wtorek, 17 sierpnia 2010

#536 - Komiks po polsku - polemika

Na łamach Kolorowych Zeszytów gościmy dzisiaj Szymona Holcmana, który podejmuje polemikę z felietonem Olgi Matuszewskiej - „Komiks po polsku”, zamieszczonym w serwisie Comix Grrrlz. Wszystkie grafiki w tekście pochodzą z komiksu grupy Ścięta Głowa Marii Antoniny, zgłoszonego do konkursu MFK w 2008 roku. Cała praca dostępna jest pod linkiem na końcu tekstu. Zapraszamy do lektury.

„Przestań! To jak kłótnia z pięciolatkiem” - Krzysztof Ostrowski

Tak skomentował moją chęć napisania polemiki z tekstem „Komiks po polsku” Olgi „Osy” Matuszewskiej „znany komiksiarz, a zarazem wokalista znanego zespołu Cool Kids of Death”. I trudno nie przyznać mu racji. Dlaczego więc to robię? Bo nie mogę zaakceptować oczywistych bzdur, a przede wszystkim kłamstw, jakich świadomie dopuszcza się autorka. Przy milczącej akceptacji redakcji portalu Comix Grrlz, niestety. Choć całkiem możliwe, że kieruje mną po prostu chamska samcza chęć dopieprzenia kobiecie. Wszak wiadomo, że jest to pierwsze, o czym myśli mężczyzna po przebudzeniu.
Zacznę od samego końca tekstu „Osy”, bo najlepiej pokazuje on jej autorską strategię. Przed festiwalem [MFK w Łodzi – przyp. SH], w marcu 2008 roku, próbowałyśmy jeszcze swoich sił w konkursie „Autobiografia: dojrzewanie, dzieciństwo, wczesna młodość” organizowanym przez „Gutek Film” i „Wysokie Obcasy”. [...]. W jury zasiadały podobne osoby, co w jury festiwalu łódzkiego – pisze „artfeministka”. Naprawdę nie trzeba wiele trudu, żeby te jurorskie składy sprawdzić. Otóż w jury konkursu „Autobiografia” zasiadały panie Paulina Reiter, Agata „Endo” Nowicka oraz panowie Wojciech Orliński, Przemysław „Trust” Truściński. Natomiast w jury konkursu na festiwalu MFK w Łodzi panowie Wojciech Birek, Tomasz Majewski, Maciej Reputakowski, Paweł Timofiejuk i Witold Tkaczyk. Na 9 jurorów, 9 różnych osób. Rozumiem więc, że pisząc o „podobnych osobach” autorka miała na myśli przynależność do gatunku ludzkiego? No bo trudno traktować mi stwierdzenie Mają one swój typ komiksu, który uprawiają i lubią. Szczególnie, gdy jest w nich waleczny człowiek – rycerz, który zmaga się ze światem za ten wyznacznik podobieństwa. Podobnie jak trudno mi zgodzić się z tezą, że w konkursie „Autobiografia” było miejsce jedynie dla historii relacji z mamą i tatą. Jest to zdanie tak samo prawdziwe jak to, że „obrońcy krzyża” reprezentują postawę wszystkich katolików w Polsce. Zresztą przyczepienie się do wyników „Autobiografii” samo w sobie jest kuriozum w ustach feministki. Wśród 22 wyróżnionych w nim prac 12 jest autorstwa, bądź współautorstwa kobiet. Chyba, że te panie to w oczach „Osy” kobiety nieprawomyślne.

Z tego ostatniego akapitu „Komiksu po polsku” można w zasadzie wyciągnąć każde zdanie i na jego podstawie napisać skecz. Najlepszy oczywiście zrobiły same członkinie grupy Ścięta Głowa Marii Antoniny z fragmentu o opowieści o dojrzewaniu do życia nocnego, o czym traktowała nasza zwięzła historyjka, ale o tym na końcu.

Po co kłamać w tak banalnej sprawie, jak skład jury dwóch zupełnie różnych konkursów? Bo tak! Bo służy to SPRAWIE. Bo prawda nie ma najmniejszego znaczenia, gdy liczy się IDEOLOGIA. A tam gdzie pojawia się IDEOLOGIA zdrowy rozsądek musi ustąpić (co zbliża autorkę do Henryka Goryszewskiego i jego Nie jest ważne, czy w Polsce będzie kapitalizm, wolność słowa, czy będzie dobrobyt – najważniejsze, aby Polska była katolicka). Bo wyższa racja jest po naszej, – artfeministycznej, queerowej, LGBT, etc. - a nie ich – konserwatywnej, mieszczańskiej, zakłamanej, etc. - stronie. Na takich właśnie argumentach opiera się większość tez „Osy” z tekstu „Komiks po polsku”. I to m.in. one (obok takich pereł dowcipu jak: Myślałyśmy, że skoro Sasnalowi udało się z „niekomiksowymi” codziennymi historiami, my się przebijemy z feministycznym hardcorem, czy Gdy twój przekaz jest spychany z głównego kanału komunikacji, który pozwala także zarabiać pieniądze, działa to na ciebie frustrująco) sprawiły, że jego lektura sprawiła mi masę radości, bo każdy fanatyzm szybciej niż później zamienia się we własną karykaturę.

Jedyny fragment, z którym mogę się zgodzić z autorką dotyczy nieobecności komiksu grupy Ścięta Głowa Marii Antoniny na konkursowej wystawie. Trudno mi zrozumieć decyzję o jego pominięciu, przecież na ścianach Łódzkiego Domu Kultury wisiały już prace równie tragiczne i bardziej pornograficzne. No i wyjątkowo celne jest ostatnie zdanie tego akapitu: Poczułyśmy się mocno nie na miejscu, jak osoby, które mimo braku talentu wokalnego kłócą się o swoje z jury programu „Idol”. 100% racji.
Nie będę roztrząsał każdej bzdury z tekstu „Osy”, nie będę piętnował całkowitej ignorancji z jaką do komiksu podchodzą artystki z grupy ŚGMA i ubolewał nad ich brakiem dystansu do siebie i swojej sztuki, który nie pozwolił im docenić jakże trafnego i wysublimowanego performance'u „znanego komiksiarza, a zarazem wokalisty znanego zespołu Cool Kids of Death”. Wszystko to średnio rozgarnięty czytelnik sam wyczyta z materiału zamieszczonego na Comix Grrlz. Chciałbym tylko odnieść się krótko do fragmentu, który dotyczy mnie i wydawnictwa kultura gniewu. Bo to ja byłem redaktorem [który] dał nam wykład na temat pseudo-lewicowości naszej postawy, kawiarnianej rewolucyjności i feministycznej paranoi. Cieszę się, że czasowa perspektywa pozwoliła członkiniom (a w tej sytuacji może lepiej waginiom?) ŚGMA docenić mój ówczesny wywód, a na tendencyjnie zadane pytanie ciekawe, czy takie nauki dawał również chłopcom tworzącym komiksy odpowiem: nie, bo żaden z tworzących komiksy chłopców nie zamęczał mnie takimi bzdurami na licealnym poziomie refleksji (i to tylko z tego mógł wynikać mój protekcjonalny ton, a nie z płci rozmówcy). No i żaden nie był tak zauroczony postacią Sławomira Sierakowskiego (otoczonego – jeśli dobrze pamiętam tamtą rozmowę – bandą karierowiczów i cwaniaków).

Natomiast jeśli chodzi o kulturę gniewu stwierdzenie „Osy” - Jak się okazało, „Kultura Gniewu” jest Kulturą-określonego-typu-Gniewu. Gniew riot grrrl nie jest tym słusznym Gniewem - jest całkowicie słuszne. W kulturze gniewu nie uznajemy „jedynego słusznego” gniewu, chyba że jako „jedyny słuszny” traktować gniew na wysokim (artystycznym, komiksowym, itd.) poziomie. Wtedy tak. Takiego gniewu komiksy ŚGMA nie prezentują.

I kończąc – tekst Olgi „Osy” Matuszewskiej to niegroźne gorzkie żale i jako takie powinien być potraktowany milczeniem. To co smuci mnie w nim najbardziej, to wstęp jakim został opatrzony przez Sylwię „Louise” Kaźmierczak, redaktorkę portalu Comix Grrlz i szefową działu recenzji „Alei Komiksu”. Przeczytać w nim możemy, że autorka odsłania absurdy jakimi rządzi się polski światek komiksowy. [To] Materiał, który obala tezę, że kobiety nie są dyskryminowane. Jedynym absurdem w tym tekście jest on sam. Sylwia Kaźmierczak odmówiła zamieszczenia mojej polemiki na Comix Grrlz, a na moją sugestię, żeby chociaż zamieściła jako komentarz do tekstu wspominane w „Komiksie po polsku” prace grupy ŚGMA, tak nieelegancko potraktowane w ŁDK, już nie odpowiedziała. A moja prośba wynikała tylko z tego, że są one najlepszą polemiką z tezami tekstu, jaką można sobie wyobrazić.
Zapraszam zatem do ich lektury (tak, to ten skecz, o którym wspominałem na początku): http://sgma.art.pl/Komiks.html

Szymon Holcman

19 komentarzy:

godai pisze...

Ja TYLKO powiem tak, bo z Komiksem kobiecym już nie dyskutuję.

Ja jestem nauczycielem angielskiego, z dyplomem Uniwersytetu Warszawskiego.

KURWA! Słownik kupić, kurwa, słownik! Jak można tak język gwałcić i niszczyć? Poprosić o pomoc kogoś, kto go zna.

Mówię o komiksie ŚGMA, nie o tekście.

.C.Z. pisze...

Godai, ale one tam chyba celowo takiej angielszczyzny używały...

BRZ pisze...

Czy tam na obrazku nad Warszawą nie fruwa wielki pączek?

Robert Wyrzykowski pisze...

No, to "where are you come from" można od biedy podciągnąć pod celową stylizację...

... chociaż pewnie podrzucenie paru wielokropków w środku zdania i ufonetycznienie tych zdanek na "łer ar ju kam from" pewnie byłoby jeszcze bardziej przekonywujące, że te błędy gramatyczne to zabieg z premedytacją.

Ale to drobiazg w sumie.

.C.Z. pisze...

No "Maybe we go to you" nie może być niezamierzonym błędem... nie uwierzę w to :D

Szalony Kapelusznik pisze...

All your base are belong to us.

@godai: "Jestem doktorem nauk dziennikarskich!"

asu pisze...

magistrowi psychologii brak słów

SStefania pisze...

Zajebistą reklamę tym niewiastom robią te wszystkie blogaskowe wpisy i polemiki, dwa - trzy miechy temu myślałam, że takie rzeczy to tylko w japońskich komiksach fanowskich (tylko jednak ostatecznie wszystkie bohaterki Dead or Alive nagle mające penisy mają więcej sensu - o co w tym co właśnie przeczytałam chodziło?), a teraz... W sumie, wolałabym nadal tak myśleć. W ogóle urocza blogaskowa stronka z glitterującą dziewczynką.

@Godai - polskie teksty też bolą.

Misiael pisze...

Pisałem już na tym blogu, co myślę o polemice z "Komiksem po polsku", popieram Ostrowskiego - to zupełnie bezsensowne wbijanie kija w mrowisko. Gdybyśmy piętnowali każdą dotyczącą polskiego komiksu głupotę, która ukazuje się w Sieci, nie mielibyśmy czasu robić niczego innego. Każdy, kto dysponuje choćby szczątkową inteligencją bez trudu dostrzeże absurdalność tamtego paszkwilu.

Jarek Kopeć pisze...

Ale strona czwarta, jeśli pominąć zupełnie niezrozumiałą narrację, ma fajną pointę.

Mr. Herring pisze...

@Jarek - "i ślepej kurze trafi się ziarno"?

Bane pisze...

Kwestia poziomu tego komiksu to jest jeszcze, że się tak wyrażę, chuj.

Ale jeśli w jakimkolwiek twórcy brak pieniędzy lub aprobaty publiki jest w stanie zabić radość płynącą z tworzenia, to taka osoba naprawdę nie powinna w ogóle zaczynać. Gdyby każdy twórca/artysta strzelał focha z takich powodów, obrażał się na cały świat i rezygnował ze swojej działalności, aż strach pomyśleć, ile wartościowych dzieł nigdy by nie powstało.

Mnie takie podejście mierzi.

Dziękuję.

wonder pisze...

Pytanie: W jakim świecie plucie czyjąś wizytówką jest performancem a nie zwykłą chamówą?

Grim pisze...

@Wonder: dyć sama autorka przyznała, że to taki pokaz "rockandrollowej nonszalancji", więc odczytała jego zachowanie jako zabieg artystyczny, ściśle związany z kreowanym wizerunkiem scenicznym. Problemu więc nie ma.

Ja się dziwię, że nikt nie przyuważył wyraźnego wątku mesjanistycznego w komiksie SGMA, ucieleśnionego w postaci muskularnego dryblasa, który podnosi upadłą (dosłownie i w przenośni! Ach, te zabawy formą!) kobietę z ziemi i zwraca się do niej znamiennymi słowami "WSTAŃ, DZIEWCZYNO". To pozwala ujrzeć cały komiks w zupełnie innych kategoriach - sam nocny klub jako metafora piekła bądź świata podziemnego, do którego trafiają bohaterowie, by na wzór Wergiliusza i Dantego przemierzyć poszczególne kręgi zatracenia człowieczeństwa, obserwując ludzką pokutę za ziemskie grzechy (fenomenalnie celne "One płacą za nas wszystkich")bez nadziei na dotarcie do wyjścia i osiągnięcia bram Purgatorio. Wyraźne inspiracje "Jądrem Ciemności" (niezrozumiały dla bohaterów, dziwaczny, niegramatyczny język pozostałych uczestników klubowej zabawy jako wyznacznik ich pierwotności i zanikającego skażenia cywilizacyjnym zakłamaniem) i sławną kwestią rodem o ślimaku na ostrzu brzytwy tylko dodają artystycznego kolorytu i wielowymiarowości odczytania dzieła.

Graphicus pisze...

Grimm, jesteś wielki. Proponuję udział w sympozjum komiksologicznym :D

Gonzo pisze...

Stanowisko Sylwii to dla mnie taki sygnał że one nawet same do końca nie wierzą w to co wypisują, ale skoro walka trwa to się nie zaprą...

Grim pisze...

No wiesz, Gonz: trza się rzucać na bagnety do ostatniego żołnierza, inaczej nie zapamiętają nas jako pięknie ginących zwycięzców, a miękkie faje (pardon za tę samczą nomenklaturę: w kontekście bardziej pasuje "płytkie cipki").

unka pisze...

nie rozumiem, nie wiem co sie dzieje w tym komiksie. nie wiem, jak można wyprodukować taką srake i miec pretensje do kogokolwiek, ze sie jest niedocenionym. co trzeba miec w glowie, by pisac takie teksty? co to znaczy "tomba tomba extasy in lurcz"?

Anonimowy pisze...

Po przeczytaniu paru plansz autentycznie chcę się zapaść pod ziemię. Wstyd mi teraz, że jestem kobietą i że mam cokolwiek wspólnego z mózgami, które ten kał wydaliły.