ich więcej. Ale w Angouleme było kiedyś ograniczenie w konkursie na krótką formę – bodajże do 26 roku życia...
RW: Kończąc nasze dzisiejsze rozważania - konkursy komiksowe to interesujący element w naszym półświatku. Czasem spore wyzwanie twórcze co do dobrego ugryzienia tematu, szansa zarobienia mniejszych lub większych pieniędzy. No i oczywiście względy towarzyskie, fajnie się konkuruje z bliskimi znajomymi, miło też spotkać znajome twarze na rozdaniu. Owoce takich konkursów bywają różne, od fantastycznych perełek po totalny chłam - ale najważniejsze, że sami twórcy się dobrze bawią i przy okazji mają to poczucie rywalizacji i współzawodnictwa.
DG: A najbardziej prestiżowy jednak? Moim zdaniem konkurs przy MFK.
RW: Wydaje mi się, że tak. Być może Komiksowa Warszawa, Bałtycki Festiwal Komiksu albo inna cykliczna impreza postawią w przyszłości na konkursy. Jak na razie jednak, pozycja MFK wydaje się niezagrożona.
DG: Kto wygra w tym roku? (hehehe).
RW: Naprawdę trudno cokolwiek wyrokować, skoro nawet nie wiadomo, kto zamierza startować. Na pewno wyróżnione zostaną osoby, o których nigdy wcześniej nikt nie słyszał. Oczywiście obstawiam triumf Bartka Sztybora (jakżeby inaczej?), może w tym roku sięgnie po Grand Prix. Być może doceniony zostanie któryś z młodych zdolnych - Marcin Podolec, Igor Wolski?
DG: I o tym jak celnym strzelcem jesteś przekonamy się już w październiku!












































