środa, 18 sierpnia 2010

#537 - Z muzyką w tle

W ostatnim czasie na naszym rynku pojawiło się kilka komiksów, w których ważną rolę pełni muzyka, tworzona przez bohaterów. Jakoś tak się dzieje, że w przeważającej większości są to tytuły zagraniczne. A jako, że wielkimi krokami zbliża się publikacja następnego, wraz z premierą filmowej wersji – mówię tu oczywiście o komiksie "Scott Pilgrim" Bryana Lee O’Malleya, postanowiłem pokrótce rzucić na nie okiem.

Myślę, że dużo z nas miało w swoim życiu (lub wciąż ma) okres gdy próbowało ze znajomymi, bądź samotnie tworzyć i nagrywać utwory, po cichu pewnie marząc o zostaniu gwiazdą i zarabianiu na życie graniem muzyki. I na ogół niewiele z tego wynikało. Ale hej! Patrząc wstecz z perspektywy lat przecież nie o to chodziło! Ważniejsza była swoista więź z członkami kapeli, radość ze spotykania się, grania, śpiewania, wywrzaskiwania do mikrofonu swoich frustracji i żali i poczucie jakiejś tam wyjątkowości. Uczucia, którego pewnie w "dorosłym", zabieganym życiu wielu z nas brakuje.

I mniej więcej o tym traktują takie komiksy, jak "Bend" Mawila czy "Sala Prób" Gipiego. Młodzi ludzie, którzy mimo różnych trudności jak choćby brak dobrych instrumentów, brak wielkich umiejętności spotyka się by móc się wyszaleć, by móc być sobą, by w pewien sposób spełniać swoje marzenia. Oczywiście muzyka nie jest jedynym tematem tych komiksów, bowiem autorzy pokazują także różne osobiste zawirowania dotyczące członków zespołów a jak wszyscy doskonale wiemy życie nastolatka w takie zawirowania obfituje. Myślę, że warto zwrócić uwagę jak Mawil i Gipi pokazują młodych muzyków w momencie grania. Główny bohater "Bendu" raz jest wesoły innym razem z całej jego postury bije frustracja spowodowana niewiarą we własne umiejętności. Natomiast u Gipiego, gdy zespół daje czadu, to ten czad jest mocno odczuwalny dla czytelnika. Włoskiemu twórcy udało się narysować muzykę i uniesienie jej towarzyszące. Gdy chłopaki grają to są prawdziwie wolni – cokolwiek to znaczy.

"Solanin" Inio Asano to historia nieco innego typu. Tutaj nie ma już nastolatków, którzy bawią się muzyką w czasie wolnym od szkoły. Tutaj muzyka jest dla bohaterów odskocznią od codziennej dorosłości. Frustrujące prace, zawiłości związków i wszystkie inne problemy z jakimi borykają się młodzi ludzie, którzy kończąc edukację nagle muszą zacząć na siebie zarabiać i radzić sobie z problemami, do rozwiązywania których nie przygotowuje żadna szkoła. Jednak te krótkie momenty, gdy Taneda z kolegami może grać, to jedyne chwile prawdziwej beztroski, zresztą wystarczy spojrzeć na zawarte w komiksie sceny z koncertów. Zakompleksieni, niepewni siebie ludzie na scenie zmieniają się nie do poznania.

Aż szkoda, że nie doczekaliśmy się jeszcze polskiego komiksu, w którym wątek zespołu byłby tak istotny. A przynajmniej ja się takiego nie doczekałem bądź do niego nie dotarłem. Z rodzimych dzieł podejmujących temat muzyki warto zwrócić na pewno uwagę na krótką nowelkę "Jazz" ze scenariuszem Tomasza Kontnego i rysunkami Daniela Gutowskiego, zawartą w antologii "Opowieści Tramwajowe" (można ją także przeczytać na stronie scenarzysty). Autorzy podejmują tu intrygujący temat wielkości artysty i kompleksów marzącego o takiej wielkości. Choć podana w anegdotycznej i metaforycznej formie, refleksja jest zaiste bardzo celna. Marek Turek w cyklu "Fastnachtspiel" również przedstawia muzykę. W historii "Opera mundi" pokazuje w bardzo ekspresyjny sposób sam akt "grania", zaś w pełnej czarnego humoru nowelce "Śpiewacze" sugeruje, że muzyka ma różne mocno "alternatywne" skutki. Zresztą gra z muzyką ma miejsce nawet w jednej z finałowych, bardzo przewrotnych scen cyklu.

Wkrótce polski czytelnik dzięki wydawnictwu Kultura Gniewu będzie się mógł zapoznać ze wspominanym już bardzo popularnym cyklem "Scott Pilgrim", w którym wątek zespołu również się pojawia. Myślę, że najbliżej mu do sposobu, w jaki granie przedstawia Asano, aczkolwiek w komiksie O’Malleya nad wszystkim dominuje bardzo charakterystyczne poczucie humoru. A zresztą, ci którzy nie znają jeszcze tego cyklu niedługo będą mogli się o tym sami przekonać. Osobiście czekam na polski album, podejmujący temat młodocianych zespołów. Kto wie? Może będzie to nostalgiczna autobiograficzna historia, wesoła komedia, a może bardzo poważne dzieło? Ja oczekuje na komiksowy odpowiednik filmu "Wszystko co kocham", pokazujący radość towarzyszącą szaleństwom z instrumentami, ale jednak opisujący także naszą bardzo specyficzną rzeczywistość.

A Wy? Chcielibyście coś takiego przeczytać?

7 komentarzy:

Maciej pisze...

W komiksie o przygodach gnoma Jorgu też był odcinek o graniu w zespole.

pstraghi pisze...

Możliwe, że chodziło Wam tylko o granie w zespole. Ale warto by wspomnieć jeszcze "Muzykę Marie" - bardzo dziwny (dla jednych świetny, ale mnie niekoniecznie) komiks, w którym muzyka, że się tak błyskotliwie wyrażę, gra pierwsze skrzypce.

Anonimowy pisze...

I Nokturno:)

Anonimowy pisze...

Myślę, że "Klezmerzy" i ewentualnie "Kurczak ze śliwkami" też mogłyby się znaleźć w tym zestawieniu.

Kazik

Anonimowy Grzybiarz pisze...

A "Wykiwani"?

hitano pisze...

Z komiksów amerykańskich warto wspomnieć o Whedonowym Sugarshock! ,stworzonym na potrzeby MySpace Dark Horse Presents.

kolec pisze...

w jednym kadrze w thorgalu ktoś gra na rogu