poniedziałek, 30 listopada 2009

#312 - Marvels

Po licznych perturbacjach i zdającemu się trwać w nieskończoność odwlekaniu premiery, na rodzimym rynku wreszcie zawitali "Marvelsi", komiks opromieniony sławą przeboju za Oceanem i cieszący się opinią jednej z najzręczniejszych interpretacji mitu amerykańskiego super-herosa. Polski czytelnik wreszcie może się przekonać ile tak naprawdę warte jest dzieło Kurta Busieka (znanego z "Arrowsmith" i "Conana", ale także z "Avengers" i "Action Comics") oraz rysownika Alexa Rossa, którego pracę zdobią "Kingdom Come".
Na fabułę "Marvels" składają się najważniejsze wydarzenia, które miały miejsce w komiksowym uniwersum Marvela i które trwale zapisały się w historii opowieści obrazkowych. Niektóre z nich uważane są wręcz za kluczowe w rozwoju komiksowego medium, nie tylko w jego najbardziej trykociarskiej odmianie. Pomimo tego, że w komiksie, w centrum uwagi znajdują się ubrani w kolorowe kostiumy super-herosi, Kurt Busiek pokazuje ich z zupełnie innej, ludzkiej perspektywy. Niejako zbiorowym bohaterem komiksu są przypadkowi przechodnie, uliczni sprzedawcy hot-dogów czy nowojorscy taksówkarze, będący świadkami niezwykłych wyczynów nadludzi. Ambicją scenarzysty jest próba pokazania, w jaki sposób mogłoby się zmienić społeczeństwo, kultura, obyczajowość i styl życia gdyby super-bohaterowie pojawili się naprawdę. Robi to na jednostkowym przykładzie Phila Sheldona i jego rodziny oraz w przekroju całego społeczeństwa. Phil to przeciętny mieszkaniec Wielkiego Jabłka, pracujący, jako fotograf dla dziennika "Daily Globe", który powinien być znany każdemu miłośnikowi przygód Człowieka Pająka. Jego fascynacja "Cudownymi", jak nazywa super-bohaterów, przechodzi różnie etapy – niepokoju, bezsilności, nadziei, przerażenia, radości, a wreszcie akceptacji, a cała historia stanowi próbę zrozumienia fenomenu super-herosów przez Sheldona.

Komiks podzielony jest na cztery rozdziały, liczących 48 stron każdy. Prolog traktuje o narodzinach Ludzkiej Pochodni, jednego z pierwszych super-herosów, a na pewno pierwszego z Domu Pomysłów, który będzie wraz z Namorem i grupą bohaterów z komiksowego Złotego Wieku, wiodącą postacią w pierwszym rozdziale "Marvels". Drugi stanowi hołd oddany klasycznym i najbardziej rozpoznawalnym bohaterom Srebrnej Ery, takim jak Fantastyczna Czwórka, Spider-Man, Thor czy Kapitan Ameryka, choć jego treść dotyczy głównie debiutu X-Menów, grupy mutantów, która w przeciwieństwie do innych, odzianych w pstrokate stroje mścicieli, jest znienawidzona przez społeczeństwo. Trzecia część jest właściwie w całości przeróbką klasycznej przygody Fantastycznej Czwórki (z ich regularnej serii, numery 48-50), w której na ziemię przybywa Galactus i herosi muszą stawić czoło przeciwnikowi zagrażającemu istnieniu całej planety. Była to pierwsza taka afera na międzygalaktyczną skalę, w przeciwieństwie do ostatniego, najbardziej kameralnego i tragicznego aktu komiksu. Jego osią fabularną są wydarzenia, które doprowadziły do śmierci ukochanej Człowieka Pająka, Gwen Stacy, symbolicznie zamykającej okres Silver Age.

Do rysunków Alexa Rossa zawsze żywiłem mieszane odczucia. Z jednej strony należy do elity komiksowych artystów posługujących się technikami malarskimi, dążących do uzyskania fotograficznego realizmu w swoich pracach. Trzeba przyznać, że wychodzi mu to naprawdę świetnie. Co więcej, efekt ten pozostaje w idealnej harmonii z dalekimi od jakiejkolwiek realności herosami, którzy pod rękę Rossa nabierają szlachetnych, mitycznych rysów. Nie wyglądają jak kiczowaci bohaterowie groszowych opowiastek dla dzieci, tylko jak nowoczesne wcielenia antycznych herosów. Patrząc na Thora, Galactusa, Silver Surfera czy nawet Spider-Mana, nabieram przekonania, że super-bohaterowie zostali wymyśleni, aby Ross mógł ich rysować. Z drugiej jednak strony przeszkadza mi w jego pracach zbytnia statyczność, posągowość, a w scenach portretujących ruch – brak dynamizmu. Również jego ambicja odwzorowania rzeczywistości w skali 1:1 nie pasuje do idei komiksu, jako przerysowania.

Niestety, Kurt Busiek nie zalicza się do wybitnych scenarzystów komiksowych i pewnie dlatego super-bohaterski patos obecny na kartach "Marvels" męczy, kompozycja fabuły momentami zgrzyta, a całości brak siły wyrazu. W mojej ocenie z budowaniem pomniku klasycznym super-bohaterom lepiej poszło Markowi Waidowi na łamach "Kingdom Come". Z tego powodu nie mogę postawić "Cudownych" na jednej półce z najwybitniejszymi utworami tego nurtu, takimi jak "Strażnicy" Alana Moore'a i Dave'a Gibbonsa czy "Mroczny Rycerz Powraca" Franka Millera. Praca Busieka i Rossa ląduje trochę niżej, obok na przykład "Supreme Power" J.M. Straczynskiego i Gary'ego Franka albo "Astro City", przy którym autorzy "Marvels" również wspólnie pracowali.
"Marvels" zdecydowanie wybija się na tle super-bohaterskiej młócki serwowanej za Oceanem. Nie ma wątpliwości, że jest to rzecz sprawnie napisana i świetnie narysowana, nie rażąca swojego czytelnika nielogicznościami fabuły, często zwalanymi na karb konwencji, i najtańszymi chwytami groszowej literatury obrazkowej. Ale właściwie jest to komiks przeznaczony dla odbiorcy kochającego pulpę. Nie wiem, czy czytelnik, który w swej młodości nie został zaszczepiony miłością do Spider-Mana czy X-Menów dostrzeże wartość tego utworu, będącego w gruncie rzecz sentymentalną wycieczką do krainy komiksowego dzieciństwa. Dojrzałą, jak najbardziej krytyczną, momentami frapującą, a momentami nieznośnie patetyczną.

niedziela, 29 listopada 2009

#311 - Trans-Atlantyk 65

Zgodnie z tym co pisałem w ostatnim newsie sobotniego Komix-Expressu, wczorajszego wieczora w klubie Indeks odbyły się bitwy komiksowo-hiphopowe Flamastery vs Majki. Z półgodzinnym opóźnieniem, nieco zmienionym składem (Marka Oleksickiego zastąpiła Olga Wróbel) i bez wcześniej zapowiadanej pokazowej bitwy, w pierwszych pojedynkach zmierzyła się Olga z Jaszczem, oraz Daniel Chmielewski z Tomkiem Pastuszką. Zwycięzcą pierwszej pary została jedyna występująca tego wieczora na scenie przedstawicielka płci pięknej, a w drugiej triumfował autor "Powidoku..". Dzięki takim wynikom bitwa o pierwsze i trzecie miejsce nie pozbawiona była pewnej pikanterii - oto w finale spotkała się Olga ze swoim życiowym partnerem, a o miejsce na pudle walczyło dwóch redaktorów "Kartonu". Ostatecznie czwarte miejsce zajął Piotrek Nowacki (trzeba jednak przyznać, że w przypadku jego pojedynku z Asu, niespecjalnie było wiadomo kiedy i komu bić brawo/wrzeszczeć z zachwytu), trzecie przypadło dla Tomka Pastuszki (którego jedna z prac bardzo przypadła do gustu Wujkowi Samo Zło), na drugim znalazła się Olga, a zwycięzcą komiksowej części imprezy został - podobnie jak w przypadku pierwszej edycji Bitew Komiksowych - Daniel Chmielewski! To nie był jednak ostatni jego występ tego wieczora, ponieważ w finale finałów Daniel musiał stawić czoła dwójce występujących między komiksowymi bitwami raperów - wspomnianemu WSZ i Puociowi (który w mojej ocenie lepiej radził sobie w większości tych słownych pojedynków). Jak przystało na weterana bitew, Daniel poradził sobie i z tą przeszkodą i został rysunkowo-hipohopowym mistrzem, któremu żaden flamaster czy majk nie podskoczy. Prowadzący całą imprezę Szaweł Płóciennik zapowiedział kolejne jej edycje, a na deser wystąpił wraz ze swoim zespołem - Żelazną Bramą. Wieczór należy jak najbardziej zaliczyć do udanych, chociaż nie można powiedzieć, żeby komiksowa część publiki szczególnie dopisała (ale jak powszechnie wiadomo liczy się jakość a nie ilość). Danielu - gratulacje! (a.)

Już w najbliższą środę do rąk czytelników trafi one-shot będący prologiem do nadchodzącego wielkimi krokami crossovera "Siege" po którym tradycyjnie, jak co kilka miesięcy w Marvelu, "nic nie będzie takie samo". Za "Siege: The Cabal" stoi Brian Bendis oraz Michael Lark i to właśnie dzięki nim wielbiciele Domu Pomysłów zobaczą pojedynek Iron Patriota (Norman Osborn) z Doktorem Doomem i przekonają się, kim była tajemnicza postać, którą straszył swoich współtowarzyszy pierwszy z nich. Dzięki tym dwóm zapowiedziom można się zapoznać z pierwszymi dwunastoma stronami tego zeszytu, co w najgorszym przypadku oznacza połowę jego zawartości. To jednak nic w porównaniu z pierwszym numerem "Image United" z minionej środy, którego 3/4 stron (na oko) znanych było na długo przed publikacją (co prawda bez testów, ale..). Wracając do "Siege" - pierwszy numer czteroczęściowej mini-serii trafi do sklepów w pierwszą środę stycznia, a kilka grafik ze środka znaleźć można na stronie IGN. Jak widać Oliver Coipel w formie! (a.)

Na stronie Comics Chronicles pojawiło się podsumowanie październikowej sprzedaży komiksowych zeszytów i pierwszą rzeczą jaka rzuca się w oczy jest zagarnięcie przez DC Comics pierwszych sześciu miejsc tego rankingu. Najlepiej sprzedającym się komiksem ubiegłego miesiąca był - żadne to zaskoczenie - czwarty numer "Blackest Night" (137 tys. egzemplarzy), któremu w dobrej sprzedaży wtórowały tie-in'y ("Green Lantern", "Green Lantern Corps", "Blackest Night Superman" i "Blackest Night Batman") i między które wkradł się (drugie miejsce) piąty numer maxi-serii Granta Morrisona "Batman and Robin". Sukces DC zbagatelizował jeden z głównodowodzących Marvela - Tom Breevort, który oczywiście gratulował sukcesu konkurencji, ale przypomniał, że październik był miesiącem kiedy kilka topowych tytułów z Domu Pomysłów zostało przesuniętych na kolejny miesiąc. Według niego w kolejnych podsumowaniach wszystko powinno wrócić do normy (czytaj: pierwsze miejsca dla komiksów Marvela), a październik był tylko małym wypadkiem przy pracy, na który wydawnictwo to jak najbardziej mogło sobie pozwolić. Ah, ta małomiasteczkowa zazdrość. (a.)

Opowieść o Aladynie i jego magicznej lampie jest jedną z najbardziej znanych bliskowschodnich bajek ludowych, która mocno zakorzeniała się w zachodniej pop-kulturze. Większość z was z pewnością kojarzy ją z cukierkowej disneyowskiej animacji. Komiksowa mini-seria "The Aladdin", utrzymana w konwencji dark fantasy, będzie czymś zupełnie innym. Poznajcie Ala ad-Dina cwanego złodzieja, drobnego oszusta i sprytnego kanciarza urodzonego i wychowanego na ulicach Shambhalli, przypominającej orientalną wersje Los Angeles z "Łowy Androidów". Za sprawą swojego tajemniczego dziedzictwa staje się on celem czarodzieja Quassima, który potrzebuje jego krwi, aby posiąść moc mieszkańca pewnej lampy. Al, chcąc uratować swoje życie, będzie musiał odkryć tajemnice dziedzictwa, które płynie w jego żyłach. Praca Iana Edingtona, narysowana przez Patricka Reilly'ego i Stjepana Seijca zostanie wydana przez małe studio Radical na początku przyszłego roku. Smakowite okładeczki przygotowali tacy wymiatacze jak Artur Suydam, Clayton Crain czy Marko Djurdjevic. (j.)

W kwietniu przyszłego roku zadebiutuje nowy marvelowy miesięcznik autorstwa Jonathana Hickmana. "Shield" - bo tak się będzie nazywał - pokaże, jak to w przeszłości radziła sobie ludzkość, kiedy nie było Mścicieli czy Fantastycznej Czwórki. Wszystko zacznie się w latach 50-tych, kiedy to poznamy głównego bohatera Leonida - zwykłego człowieka, który koniec końców okazuje się jednostką wybitną (superbohaterski pseudonim: Eternal Dynamo) - a później Hickman przeniesie akcję do starożytnego Egiptu i pokaże jak ludzie poradzili sobie z pierwszą w historii inwazją obcych na naszą uroczą planetę. Oprócz wspomnianego Leonida, głównymi bohaterami będą ojcowie Reeda Richardsa i Tony'ego Starka, jak również nowy bohater o pseudonimie The Night Machine. A oprócz nich, na kartach komiksu pojawi się również znany od dziesięcioleci Galactus, Celestiale czy marvelowa wersja Obcych - Brood. Za grafikę odpowiedzialny jest Dustin Weaver ("X-Men: Legacy", "King Kong"), a za okładki Gerald Parel ("Iron Man"). Sam Hickman ("Secret Warriors") niespecjalnie mnie zaskoczył mówiąc, że jest to najlepsza rzecz nad jaką pracował w całej swojej komiksowej karierze. (a.)

Osiemnasty numer "Wildcats" będzie ostatnim napisanym przez Christosa Gage'a ("Stormwatch", "Union Jack") i narysowanym przez Neila Googe'a ("Judge Dredd", "Majestic"). W dziewiętnastym numerze pałeczkę przejmą scenarzysta Adam Beechen ("Teen Titans", "Robin") z rysownikiem Timem Seeley'em ("New Exiles", "HACK/SLASH") i skupią się na wydarzeniach mających miejsce po "World's End", wildstormowym evencie w którym świat… no cóż, dosłownie się skończył. A przynajmniej w takim kształcie, w jakim go znaliśmy. W wyniku wyniszczającego ataku legionu oszalałych klonów super-bohaterów zginęło 90% ziemskiej populacji, nie ma państw, rządów, policji, niczego. Pozostały jedynie ruiny, garstka super-herosów i nowe zagrożenie w postaci Red Blade (taki będzie również tytuł pierwszej historii Beechena). Jak to w komiksach z uniwersum Wildstrom bywa, można spodziewać się mnóstwa ubranych w trykoty postaci (Seeley planuje splasha na 70 herosów), monumentalnych starć z łotrami i skąpo odzianych bohaterek. Jeśli dobrze liczę to będzie już piąta seria "Wildcatsów", których przygody dosyć krótko gościły w Polsce i pierwsza w klimatach post-apokaliptyczno super-bohaterskich. (j.)

Podobne zmiany czekają serię "The Authority", której pierwsze cztery trade'y na polski rynek zdążyło wypuścić Manzoku. Po szesnastu numerach pokład opuszczają scenarzyści Dan Abnett i Andy Lanning, robiąc tym samym miejsce innemu duetowi Adamowi Freemanowi i Marcowi Bernardinowi, dla których będzie to debiut w formacie serii regularnej. Razem pracowali oni już przy o wiele mniejszych projektach, takich jak "Highwayman" czy "Genius". Teraz dostali tytuł, który był tworzony przez takie komiksowe tuzy, jak Ellis, Millar czy Brubaker. W wywiadzie udzielonym dla Newsaramy niewiele wspominają o swoich planach odnośnie fabuły, ale zapewniają, że zaprezentują się jeszcze lepiej od swoich zacnych poprzedników. W porównaniu z ich historiami, pierwsze historie Ellisa będą wyglądały jak "mother's milk". (j.)

Już od ośmiu miesięcy czytelnicy czekają na nowy zeszyt "Goona" (czyli polskiego "Zbira", z którego wydawania wycofało się Taurus Media), co wcale nie znaczy, że jego autor, Eric Powell, miał wakacje. Nic bardziej mylnego. Wraz ze świętowaniem dziesiątych urodzin swojego herosa, Powell pracował nad scenariuszem do filmowej adaptacji, przygotowywanej przez Davida Finchera, komiksowym crossoverem z Dethklokiem, postacią z wydawnictwa Adult Swim oraz mini-serią "Chimichanga", której pierwszy numer pojawi się niebawem w sklepach. Ostatnio znalazł on jednak nieco czasu by zasiąść do pracy nad on-goingiem i wrócił do przygód Zbira wraz z niemym, 33 numerem, który ukazał się w minioną środę. Historia o zaginionym naszyjniku, psychopatycznym zabójcy i niegodnej zaufania damie jest typowym one-shotem. Od 2010 roku tytuł powróci do swojego regularnego, dwumiesięcznego cyklu wydawniczego. Powell przyznaje, że ma sporo pomysłów na kilka, różnych, dłuższych historii, ale nie chce ich dokładnie rozpisywać, chcąc zachować w "Goonie" nieprzewidywalną atmosferę i klimat nieskrępowanej zabawy. (j.)

Wspominany w niedzielnym cyklu "Dodgem Logic" - nowe dziecko (na kolana) Alana Moore'a (można wstać) - doczekał się bardzo eleganckiej strony internetowej. Tradycyjnie do znalezienia są działy z nowościami, o samym magazynie, o poszczególnych numerach (czyli jak na razie jednym) czy podstrona o nazwie "steal" na której znajdują się tapety na pulpit, czy zawartość dołączonej do premierowego numeru płyty z muzyką (w jednym kawałku udziela się również sam Alan M.). Co jednak najbardziej przypadło mi do gustu to osobliwy f.a.q, który jest wideo-zapisem rozmowy z ojcem "Dodgem Logic", znajdującym się na stronie wejściowej. Jeśli komuś robiło się gorąco słysząc akcent Petera Milligana na MFKowym spotkaniu, to ma szansę przeżyć podobne wrażenia słuchając głosu Alana Moore'a, który mimo swojego upiornego wyglądu nadawałby się do czytania bajek na dobranoc małym dzieciom. (a.)

"Geek Honey of the Week"
(dzisiaj gościmy Spider-Woman o nieco zmienionym kostiumie, w którą wcieliło się szwedzkie dziewczę ukrywające się pod pseudonimem Pastlink; jeszcze jedno zdjęcie z tej serii w tym miejscu)

sobota, 28 listopada 2009

#310 - Komix-Express 15

Bardzo rzadko naukowe czy akademickie inicjatywy poświęcone są komiksowi, a jeszcze rzadziej są one godne jakiegokolwiek zainteresowania. Zupełnie inaczej jest z Orbis Pictus, cyklem spotkań, wernisaży, dyskusji, warsztatów i wykładów zorganizowanych w Krakowie przez Kubę Woynarowskiego, autora kontrowersyjnego szorciaka "Hikikimori", który zdobył nagrodę Grand Prix na łódzkim Międzynarodowym Festiwalu Komiksu w 2007 roku. Jak można przeczytać w krótkim "manifeście" projektu, celem nie jest nobilitacja sztuki opowiadania obrazem, tylko jej rehabilitacja. Działanie Orbis Pictus będzie próbą wpisania komiksu w znacznie szerszy, niż tylko pop-kulturowy, masowy czy brukowy, kontekst historyczny i estetyczny. Sądzę, że to bardzo cenna próba powiedzenia czegoś nowego językiem, zupełnie innym, od powszechnie używanego w naszym komiksowym dyskursie. Oprócz świeżego spojrzenia na dotychczasowy dorobek narracji wizualnej, w ramach Orbis Pictus będą prowadzone eksperymentalne warsztaty "Niepodległość komiksów", prezentujące "komiksowe trendy w intermedialnych działaniach artystów młodej generacji". Brzmi srodze, zapowiada się interesująco. Ich pierwsza edycja odbyła się na krakowskiej APS w kwietniu bieżącego roku. A pełną listę październikowych i grudniowych atrakcji można znaleźć na stronie projektu. (j.)

Zawartość siódmego numeru "Ziniola" - który do sprzedaży powinien trafić jeszcze przed inwazją Świętego Mikołaja - nie jest już tajemnicą! Na blogu kwartalnika jego głównodowodzący - Dominik Szcześniak - od jakiegoś czasu odkrywał kolejne karty i muszę przyznać, że siódemka (oby szczęśliwa) prezentuje się naprawdę nieźle. Cieszy bardzo "polskość" tego numeru, która to będzie głównym tematem publicystycznej części magazynu. Oprócz odpowiedzi na pytanie "Kto zabił polski komiks?" (podczas MFKowego afterparty próbowali się z tym tematem również komiksiarze / do znalezienia na samym dole wpisu Daniela Ch.), do przeczytania będzie również tekst Karola Konwerskiego, traktujący o ostatnich 20 latach polskiego komiksu, jak również kolejne dwa odcinki "Grzebiąc pod ziemią", przegląd zinów Macieja Pałki i wywiad ze skromnym mistrzem z Bydgoszczy - Andrzejem Janickim. Komiksowa część "Ziniola" prezentuje się równie imponująco, a odpowiadać za nią będzie między innymi sympatyczny Nick Abadzis ("Wielka walka"), Sonia Oliveira ("Disagreements"), duet Woronowicz/Tkalenko ("Psia Dola") czy polska dwójka Podolec/Dzitkowski ("Krytyka"). Okładkę do siódmego wydania przygotował Rafał Tomczak, którego prace podziwiać będzie można również w środku, w "Kąciku Otoczaka". Cena bez zmian - 30zł za solidną porcję lektury. (a.)

"Rogal: Wydupczona Czarodziejka" można uznać za pierwszy spory sukces na koncie Ojca Rene - komiks ten sprzedał się na pniu podczas łódzkiego festiwalu, a wszelkie dodruki rozprowadzane na allegro znajdowały nabywców w oka mgnieniu. Nie powinno więc dziwić, że obecnie do nabycia jest wersja kolekcjonerska tego zina, posiadająca sztywną, kolorową okładkę oraz kredowy papier. Jeśli jednak komuś mało twórczości Ojca, to do nabycia są również kubki, plakaty, jednoplanszówka z najbardziej chyba znanym tworem artysty - Suckerem oraz.. kolejny komiks! "To nie są scenki z życia Stenki" zawiera epizody z życia wspomnianego Suckera i reszty ferajny, które Ojciec Rene tworzył od września do listopada i które po części znajdują się na digartowym koncie twórcy - 32 strony, czerń i biel, format A5 i cena podobna jak w przypadku "Kartonu" (przysłowiowy "piątak"). A z tego co mi wiadomo to nie koniec inwazji komiksowej autora "Rogala" w tym roku, bo przed świętami do rąk czytelników trafić powinien również kolejny, świąteczno-zimowy komiks. Ciekaw jestem czy rok 2010 upłynie u Ojca Rene pod znakiem "jeden miesiąc - jeden komiks"? (a.)

Na marzec wydawnictwo Ongrys, specjalizujące się w wydawaniu komiksów z tamtych lat, zapowiedziało zbiorcze wydanie kolejnego komiksu, który nigdy w takiej formie się nie został opublikowany. "Bunt Krasnoludków" ukazywał się w odcinkach na łamach "Świata Młodych" w roku 1992. Scenariusz napisał Konrad T. Lewandowski, a ilustracje przygotowała Szarlota Pawel. Całość ma zamknąć się w 48 stronach i twardej oprawie (jak przypuszczam). Cena nie została jeszcze podana. A tymczasem przedstawiciel wydawnictwa (Leszek Kaczanowski?) w czwartek, o 17:30 był gościem komiksowej audycji na antenie Radia Afera "Prosto z kadru" prowadzonej przez Filipa Bąka, której niestety nie udało mi się znaleźć na stronie poznańskiej rozgłośni. (j.)

Od 26 listopada w każdym kiosku, saloniku prasowym i Empiku można kupić trzeciego "Spider-Mana", pierwszy obraz z "megakolekcji" opatrzonej szyldem "Superbohaterowie" (do kupienia również z magazynem "Viva", sic!). Film, wraz z "książką", kosztuje niecałe 10 złociszy, a cena kolejnych wyniesie 30 złotych. W przyszłym tygodniu ukaże się "X-Men", a później "Hellboy" (17.12.2009). Cała kolekcja ma liczyć 26 "tomów" i ukazywać się w trybie dwutygodniowym. Znajdą się w niej nie tylko adaptacje przygód popularnych komiksowych herosów (oprócz wspominanych, dostaniemy między innymi "Daredevila", "Fantastyczną Czwórkę" czy "Ghost Ridera"), ale również filmy nawiązujące do trykociarskiej estetyki (choćby "Hancock", od biedy także "Max Payne", jeśli liczyć komiksowe wstawki obecne w oryginale, tj. grze), a także rzeczy z kompletnie innej beczki (dylogię Conana czy "Resident Evil: Zagłada"). Pełną listę filmów można znaleźć na tej stronie. (j.)

Dokładnie za trzy godziny i piętnaście minut w warszawskim klubie "Indeks" (zaraz przy głównym wejściu do Uniwersytetu Warszawskiego) dojdzie do bitwy pomiędzy komiksiarzami a hiphopowcami. Będzie to pierwsza edycja imprezy pod tytułem "Flamastery vs Majki", której zasady są podobne jak to było w przypadku Bitew Komiksowych - artyści mają 5 minut na stworzenie zabawnego rysunku na dany temat, a o tym kto zostaje zwycięzcą decyduje publika. Takie same zresztą zasady obowiązują przy freestyle'owej części imprezy, a po wyłonieniu zwycięzców w obu tych kategoriach, staną oni naprzeciwko siebie i stoczą bitwę o której prawić się będzie przez kolejne dziesięciolecia. O honor komiksiarzy walczyć będzie Marek Oleksicki (kumpel Warrena Ellisa), Tomasz "Asu" Pastuszka (rednacz "Jeju" i "Kartonu"), Piotr "Jaszczu" Nowacki (również rednacz "Kartonu" oraz wielka nadzieja białych) i zwycięzca pierwszej edycji Bitew Komiksowych - Daniel Chmielewski. Zmierzą się oni z Wujkiem Samo Zło i Puociem. Galę bokserską poprowadzi Szaweł Płóciennik - komiksiarz i raper w jednej osobie, który po finałowej walce wystąpi wraz ze swoim zespołem - Żelazną Bramą. Wejście za darmo, podobnie jak niezapomniane wrażenia. (a.)

A począwszy od jutrzejszego wydania Trans-Atlantyka, niedzielne informacje zza wielkiej wody serwować będziemy, podobnie jak te z naszego kraju, o godzinie 17.00. Zapraszamy!

piątek, 27 listopada 2009

#309 - The Batmans II: Track 16 - Igor Wolski

Pomimo młodego wieku (rocznik 1991) pochodzący z Gdańska Igor Wolski, znany także jako "Iquorek", dorobił się już całkiem sporego portfolia. Na swoim koncie ma już web-komiksowe juwenalia ("Młody Demonolog" i "Hoey, latające miasto"), szorciaki do "Net-Kolektywu" (pojawił się we wszystkich pięciu numerach), występ w antologii "Komiksownia", okładkę do komiksowego wydania magazynu "fo:pa" oraz pełnometrażowy debiut, czyli całkiem ciepło przyjęty album "Rycerz Janek: W kanałach szaleństwa" (do scenariusza Roberta Sienickiego i Jana Mazura). Zawzięty uczestnik internetowych bitew komiksowych. Obecnie pracuje nad kontynuacją Janka zatytułowaną "Krocząc ku zagładzie". Jego prace możecie obejrzeć na deviancie, digarcie i skechbookowym blogu. (j.)

Oto w jak nietypowy sposób Igor Wolski podszedł do tematu Batmana muzykanta. Jak to się mówi na facebook'u - lubię to!

Dzisiejszym zwycięzcą został Szymon Holcman - gratulacje!

Batman Roberta Sienickiego z zeszłego tygodnia, okazał się jak na razie najtrudniejszą zagadką i po wielu trudach zwycięzcą został Kaj-Man. Mnie zdziwiła nieco nieobecność Macieja Pałki i mam nadzieję, że przy dzisiejszym zadaniu Riddlera rysownik "Strange Places" odda chociaż jeden strzał (może być nawet i niecelny). Na plus natomiast należy zaliczyć kilku nowych graczy, którzy pojawili się tydzień temu - dzięki! I bez zbędnego przedłużania zapraszam do klawiatur! (a.)

czwartek, 26 listopada 2009

#308 - Kryminalne Czwartki #4: Kapitan Żbik - bohater PRL-u

Listopad dobiega końca, a z nim i Kryminalne Czwartki. Dzisiaj zapraszam na dwa ostatnie podrozdziały mojej magisterki. Nie będzie ani kontrowersyjnie, ani zaskakująco, nie licząc faktu jak doskonale "kolorowe zeszyty" wpisywały się w schemat powieści milicyjnej, jednak te stwierdzenie przewija się właściwie przez całą pracę. Mam nadzieję, że chociaż odrobinę zainteresował Was mój "studencki wysiłek".
Zapraszam....

6. Wiarygodność bohatera

Jak już zostało wspomniane na początku tego rozdziału, Żbik został wykreowany na esencję sprawiedliwości – zgodnie ze schematem tworzenia literackiego milicjanta. Jawił się on w komiksach jako człowiek o wielu talentach i umiejętnościach, silnym charakterze oraz absolutnym oddaniu pracy. Twórcy jednak musieli uwiarygodnić ten symbol, by czytelnicy choć odrobinę mogli się z Janem utożsamiać. Zrobili więc dokładnie to samo, co autorzy powieści milicyjnych i użyli środków skłaniających do identyfikacji.

Choć Żbikowi i jego współpracownikom udało się rozwiązać wszystkie powierzone im śledztwa, to w przypadku dwóch spraw nie wszystkie założenia zostały zrealizowane.

W trzecim zeszycie "Ryzyka" Jan ścigał szefa grupy, która włamała się do muzeum w Tarłowie. Wcześniej, podczas akcji schwytania całej szajki, pozwolono uciec szefowi, ponieważ kapitan uważał, że to może doprowadzić do ludzi, którzy mieli pomóc w sprzedaży skradzionych eksponatów. Jak się później okazało, szef złodziei nie miał żadnych kontaktów, a by ponownie go złapać w poszukiwania musiała zostać zaangażowana prasa, radio, telewizja, komendy wojewódzkie i straż graniczna. Ostatecznie tylko dzięki przypadkowi przestępca nie opuścił kraju.

W "Granatowej cortinie" w wypadku samochodowym ginie polski obywatel, Mariusz Lisek. Nowo mianowany major Żbik wysłał do Bratysławy kapitana Michała, by ten rozwiązał sprawę. W trakcie śledztwa okazało się, że ofiarą zabójstwa nie był Polak, lecz Węgier, który miał przy sobie dokumenty Liska – dlatego do sprawy zaangażowano Milicję Obywatelską. Zastanawiające w całej sprawie było to, że Jan wraz ze swoim podwładnym bez dokładniejszych badań uznał, że ofiara w samochodzie była polskiej narodowości. Sam kapitan Michał wyznaje ten błąd, mówiąc:

Ciągle nie rozumiem dlaczego tak bezkrytycznie przyjęliśmy za pewnik, że w wypadku zginął właśnie nasz obywatel… Przecież wszystko przyjęłoby inny obrót... ("Zatrzymać niebieskiego fiata", s. 33)

Jest to też jedyna sprawa z całej serii, w której ma miejsce zabójstwo, a na końcu nie został ujawniony winny. W ostatnim kadrze dowiadujemy się tylko, że cała szajka przemytników będzie dopiero rozpracowywana (Por., A. Florek, Tajemnice „Kapitana Żbika”, maszynopis.).

Choć obie powyżej przedstawione historie ostatecznie zakończyły się pomyślnie, to pokazały, że nawet Żbikowi zdarza się mylić.

Twórcy postarali się uwiarygodnić postać kapitana jeszcze w pierwszym zeszycie "Wodorostów i pasożytów". To właśnie w tym komiksie dwukrotnie wspominana jest jego pięta Achillesa – brak talentu w chemii. Informacja ta jest przytaczana dwukrotnie – na początku i końcu numeru. Jest ona tak natrętna i nieumotywowana fabularnie, że bardzo łatwo można było domyślić się intencji twórców. Czytelnicy mieli dowiedzieć się, że Jan, podobnie jak oni – w przeważającej ilości uczniowie – nie był z każdej szkolnej dziedziny prymusem.

Dzięki tym zabiegom odbiorcy mogli, choć po części, traktować Żbika nie jako wzór do naśladowania, lecz człowieka podobnego do siebie, co pomaga w uwiarygodnieniu tak doskonałej postaci.

7. Żbik – między dwoma tradycjami

Władysław Krupka i Zbigniew Gabiński, decydując się na stworzenie komiksu o polskim milicjancie, połączyli ze sobą dwie przeciwstawne tradycje: zachodnią kulturę popularną, z której zaczerpnęli konwencję komiksu, oraz – korzystając ze schematu powieści milicyjnej – komunistyczną sztukę zideologizowaną. W konsekwencji tego powstał bohater, którego konstrukcja była wewnętrznie niespójna, ponieważ kapitan Żbik był jednocześnie amerykańskim superbohaterem oraz komunistycznym „nowym człowiekiem”.

Postać Żbika zgodnie z wymogami epoki, była personifikacją kolektywu. Choć miał on imię i nazwisko, w rzeczywistości był symbolem Milicji Obywatelskiej. Właśnie dlatego praktycznie całym jego życiem była praca. Ale z drugiej strony to właśnie Żbika rozpoznawały i podziwiały dzieci na ulicach, dokładnie tak samo jak Supermana. Kiedy tylko ludzie potrzebowali pomocy, szli na najbliższy posterunek MO i prosili pracujących tam oficerów nie o pomoc, lecz o to by jak najszybciej skontaktowali się z kapitanem, który mógł rozwiązać problem.

Najważniejszą cechą amerykańskiego superbohatera były jego niezwykłe moce. W „kolorowych zeszytach” natomiast, zgodnie z wymogami epoki, wszystko musiało być racjonalne – wytłumaczalne. Dlatego Żbik nie posiadał żadnych nadludzkich zdolności. By być niezwyciężonym, twórcy „uzbroili” go za to w machinę urzędniczą i zaawansowaną technikę. Jednak, przyglądając się postaci Żbika, prawie automatycznie można było go porównać do wspomnianego wcześniej Batmana.

(…) jest zwyczajnym człowiekiem. Gdy chłopak dorósł, postanowił poświęcić życie walce z przestępczością. Trenował długo i forsownie, by uzyskać swoją niezwykłą sprawność (J. Szyłak, Komiks, Kraków 2000, s. 98 – 99.).

Choć słowami tymi Jerzy Szyłak opisał właśnie Batmana, równie dobrze można nimi było scharakteryzować główną postać „serii z lilijką”. On również, choć bez mocy, a trenując długo i wytrwale, stał się świetnie wysportowanym i inteligentnym pogromcą zła.

Równie ważnym – i także sprzecznym – elementem postaci kapitana był jego stosunek do pomocników. Jak przystało na bohatera Polski Ludowej, współpracował on nie tylko z innymi milicjantami, lecz także ze strażnikami leśnymi, harcerzami, a nawet cywilami. Dzięki temu zasługi przypisywano kolektywowi. Sam Żbik mówił w "Spotkanie w Kukerite", że udana akcja była zasługą wszystkich osób biorących w niej udział (Zob., "Spotkanie w Kukerite", s. 33). Czasem jednak w Żbiku ujawniał się syndrom samotnego bohatera. Zdarzało mu się prowadzić akcje w pojedynkę i dopiero, kiedy nie był w stanie ująć przestępców samemu, scenarzyści wspomagali go posiłkami ("Dziękuję kapitanie", "Jaskinia zbójców").

niedziela, 22 listopada 2009

#307 - Trans-Atlantyk 64

Zgodnie z tradycją, z prawie trzymiesięcznym wyprzedzeniem komiksowi potentaci przedstawiają komplet swoich zapowiedzi. Luty w Domu Pomysłów upłynie pod znakiem "The Siege", eventu który ma przynieść kres trwającym od grudnia 2008 roku Mrocznym Rządom i ustalić nowy status quo w Marvelu. Co stanie się zatem z Normanem Osbornem, jaki będzie ostateczny los Asgardu, kto będzie nosił kapitańską tarczę i co redaktorzy zrobią z komiksami z przedrostkiem "Dark..." w tytule - tego dowiemy się z nadchodzącego eventu, na który złożą się czteroczęściowa mini-seria i szereg tie-inów powiązanych z linią tytułów Avengers. Z innych "wielkich wydarzeń" warto wspomnieć jeszcze o rozpoczynającym się "Doom War" oraz tajemniczym "Marvel Women Event 2010", bo o mutanckiej "Necroshy" i wojnie zielonoskórych siłaczy już pisaliśmy. Ukontentowani powinni być również miłośnicy Iron-Mana, bo wraz z promocyjnym amokiem kontynuacji filmowej wersji przygód Tony'ego Starka na sklepowych półkach wyląduje sporo komiksów z jego udziałem. Oprócz on-goinga "The Invincible Iron-Man", ukażą się również "Iron-Man: I'm Iron-Man!" Petera Davida i Seana Chena, "Indomitable Iron-Man: Black and White" autorstwa między innymi Paula Cornella i Howarda Chaykina, finałowy numer "Iron-Man vs. Whiplash" oraz "Iron-Man Magazine Special Edition", a także szereg wznowień (tutaj świetne "Extremist" Warrena Ellisa i Adiego Granova czy ultimate'owa mini-seria Orsona Scott Carda i Andy'ego Kuberta). O debiucie najgroźniejszego zabójcy w Marvelu arcz napisze niżej, ja wspomnę jeszcze tylko o walentynkowym wydaniu specjalnym. "Marvel Heartbreakers" powinno stać się doskonałym prezentem dla dziewczyny każdego komiksiarza. Będzie to zbiorek krótkich, miłosnych opowiastek z super-herosami w rolach głównych - bo przecież największym dylematem Spider-Mana nie jest wielka odpowiedzialność, za równie wielką moc, ale wybór pomiędzy rudą, a blondynką... (j.)

Jeśli chodzi zaś o DC Comics to wiodącym tematem jest oczywiście "Blackest Night", które powoli, powolutku zmierza do swojego tak wybuchowego i zaskakującego końca, że prezentowane okładki należało opatrzyć klauzulą Top Secret. Pamiętacie jeszcze, kiedy Geoff Johns zapowiadał, że będzie to mały cross, obejmujący głównie tytuły związane z zielonymi pierścieniami mocy, a nagle i niepostrzeżenie, za pomocą dziesiątek tie-inów rozrósł się do niewyobrażalnych rozmiarów eventu, których wedle słów Dana DiDio po "Final Crisis" miało już nie być? No cóż, ja pamiętam. Oprócz tego ukaże się jubileuszowy, 50 numer "Supergirl" Sterlinga Gatesa i Jamala Igle'a, a tuż po zakończeniu "Cry for Justice" z nowym runem w "JLA" ruszą James Robinson i Mark Bagley. Spoglądając na zapowiedzi bat-tytułów coraz bardziej sceptycznie podchodzę do koncepcji powrotu Bruce'a Wayne w 700 numerze "Batmana", bo jak na razie na Dicku Graysonie bardzo dobrze leży uszata maska i ciemna peleryna. (j.)

Tajemnicza małpa z Marvela o której pisałem tydzień temu (#8), nie jest już tak tajemnicza. W poniedziałek - zgodnie z zapowiedziami - ujawniono nieco szczegółów dotyczących tej nowej postaci w uniwersum Iron Mana i reszty. Hitman Monkey - to jej imię, makak japoński - to jej gatunek, po raz pierwszy pojawi się w dwuczęściowej historii, która zadebiutuje w grudniu w ramach Marvel Digital Comics Exclusive. Za historię owej małpy, która nagle ni stąd, ni zowąd stanie się najgroźniejszym mordercą świata odpowiadać będzie Daniel Way (scenariusz) i Dalibor Talijic (rysunek). Natomiast papierowy debiut tego kuriozum będzie miał miejsce w lutowym, dwudziestym numerze serii "Deadpool", gdzie Hitman Monkey ma zrobić niezły bałagan z tytułowym bohaterem i gościnnie występującym Spider-Manem. Najgroźniejszy zabójca świata? Dr. Doom patrzy na to wszystko z nieskrywanym zażenowaniem... (a.)

Dzięki sporemu sukcesowi "The Irredeemable", opowieści o super-herosie, który wszedł na złą drogę, doczekamy się swoistej kontynuacji. "The Incorruptible" będzie historią dziejącą się w tym samym uniwersum, ale opartą na zgoła odwrotnym koncepcie - tym razem łotr, postanowi stanąć po stronie tych dobrych. Teraz, zamiast równać miasta z ziemią Max Damage, jako Max Daring będzie zdejmował kotki z drzew i przeprowadzał babcie na drugą stronę ulicy. Scenariuszem zajmie się Mark Waid, który jest jednocześnie redaktorem naczelnym BOOM! Studios. Seria regularna startuje już w grudniu - oprawą graficzną zajmie się Neil Edwards ("Squadron Supreme", "Farscape"), a okładki do pierwszego numeru przygotują Tim Sale, John Cassaday i Jeffresy Spokes. (j.)

Żyjąca legenda amerykańskiego komiksu - Joe Kubert - pracuje obecnie nad swoim kolejnym dziełem, które tym razem traktować będzie o wojskowym oddziale specjalnym, wysłanym do wioski Dong Xoai jedynie w celach zwykłej obserwacji i - jak to nie trudno przewidzieć - trafiającym w sam środek piekła. Wydarzenia przedstawione w tym komiksie, opierają się na wspomnieniach żyjących jeszcze członków tego oddziału i sądząc po okładce, którą póki co zaprezentowano, grafika będzie podobna do wydanego również i u nas "Josela" (Egmont, seria Mistrzowie Komiksu, styczeń 2006) tego samego artysty. Premierę albumu "Dong Xoai, Vietnem 1965", który wydany zostanie przez DC w imprincie The Joe Kubert Library, zaplanowano na maj przyszłego roku. (a.)

Na początku przyszłego roku, dzięki wydawnictwu Dynamite Entertainment, do rąk czytelników trafi potężny omnibus zbierający osiemnaście zeszytów wchodzących w skład serii "Army of Darkness". Tytuł ten jest kontynuacją losów Asha Williamsa - jednego z najbardziej charakterystycznych bohaterów filmów grozy ("Martwe Zło" Sama Raimiego), w którego wcielił się legendarny (właśnie dzięki tej roli) Bruce Campbell. Przygody spisane na potrzeby komiksowej adaptacji (w wykonaniu Jamesa Kuhorica czy Roberta Kirkmana), zostaną poprzedzone historią znaną z filmu "Armia Ciemności", bazującą na oryginalnym scenariuszu braci Raimich w której za stronę graficzną odpowiada nie kto inny jak John Bolton. A oprócz niego, przy tytule tym swoje ołówki tępił Nick Bradshaw, Sanford Greene i inni. Całość liczyć sobie będzie prawie pół tysiąca stron i kosztować trzydzieści dolarów bez jednego centa. Na miękko. I bez popity. (a.)

Mark Bagley jest rysownikiem jednoznacznie kojarzonym ze Spider-Manem. Przejął on po Eriku Larsenie serię "The Amazing Spider-Man"(tworzył ilustracje do numerów 345-415, z czego sporą cześć mogliśmy przeczytać po polsku) i zdefiniował wizerunek Człowieka Pająka w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych. Później, wraz z Brianem M. Bendisem pobił rekord Stana Lee i Jacka Kirby'ego pracując przy "Ultimate Spider-Manie" przez rekordowe 111 numerów. Po odejściu z Marvela podpisał ekskluzywny kontrakt z DC Comics, gdzie zajmował się "Trinity" i "Batmanem". Teraz Bags dosyć niespodziewanie trafił do imprintu Wildstorm i na dobry początek przygotował podwójną okładkę do "The Authority" #19 i "WildCats" #20 (wraz z inkerem Trevorem Scottem). W porównaniu z jego poprzednimi pracami wygląda to naprawdę zacnie. Są szanse, że Bagley na dłużej zagości w Wildstormie. (j.)

W minionym tygodniu, oprócz zapowiedzi Marvela i DC Comics, opublikowane zostały również lutowe plany wydawnictwa Image w którym główną uwagę zwraca brak kolejnej, czwartej części crossovera "Image United". Zamiast niego do sklepów trafi... prolog do tego wydarzenia, publikowany w październiku na łamach czterech regularnych serii wydawnictwa. Historia, mająca na celu w miarę gładko wprowadzić do uniwersum Spawna i spółki nową postać od Whilce'a Portacio o imieniu Fortress, liczy sobie zaledwie 16 stron, więc można liczyć, że drugą połowę tego zeszytu stanowić będą bonusy. Fani liczą głównie na publikację korespondencji mailowej twórców zaangażowanych w ten projekt, ale według słów Larsena listy te nigdy nie ujrzą światła dziennego. Nie traciłbym jednak nadziei, bo jak przyjdzie kolej na twadookładkowe wydanie, to pewnie Kirkman i reszta odpalą swoje Outlooki i zastanowią się jeszcze raz, czy może jednak nie puścić choćby fragmentów, za które fani zapłacą ciężko zarobionymi pieniędzmi pomimo posiadania historii w wersji zeszytowej. (a.)

I na zakończenie mamy jeszcze tyle smutną, co spoilerującą wiadomość, zdradzającą kluczowy wątek z "Blackest Night", więc czujcie się ostrzeżeni!

W 42. numerze "Green Lanterna" broniąc centralnej baterii mocy na Oa przed Black Lanterns bohaterską śmiercią zginął Kyle Rayner, czwarta ziemska latarnia. Kyle, stworzony przez Rona Marza i Darryla Banksa pierwszy raz pojawił się na kartach komiksu w 48 numerze "Green Lanterna" (vol.3), gdzie zmierzył się z Jordanem zamienionym w Parallaksa. Póżniej, został wprowadzony jako Zielona Latarnia ery "modern". Swoje obowiązki wypełniał przez blisko dziesięć lat, aż do przełomu lat 2004 i 2005, kiedy Hal Jordan powrócił do sektora 2814. Przez pewień czas był również Ionem, istotą o niemal boskiej potędze, dzięki której wskrzesił Strażników i zregenerował centralną baterię. Spoczywaj w pokoju, Kyle i nie wracaj, jako nieumarły Zombie Lantern. (j.)

"Geek Honey of the Week"
(Wonder Woman jest bez wątpienia najczęściej pojawiającą się w tym miejscu superbohaterką - wcześniej wcieliła się w nią chociażby Tiffany Tallon czy Olivia Munn, a teraz przyszedł czas na Denise Milani, której pełną sesję można znaleźć pod tym adresem! A za dzisiejszą Geek Honey podziękowania lecą do Pawła Kamińskiego z Drogiego Motywu!)

sobota, 21 listopada 2009

#306 - Komix-Express 14

W jednym z ostatnich felietonów opublikowanych na stronie DC Multiverse poruszony został temat, który co jakiś czas wraca jak bumerang, czyli "dlaczego w Polsce nie ma dobrych komiksów superhero?". Autor tego artykułu - posługujący się pseudonimem Breja - całkiem trzeźwo podchodzi do tematu i o ile wyczuwam w jego pisaninie nadzieję na jakąś zmianę tego stanu rzeczy, tak sam pogodziłem się z tym, że nasz rynek przyjazny kalesoniarzom w najbliższych latach raczej nie będzie. I szczerze powiedziawszy jest mi z tym dobrze. Jeśli chodzi o pozycje superbohaterskie to na placu boju została jedynie Mucha Comics, która ma ogromne problemy z wypuszczeniem jakiegokolwiek komiksu w terminie, i Egmont, który raz do roku wypuści kolejnego Batmana autorstwa znanych w Polsce i cenionych twórców (Morrison, Miller, Lee itp). I tyle. Świętej pamięci Mandragora nie dość, że zajęła się superbohaterami to jeszcze porwała się na zeszytówki - i padła. Dobry Komiks miał być drugim TM-Semicem i również przestał istnieć i to już po kilkunastu miesiącach. Jeśli pojawi się kolejny gracz na rynku, który będzie chciał zmierzyć się z superbohaterską materią "na poważnie" to oczywiście będę mu życzył sukcesu, ale ciężko mi będzie nie nazwać go szaleńcem. "Charakter" naszego rynku, który ukształtował się przez ostatnią dekadę bardzo mi odpowiada - co miesiąc na sklepowe półki trafiają komiksy, które można zaliczyć do ambitniejszej grupy tego "hobby dla dzieci" i po które zapewne sam z siebie bym nie sięgnął (czyt. nie sprowadził). A tak, mając naprawdę dobre pozycje podane na tacy, żal po nie nie wyciągnąć ręki. Co do rzeczy superbohaterskich to nietrudno je sprowadzić zza wielkiej wody, problemów z czytaniem też raczej być nie powinno, a i cena jak i wydanie raczej przyjaźniejsze niż to co mogli by nam zaserwować rodzimi edytorzy. Może kiedyś historia zatoczy koło i tak jak superbohaterskie, marnej jakości zeszyciki z wydawnictwa Marcina Rusteckiego zapoczątkowały boom na kadry i dymki, tak te obecne wydawane ambitniejsze pozycje sprawią, że komiks jako taki przestanie być w oczach większości dziwną hybrydą filmu i książki i w konsekwencji znajdą się nowe tabuny fanów kolorowych zeszytów, którzy sprawią, że wydanie albumu z przygodami takiego Batmana nie będzie z góry oznaczać wtopy? Może kiedyś rzeczywiście tak będzie, ale jak już napisałem wcześniej - jest mi dobrze z obecnym stanem rzeczy. Szczególnie, że przygody Savage Dragona, Zbira, Batmana czy Avengersów przynoszone mi są pod same drzwi. (a.)

Wszystko wskazuje na to, że znany i lubiany Kapitan Sheer - który co jakiś czas pojawia się w różnych miejscach bądź to w sieci, bądź na papierze - doczeka się w pierwszej połowie przyszłego roku albumu ze swoimi przygodami. Oprócz znanych już historii, będą to zupełnie premierowe jednoplanszówki, a objętość komiksowych perypetii szczurzych marynarzy ma zamknąć się na 70 stronach. Oprócz tego, album zawierać ma całkiem obfitą sekcję (kolejnych 20 stron) poświęconą na wszelkie bonusy. Od kilku dni na stronie Marcina Podolca - który wraz z Robertem Wyrzykowskim odpowiada za sheerowe historie - widnieje "Oficjalny Motywator", na którym najwyższy polski rysownik komiksów zamieszcza informacje o postępach nad albumem (na dziś dzień do skończenia zostało 37 stron). I jeśli wszystko pójdzie po myśli autorów, to cały materiał powinien być gotowy w styczniu 2010 - a dalej już tylko skład, poszukiwanie wydawcy i premiera, która póki co zaplanowana jest na wiosenny konwent w Warszawie. Nam nie pozostaje nic innego jak trzymać kciuki, żeby wszystko poszło zgodnie z planem i kontrolować czy Marcin utrzymuje szaleńcze tempo tworzenia kolejnych stron! (a.)

W najnowszym numerze "International Journal of Comic Art", będącego jednym z najbardziej znanych periodyków zajmujących się zagadnieniami sztuki opowiadania obrazem, został opublikowany tekst autorstwa Radosława Bolałka, szefa wydawnictwa Hanami i organizatora Bałtyckiego Festiwalu Komiksu. Jego artykuł The Most Popular Polish Comics (1957-1989), jak sam tytuł wskazuje, poświęcony jest komiksom i twórcom z okresu PRL-u - między innymi Januszowi Chriście, Tadeuszowi Baranowskiemu, Tadeuszowi Raczkiewiczowi, Szarlocie Pawel, Henrykowi Chmielewskiemu i Jerzemu Wróblewskiemu. Jest to pierwszy artykuł napisany przez Polaka w tym prestiżowym magazynie, na którego okładce znajduje się ilustracja z "Kubusia Piekielnego". (j.)

Szczęśliwi posiadacze wydanego kilka dni temu komiksu z mistrzowskiej serii Egmontu "Batman i Robin: Cudowny Chłopiec", przekazują, że na dołączonej do tego dzieła obwolucie z informacjami dotyczącymi kolejnych komiksów widnieje dwutomowa "Martha Washington", która ma trafić na sklepowe półki ponoć jeszcze w grudniu tego roku. Kompletne wydanie wszystkich przygód tytułowej bohaterki, którą do życia powołał Frank Miller - zgodnie z tym co mówił podczas tegorocznej WSKi Tomasz Kołodziejczak - zostanie podzielone na dwie części (podobnie jak "Świat Edeny" Moebiusa - głównie ze względu na problemy z czytaniem takiego kolosa) - pierwsza liczyć będzie 248 stron, a druga 352. Tym samym można się spodziewać, że oprócz sześciu części ("Give Me Liberty", "MW Goes to War", "Happy Birthday MW", "MW Stranded in Space", "MW Saves the World" i finałowe "MW Dies") wydanie to będzie zawierać podobną ilość dodatków co wypuszczone przez Dark Horse w tym roku "The Life and Times of Martha Washington in the Twenty-First Century". Póki co, cena nie jest jeszcze znana. Może to i lepiej.. (a.)

Na swoim blogu Robert Zaręba poinformował o postępach w pracach nad komiksową trylogią "Triumwirat". Drugi tom zatytułowany "Mag" ukaże się prawdopodobnie po feriach zimowych, co jest dosyć elastycznym i niedookreślonym terminem. Album zostanie wydany w pełnym kolorze, co zawdzięcza wyprzedaniu całego nakładu "Smoka", czyli pierwszego tomu sagi, który zresztą zostanie wznowiony w nowej, ekonomicznej wersji - częściowo pokolorowanej. Ostatni, trzeci epizod trylogii ma planowo ukazać się na Warszawskich Spotkaniach Komiksowych w 2010 roku. "Triumwirat" to opowieść fantasy będąca adaptacją prozy scenarzysty, czyli Zaręby z rysunkami Zygmunta Similaka. (j.)

It's official - Kultura Gniewu do końca roku wyda jeszcze dwa komiksy zagranicznych artystów. Zgodnie z poprzednimi zapowiedziami na Gwiazdkę prosto pod choinkę trafi "Pan Naturalny" Roberta Crumba. Szymon Holcman w Łodzi obiecywał, że będzie to najpełniejsze i najobszerniejsze wydanie opowieści z obscenicznym brodaczem w roli głównej, który w Polsce zadebiutował na łamach magazynu "Szpilki" w 1975 roku. Komiks będzie liczył 246 stron i kosztował 80 złotych bez dziesięciu groszy. Drugim tytułem będzie "Uzbrojony ogród", którym jeden z najwybitniejszych francuskich twórców komiksowych, David B., zadebiutuje na naszym rynku. Jego zapowiedź brzmi nieco pompatycznie - padają w niej między innymi porównania z Boschem i Piccassem. Za prawie 36 złotych dostaniemy 112 stron. Dwa kolejne albumy, które pierwotnie miały się ukazać jeszcze w tym roku, czyli "Rany wylotowe" Rutu Modan i "Bośniacki płaski pies" Maxa Anderssona i Larsa Sjunnessona zostały przesunięte na 2010. (j.)

Ze Światowego Centrum Komiksu znajdującego we wsi Olbratówki na pięknych, polskich Mazurach, Tadeusz Baranowski przesyła najświeższe wieści dotyczące swojej pracy. Pomimo tego, iż autor ciągle musi zmagać się z problemami natury technicznej, a także pogodowej, udało mu się zaprezentować plansze z nadchodzącego albumu ze Szlurpem i Burpem. Dał tym samym stanowczy odpór plotkom i pomówieniom, z których miałoby wynikać, że zrezygnował z rysowania pożegnalnego komiksu z duetem krwiopijców w rolach głównych. Trzy kolejne transmisje z ŚCK można obejrzeć na youtube'owym kanale Kultury Gniewu - pierwsza, druga, trzecia. Minkiewicze by tego lepiej nie wymyślili. (j.)

"Żywe Trupy" to dla mnie najlepsza obecnie seria wydawana w naszym kraju, więc kolejnych jej tomów łaknę jak dziecko mleka matki. Przy okazji ósmego tomu przygód Ricka i spółki apetyt ten jest jeszcze większy, ze względu na nadzieje, które rozbudzili we mnie komiksiarze znający już jego treść i podkreślający, że tytułowa "cisza przed burzą" z tomu siódmego, nie była przypadkowa. "Stworzeni by cierpieć" - bo tak owa "ósemka" będzie się zwać (tak przy okazji to jest to również niezła nazwa na album dla jakiegoś amatorskiego zespołu, którego producentem jest np. rogaty pan z piekła rodem) - ma się ukazać na początku grudnia i zgodnie z zapowiedzią albumu zamieszczoną na Gildii, ma być końcem w miarę spokojnego żywota prowadzonego na terenie opustoszałego więzienia. Nareszcie! (a.)

Jeśli patrząc na TEN pasek Tomasza Pastuszki czuliście malutką zazdrość związaną z uwiecznionym nań dla potomności Redaktorem Babielem, a jednym z Waszych życzeń jest "Święty Mikołaju, chciałbym aby Asu mnie narysował (i nowy zestaw Lego)" to jest szansa na jego ziszczenie! Jeden z ojców założycieli "Kartonu", umieścił na stronie ze swoimi komiksami nową funkcję dzięki której można zamówić u niego pasek komiksowy na dowolnie wybrany przez siebie temat. Oczywiście nie za darmo, ale to ile taka przyjemność będzie kosztować obliczy już specjalny algorytm, który weźmie pod uwagę to czy ma to być w kolorze czy nie, ile ma mieć kadrów, czy może być opublikowany na stronie autora i czy zleceniodawca ma wąsy. Najtańsza opcja (czerń i biel, jeden kadr, zgoda na publikację na paski.org) to 40zł, ale jeśli chcielibyście zamówić na własny użytek 500 kadrowy komiks w kolorze to portfel byłby już lżejszy o 12.605 zł. Wszystko zależy tylko i wyłącznie od Waszej fantazji. My - Kolorowe Zeszyty - możemy ewentualnie pomóc w wyborze tematu. I to może nawet za darmo. (a.)

piątek, 20 listopada 2009

#305 - The Batmans II: Track 15 - Robert Sienicki

Robert Sienicki, którego Mrocznego Muzycznego Rycerza prezentujemy dzisiaj, jest zajętym człowiekiem. Ogląda, czyta, pisze, rysuje, krytykuje, nagrywa. Ma na swoim koncie między innymi autorski (prawie) web-komiks "The Movie" oraz scenariusz do "Rycerza Janka". Oprócz tego wygłupia się wraz z Karolem Kalinowskim i Konradem Okońskim na łamach nie tylko komiksowego podcastu "Schwing!" i jest jednym z najaktywniejszych ogniw "Net-Kolektywu" (o ile dobrze liczę, to w każdym numerze można znaleźć przynajmniej jedną jego pracę). Obecnie pracuje nad kontynuacją "Rycerza Janka", kolejnymi odcinkami kolektywnej serii "Recours" i czwartą częścią "The Movie" (prawda, Robercie?). Raz na pół roku można również poczytać jego teksty na blogu 2 guys 1 blog, który współtworzy wraz z Jankiem Mazurem. (j.)

Zwycięzcą dzisiejszej edycji jest Kajetan Wykurz (znany również jako Kaj-Man) - GRATULACJE! I przy okazji dzięki wielkie dla wszystkich, którzy wzięli udział w zabawie!

Dzisiejszego twórcę "Batmana muzykanta" należy poznać po nietoperzastej ręce dzierżącej kostkę do gitary. Nie jestem przekonany czy wybór akurat tego fragmentu specjalnie utrudnił zadanie, bo ręce/dłonie są (a przynajmniej wydają mi się) mocno charakterystyczne dla artystów z już wyrobioną kreską i często tylko po tych kilku liniach da się poznać kto daną grafikę stworzył. Ciekaw jestem czy w tym przypadku będzie podobnie. Można zgadywać! (a.)

czwartek, 19 listopada 2009

#304 - Kryminalne Czwartki #3: Kapitan Żbik - bohater PRL-u

Kolejny czwartek, kolejna porcja obdzierania Żbika z legendy. Co prawda nie zauważyłem ostatnio spadku cen "kolorowych zeszytów" na allegro, ale nie taka była "ambicja" kryminalnych czwartków. Choć dzisiaj - ostrzegam - będzie naprawdę kontrowersyjnie! Dzisiejszy podrozdział porusza komunistyczny temat tabu, czyli życie prywatne.
W zamierzchłej przeszłości, czyli w 2006 roku, przy okazji "wydarzenia", które zwało się "Kim jest Biała Mewa?" na forum gildii Jerzy Szyłak zdruzgotał mnie, kiedy poruszyłem temat seksualności Żbika. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że sam zgłębię ten mroczny temat....

5. Życie prywatne

Jak już zostało wspomniane w poprzednim podrozdziale, praktycznie całe życie Żbika było służbą w Milicji Obywatelskiej. I w tym względzie nie różnił się on od swoich powieściowych pierwowzorów. Rzadko kiedy czytelnicy mieli możliwość zobaczyć literackich milicjantów poza pracą. Zdarzały się jednak nieliczne momenty, kiedy mogli poznać bohatera od strony prywatnej – dowiedzieć się jak mieszkał, czym się interesował i czy spotykał się z jakąś kobietą. Podobnie było z bohaterem "kolorowych zeszytów".
Tylko cztery razy w całej serii czytelnicy mogli zobaczyć mieszkanie Żbika. Po raz pierwszy było to w zeszycie "Dziękuję kapitanie", wydanym w 1968 roku. Na kilku kadrach było widać skromny pokój z gołymi, żółtymi ścianami. Duży segment z telewizorem i półkami pełnymi książek, na biurku telefon, a obok fotel oraz lampa z abażurem – to wszystko, co znajdowało się w jego mieszkaniu.

Dwa lata później, najpierw w "Błękitnej serpentynie" a następnie w "Czarnej Nefretete", zauważyć można było, że Żbikowi powodzi się coraz lepiej. W segmencie pojawiło się radio oraz magnetofon szpulowy. Przybyło także książek. W środku pokoju pojawił się dywan, ława i czerwona pufa. Kapitan sprawił sobie także nowy telefon – jeden do salonu, drugi do sypialni. Tam też znajdował się pojedynczy tapczan, szafka nocna, a na ścianie słomiana mata z przypiętymi trzema pocztówkami.

Po raz ostatni mieszkanie Żbika pokazano w 1975 roku w zeszycie "Wyzwanie dla silniejszego". Jego standard znacząco wzrósł. Kapitan pozwolił sobie na nowy segment, fotel i ławę. Stary telewizor zastąpił nowszym modelem, zmienił także lampę z abażurem. Brązowe ściany zostały ożywione przez dwa obrazy, a przy oknach zawisły długie, czerwone zasłony.

Czy z tych nielicznych kadrów można było dowiedzieć się, jaki był Żbik po godzinach pracy? Choć czytelnicy otrzymali pewne informacje, były one bardzo szczątkowe. Za każdym razem, kiedy Jan był w domu, zajmował się prowadzeniem śledztwa. Tak więc był on właściwie na służbie, choć nie miał na sobie munduru. Z wystroju mieszkania kapitana można było stwierdzić tylko, że po pracy lubił on poczytać – o czym świadczyły półki pełne książek, a także posłuchać muzyki – na co wskazywał magnetofon szpulowy. Zapewne odpoczywając zdarzało mu się także pooglądać telewizję i posłuchać audycji radiowych.

To wszystko, czego byli w stanie dowiedzieć się czytelnicy o prywatnym życiu Żbika. Co prawda niejednokrotnie w "kolorowych zeszytach" twórcy pokazywali, że Żbik był człowiekiem wielu umiejętności i zainteresowań, jednak wszystkie one miały tylko jeden cel – pomóc w śledztwie. Był to więc kolejny argument potwierdzający pełne oddanie pracy. Dla milicjanta doskonałego nie było czasu na odpoczynek. Nawet kiedy spał – jak w komiksie "Czarna Nefretete" – czekał on na wyniki działań swoich podwładnych, by w każdej chwili ruszyć w pościg za kolejnym kryminalistą.

Równie szczątkowo twórcy Żbika pokazywali jego kontakty z kobietami. Choć Jan był przystojnym, wysportowanym, inteligentnym i szarmanckim mężczyzną, to bardzo rzadko w jego życiu gościły kobiety.

Najczęściej kapitan spotykał się z porucznik Olą Malicką – oczywiście na stopie zawodowej. Jako jego podwładna, niejednokrotnie pomagała mu w prowadzeniu śledztwa. Była młodą, szczupłą kobietą, która bardzo efektownie wyglądała zarówno w mundurze, krótkiej letniej sukience, jak i stroju kąpielowym. W komiksie "Spotkanie w Kukerite" bohaterowie polecieli służbowo do Bułgarii. Chodzili tam do restauracji, nocnych klubów i na plażę, zbierając dowody przeciwko siatce przemytniczej. W trakcie pobytu w Bułgarii oboje bardzo się do siebie zbliżyli. Twórcy nie pozwolili jednak Żbikowi na żadne zaangażowanie i już w kolejnym numerze Ola została odesłana do Warszawy, a po paru miesiącach – w "Błękitnej serpentynie" – przy jej boku pojawił się narzeczony.

Po tym zdarzeniu jeszcze kilkakrotnie w życiu Żbika pojawiały się kobiety – były to zawsze jednak krótkie epizody. W zeszycie "Dwanaście kanistrów" czytelnicy zobaczyli w letniej kawiarence kapitana tańczącego z atrakcyjną blondynką. Nic jednak o niej nie było wiadomo – scenarzysta nie podał nawet jej imienia, określając ją tylko mianem "partnerki". Parę razy w prowadzeniu dochodzenia Żbikowi pomagała porucznik Marzena. To właśnie ona zastąpiła Olę po jej oddelegowaniu w Bułgarii. W "Podwójnym macie" razem z kapitanem zwiedziła Budapeszt, a w kolejnym numerze prasowała jego spodnie, kiedy on zastanawiał się nad kolejnym krokiem w śledztwie. Potem przez wiele lat nie współpracowała ze Żbikiem. Czytelnicy zobaczyli ją ponownie dopiero w 1978 roku, kiedy po awansie Żbika na majora razem tańczyli w kasynie MO.

Ostatecznie twórcy zlitowali się nad kapitanem i w 1982 roku u jego boku pojawiła się narzeczona. Historia romansu była jednak bardzo zagmatwana. Poznali się w 1971 roku, kiedy w komiksie "Gotycka komnata" Jan uratował od śmierci młodą panią kustosz zamku w Waśnicach, Danutę Zawadzką. Po jedenastu latach – w numerze "St. Marie wychodzi w morze" – scenarzyści postanowili ujawnić czytelnikom fakt, iż przez wszystkie te lata tych dwoje korespondowało ze sobą, a czasem nawet spotykało się. Podczas służbowej podróży do Gdyni Żbik postanowił odwiedzić swoją sympatię. Jednak zamiast do Waśnic przyjechał on do Waśniewic, a spotkał się nie z Danutą, lecz z Krystyną. Wielu badaczy polskiego komiksu doszukuje się w tych rozbieżnościach specjalnego zabiegu twórców, jednak sam Władysław Krupka w 2004 roku przyznał, że była to zwykła pomyłka (Zob., B. Kurc, Trzask Prask. Wywiady z Mistrzami polskiego (i nie tylko) komiksu. Pytał Bartosz Kurc, Koluszki 2004, s. 86.). Najważniejsze było jednak to, że w czasie tego spotkania kapitan zaprosił Krystynę nad morze. Ta przyjechała do niego. Mieli dla siebie tylko dwa dni, podczas których zjedli wspólnie obiad i spacerowali po plaży w blasku zachodzącego słońca. Przytulali się, trzymali za ręce, Żbik wyznał: „Nie masz pojęcia jak bardzo chciałem cię zobaczyć” ("Nie odebrany telegram", s. 5). Po raz pierwszy rozważał możliwość wysłania któregoś ze swoich podwładnych, gdyby śledztwo tego wymagało. Krystyna bardzo szybko wyjechała, jednak od tego momentu czytelnicy wiedzieli, że Jan nie był samotny.

Dlaczego twórcy okazali się dla swojego bohatera nagle tacy łaskawi? "St. Marie wychodzi w morze" zostało wydane po wprowadzeniu stanu wojennego. Autorzy wtedy już wiedzieli, że jest to ostatnia historia serii, a po jej zakończeniu Żbik "przejdzie do innej odpowiedzialnej pracy". Najwyraźniej związek nie stawał na drodze nowym obowiązkom, jakie wyznaczyli mu przełożeni, dlatego też twórcy zgodzili się na niego.