poniedziałek, 18 października 2010

#587 - "Hardcore w mym sercu wciąż gra!" - wywiad z Pawłem "Szawłem" Płóciennikiem

Kiedy opadł już kurz po jednej (nieoficjalnej, kameralnej i warszawskiej) i drugiej (zrobionej z rozmachem, w Łodzi, na ostatniej eMeFce) premierze "Spranych dżinsów i sztamy", udało mi się złapać Pawła Płóciennika i przeprowadzić z nim szybki wywiad. Popularny Szaweł opowiada w nim o pracy nad komiksem, który powstał do scenariusza jego ojca, o tym jak "Półka ZOO" nie stała się "Spółką ZOO" i powrocie na siłkę. Znaczy "Pakiernię".
Jak zaczynała się twoja przygoda z komiksem? Skąd historyjki ilustrowane wzięły się w Twoim życiu?
Wydaje mi się, że "Asteriksy" były moją pierwszą lekturą. Pasję do czytania komiksów zaszczepił we mnie mój tata. Później jakoś tak zacząłem próbować rysować i zostało mi to. Początkowo były to komiksy w zeszytach, rysowane długopisem. Wprowadziłem modę wśród moich braci na rysowanie komiksów. To była czysta, nieskrępowana radość tworzenia. Już jako dziecko rysowałem, ale nie myślałem o tym, że "będę rysownikiem komiksów". Wtedy moim planem na przyszłość był zawód kierowcy rajdowego.

W jakim momencie uświadomiłeś sobie, że chcesz rysować komiksy? Czy ta decyzja dojrzewała w Tobie długo, czy też podjąłeś ją bez namysłu?
Po prostu od zawsze lubiłem to robić. Nic nie musiało we mnie nic dojrzewać. Rysowałem komiksy dla własnej przyjemności. A w roku 2005 poznałem moich serdecznych ziomków: Sztybora, Jaszcza i Asu, którzy siedzieli w komiksie. Od tamtej porty staram się robić komiksy w sposób bardziej profesjonalny.

W komiksowym światku nazwisko wyrobiłeś sobie dzięki "Półce ZOO", humorystycznemu webkomiksowi, traktującemu o mieszkańcach pewnego sklepu zoologicznego. Jak, z perspektywy czasu wspominasz przygodę z tą serią?
"Półka ZOO" była moją pierwszą serią komiksową, w której tworzenie niezwykle się zaangażowałem. Tworzenie tego komiksu przypadło również na bardzo beztroski czas w mojej karierze studenckiej. Bimbałem wtedy rok na socjologii na Uniwerku i jakoś tak lekko mi się żyło. Dobry czas. Mnóstwo śmiesznych pomysłów. Wydaje mi się, że wtedy robiłem bardzo dużo stripów, humoresek, rysunków satyrycznych. Cieszyłem się jak dziecko, mogąc tworzyć swoje własne uniwersum, z Maryanem, Leonem, Dureksem i innymi…

"Półka ZOO" była również pewnego rodzaju odzwierciedleniem mojego życia, ale mocno przejaskrawionym. Sporo wtedy melanżowałem, zdobywałem wiele ciekawych pomysłów dzięki mym współ-party towarzyszom. Pierwszym recenzentem "Półki ZOO" był Tomek Leśniak, do którego razem z Jaszczem i Asu zaiwanialiśmy na warsztaty komiksowe na Ochocie. Przyniosłem pierwsze paski tej serii i mówię, że chce to nazwać "Spółka ZOO", a Tomek na to: "lepiej brzmi Półka ZOO". I tak właśnie zostało.

Czy planujesz jakiś powrót do bohaterów i klimatów „Półki ZOO” w najbliższym czasie?
Myślę, że nie, aczkolwiek niczego nie wykluczam. "Półka ZOO" to seria wypalona. Być może jeszcze kiedyś zrobię coś z bohaterami tego komiksu, ale temat serii z lat 2006-2008 chciałbym zamknąć. Na razie staram się to wydać na papierze. Być może na Komiksową Warszawę się uda.

"Sprane dżinsy i sztama" zapowiadają się na komiks wyjątkowy w Twoim dorobku. Byłeś znany raczej z humorystycznych szorciaków, a w tym przypadku nie dość, że porywasz się na poważny temat, to jeszcze w formie długiego metrażu…
No właśnie. To kolejny level w mojej ewolucji, naturalna kolej rzeczy, jak mi się wydaje. Zrobiłem tyle pasków i krótkich historii, że chciałem spróbować czegoś nowego. Zawsze moim marzeniem było zrobienie naprawdę długiego komiksu. Jeśli chodzi o tę bajkę, strasznie jarają mnie europejskie komiksy obyczajowe. Rok 1980 to było to. Chciałem zagłębić się w inny czas, w prawdziwą historię.

Zaskoczyłeś mnie inspiracjami europejskim komiksem obyczajowym. Jakie motywy konkretnie? Twórcy, komiksy?
Nie będę odkrywcą, głownie chodzi mi o komiksy serwowane ostatnimi czasy przez Kulturę Gniewu. Komiksy Mawila, "Kroniki Birmańskie", Gipi i jego "Sala prób" . Dobre rzeczy. Lubię ten typ prowadzenia opowieści w komiksie.

Fabuła "Dżinsów" powstała do scenariusza Twojego ojca, Jarosława Płóciennika. To rzecz kompletnie bezprecedensowa na polskim rynku. Jak narodził się pomysł na ten album, opowiadający o dojrzewaniu na warszawskim osiedlu w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku?
Tak się złożyło, że w ostatnim czasie zmarły w odstępie miesiąca dwie, bardzo ważne dla mnie, osoby. Zdałem sobie sprawę, że odeszły wraz z nimi dwie wspaniałe historie życia. Historie, które nie zostały spisane. Chciałem uniknąć tego błędu w przyszłości. Historia mojej rodziny mnie inspiruje. Korzenie, przeszłość – dwa słowa, które ostatnimi czasy bardzo mocno mnie definiują twórczo. Chciałem zrobić historię o latach 70-80, początkowo po prostu miałem pomysł na luźną historyjkę o podwórkowych zwyczajach hipisów czy coś w ten deseń. Później temat nabrał innego wymiaru. Wiadomo, najciemniej pod latarnią. Zdałem sobie sprawę, że przecież tata ma wiele wspomnień ze swojej młodości, i to jeszcze z wolskiego blokowiska, gdzie i ja się wychowałem. Poprosiłem go, żebyśmy zrobili razem komiks. O roku 80. Zgodził się.Jak przebiegała Twoja współpraca z ojcem? Czy podczas przekuwania fabuły na komiks nie doszło do swoistego odwrócenia ról w klasycznej relacji rodzic-dziecko? Czy nie byłeś przewodnikiem, może nawet nauczycielem swojego ojca, jako bardziej doświadczony w komiksowej materii?
Wręcz przeciwnie! Tata świetnie rozumie zasady, jakimi rządzi się komiks. To on kupował mi pierwsze historie obrazkowe, teraz wciąż czyta sporo komiksów, a ja zawsze mu podrzucam nowości. Więc nie było czegoś takiego, że musiałem tacie tłumaczyć jak napisać taki scenariusz… Scenariusz był napisany zawodowo a współpraca była bardzo partnerska.

Na łamach "Ziniola" wspominałeś, że "Dżinsy" narysowałeś w stu procentach analogowo - tylko ołówek i tusz, bez użycia komputera. Skąd taka decyzja?
Tak po prostu lubię rysować. Poza tym jest to komiks o roku 1980, a to zobowiązuje. Chciałem zrobić ten komiks tak, jakby był tworzony właśnie w roku 80. Zachować pewien specyficzny klimat. Prostota połączona ze szczyptą realizmu, punk rock polany sosem szarości i betonu. Taki jest klimat tego miejsca, ot cała tajemnica.

Przeglądając przykładowe plansze "Dżinsów" oprawa graficzna zrobiła na mnie złe wrażenie. Do zilustrowania swojego komiksu zdecydowałeś się na brudną, niedokładną, wręcz punkową estetykę. Dlaczego?
Właśnie dlatego, że jest to komiks o punkowych czasach. Komiks o roku 1980, roku buntu, nowej fali, odrzucenia postaw, które do tej pory były jazzy. Ten komiks straciłby na szczerości, gdyby był pojechany "realem" a'la "Kapitan Żbik". To musiał być styl, który daje kopa w dupę. Styl, który jest niepoukładany, ale przemyślany.

W swoim komiksie opowiadasz o Warszawie sprzed około trzydziestu lat. Przez ten czas zdążyło zmienić się dosłownie wszystko. W jaki sposób odwzorowywałeś "tamtą" Warszawę?
Posiłkowałem się fotografiami z albumu rodzinnego oraz albumami o Warszawie z lat PRL. Mam sporo tego typu rzeczy, dziadek był kolejarzem – dostawał wiele ciekawych książek, albumów ze zdjęciami. Mam po prostu trochę tego tematu z minionej epoki w domu. Do tego wspomagałem się również moimi wspomnieniami. Całe lata '90 przeżyłem w tym samym miejscu co tata wcześniej. A w latach '90, Za Żelazną Bramą, nie wiele się zmieniało w porównaniu do lat 80-tych. Dzisiaj faktycznie, stare miejscówki są nie do poznania.

Przy okazji pierwszych recenzji, pojawiają się porównania "Dżinsów" do "Wszystko, co kocham", polskiego kandydata do Oskara i "Na Szybko Spisane", jednego z najwybitniejszych komiksów ostatnich lat. Widziałeś, czytałeś? Jak czujesz się w takim doborowym towarzystwie?
Porównanie do "Wszystko, co kocham" czytałem, do "Na Szybko Spisane" Śledzia nie. Na pewno jest to bardzo miłe i motywujące.

PRL w Twoim komiksie wolny jest od politycznych wtrętów, walki o wolność, Solidarności, ubeków i tajnych współpracowników. Proponujesz inne spojrzenie na szarzyznę poprzedniego ustroju, przez pryzmat wspomnienia młodości.
W zasadzie wyszło to wspaniale, gdyż moje ciche pragnienie było takie, żeby komiks był oderwany od wydarzeń politycznych a bardzie pokazywał codzienność i prawdziwe życie młodych ludzi. Gdy przeczytałem pierwsze rozdziały scenariusza, okazało się, że tata widzi w ten sam sposób czas roku 1980. Czarne chmury jeszcze nie nadeszły. Cieszę się, że uchwyciliśmy w tym komiksie to, co radosne i spontaniczne. Tata tak widział ten czas. To spojrzenie jest o tyle ciekawe, że już rok później wszystko miało się zmienić… Ostatni zryw wolności. Wolności oczywiście w cudzysłowie.

Muzyka w "Dżinsach" odgrywa bardzo ważną rolę, podobnie jak w Twoim życiu. Oprócz tego, że rysujesz komiksy, jesteś frontmanem zespołu Żelazna Brama oraz masz stały kontakt z rodzimą sceną hip-hopową…
Cytując klasyków, "życie jak muzyka".

A konkretnie? Przygotowałeś między innymi komiksową okładkę płyty Wujka Samo Zło, a w "Hardkorporacji" udziela się Proceente. Jak te dwa światy przenikają się w Twojej twórczości?
Współpraca z muzykami jest naturalną koleją rzeczy, jako że sam mam zespół, który jakoś tam przenika klimatem w środowisko hiphopowe. Procent to mój serdeczny kumpel, z którym współpracuje odkąd poznaliśmy się w radiu Kampus, kręcimy razem projekty komiksowe i muzyczne. Ja mu dałem rubrykę w magazynie, on zaprasza mnie z Żelazną na koncerty Aloha – jego wytwórni. Zrobiłem także dla projektu EmazetProcent teledysk animowany, do kawałka "Absurd". Jesteśmy pełni twórczych pomysłów, teraz powolutku robimy płytkę razem w duecie, a wkrótce pewnie kolejny mój projekt w Aloha Entertainment. Bardziej solowy. WSZ z kolei zajarał się "Hardkorporacją", którą zdobył w skejtszopie Serum, potem zrobiliśmy razem jeden film dokumentalny o powstańcu warszawskim, ja w roli rysownika-reportera. Też ciekawe doświadczenie, ale taśma jeszcze nie miała premiery. Nagraliśmy jeszcze razem numer "Rondo ONZ" i niedawno robiłem Wujkowi jakieś projekty na okładkę solówki, ale płyta póki co nie ujrzała jeszcze światła dziennego. Światy się przenikają z prostej przyczyny: moją pasją jest komiks, ale jest nią również muzyka, rap.W czerwcu w sieci zadebiutował Twój kolejny web-komiks, "Pakiernia", która przez kilka ostatnich tygodniu leżała odłogiem. Czy po premierze "Dżinsów" planujesz do niego wrócić?
Postaram się do niego powrócić. Siłownia to temat rzeka. Mam jeszcze sporo pomysłów. Aczkolwiek mam również w głowie idee na następną opowieść graficzną, więc jak to będzie czas pokaże.

No właśnie, możesz coś już zdradzić ze swoich komiksowych planów na przyszłość?
Chciałbym bardzo wydać zebrane paski "Półki ZOO", myślę także o nowej dłuższej opowieści. Ale szczegółów nie będę zdradzał, gdyż jestem w trakcie konstruowania fabuły.

"Hardkorporacja" zin, którego jesteś redaktorem naczelnym, ukazuje się dość nieregularnie i z zaskoczenia. Jaki jest stan tego projektu? Czy na Komiksowej Warszawie możemy spodziewać się kolejnego numeru?
Sytuacja wygląda tak, że wartości, jakie niosła ze sobą "Hardkorporacja" wciąż są we mnie żywe. Idea pisma wciąż wydaje mi się słuszna i wciąż nie została zagospodarowana przez inne ziny. Jak nie wiadomo, o co chodzi to chodzi o… no właśnie. Póki, co mam wielką chęć na wydawanie mojego magazynu dalej, jednak pewne okoliczności sprawiają, że wychodzi on właśnie z doskoku. Niestety, nie jestem w stanie tego przeskoczyć. Że tak pozwolę sobie zrymować: w dzisiejszych czasach paliwo i Królewskie od hardcoru są ważniejsze. Jednak nie bójcie się, hardcore w mym sercu wciąż gra!

7 komentarzy:

Paweł "Trreker" Wojciechowicz pisze...

Ja rozumie, ze stylizacja ważna rzecz, ale jak osoba, która ma niezla cartoonowa kreske, rysuje cos co tak wygląda to ja nie kumam.
Dla mnie nie do przebrniecia przez rysunek własnie. Wywiad za to całkiem fajny:)

Maciej pisze...

Bardzo dobry komiks. Rysunki pasują.

superjednostka pisze...

Kurcze, nie chcę się czepiać, ale dla mnie rysunki z tego komiksu (wypowiadam się na podstawie tego, co znalazłem w necie) wyglądają na niedbałe. Rozumiem, ze autor nie chciał "realizmu a'la Kapitan Żbik", ale tłumaczenie tego punkową estetyką jakoś do mnie nie przemawia. Punkowa estetyka to na przykład Ivan Brun.
Ale szacun za to, że wszystko narysowane ręcznie :)

Maciej pisze...

Punkowa estetyka to jest Pała (Palinowski znaczy się) i jego bazgroły a nie Don Rosa czy Ivan Brun.

xero
i
DIY or DIE!

turucorp pisze...

Macieju, punkowa estetyka to min. Drooker i Kuper, a Pala to punko-polo w czystej postaci, wiec moze bez przesady z ta "estetyka punkowa".

Maciej pisze...

Sprane dżinsy to też punko-polo.

turucorp pisze...

oczywiscie.
i wlasnie dlatego prosze o nie przesadzanie z okresleniem "punkowa estetyka" i jej granice, bo w tej "estetyce" miesci sie zarowno Pala, Prosiak,Zima, Arkusinski i Szawel, ale rowniez Brun, Ott, czy wspomniani wyzej Kuper I Drooker, czyli tak naprawde "mydlo i powidlo".